
Oto jest pytanie. Choć polizał, a nawet otarł się każdy, tylko nieliczni się przyznają. Na ulicy, w domu, w knajpach, w sklepach, hotelach, w folderach reklamowych, w ulotkach składanych na 4, w ekranie telewizora. Zwykle wstydliwie ukrywany, choć wszyscy wiedzą że bez haseł "głośno, kolorowo, z połyskiem" nic się nie sprzeda, nawet mleko.
REKLAMA
Wzrok w sklepie zawsze podąży za najbardziej fluorescencyjnym opakowaniem, na ulicy uwagę przyciągnie błyskajacy feerią barw i lumenów screen, a w dyskotece największe powodzenie zdobędzie Miss Kryształków.
Kicz.
Skupiając się na krzykliwym elemencie działamy instynktownie - dlaczego zatem tak bardzo staramy się od niego odciąć? Przykrywamy małą czarną, odklejamy cekiny, włączamy klasykę jazzu, sączymy czerwone wino z kryształowego kieliszka i udajemy że nigdy, przenigdy, nie oglądaliśmy żadnego portalu plotkarskiego, różowe w naszej szafie są co najwyżej scierki do kurzu, a na tym ostatnim festynie na którym gral Feel było okropnie. Uchachane zdjęcia z kiełbasą, piwem w plastikowym kubeczku i balonikiem - serdelkiem to fotomontaż, albo "sąsiad bardzo do mnie podobny".
I to jest chyba tombakowy klucz do sprawy. Kicz pokazuje prawdę w krzywym zwierciadle- żywi się wynaturzeniem, wyolbrzymia to, co upchnęliśmy w głębokim rowie podświadomości.
Świadomie, nieświadomie jest obrazoburczy - a my nie lubimy, jak ktoś nas obraża. Albo czegoś, z czym się identyfikujemy. Albo czegoś z czym wydaje nam się, że identyfikować się wypada...
Ja tam lubię kicz. Uwielbiam wesołe miasteczka, zarys cyrkowego namiotu, pocztówki z kotkami, choinkowe lampki, sklepy z mydłem i powidłem za 5zl. Wlaśnie za to, że jest wszystkim tym, czego lubić nie wypada.
Co jakiś czas dla zaspokojenia niskich instynktów zasilam swoją kolekcję (ale z głową, by nie popaść w obłęd, skupiłam się na jednej kategorii). Trochę ze względu na znany z dzieciństwa dreszczyk emocji (pójdę do piekła czy nie pójdę?), trochę z lenistwa, bo jest to w naszym kraju wyjątkowo wdzięczny temat, wybrałam dewocjonalia i okolice.
Nie będę ukrywać, że ostatnie wydarzenia związane z pewną pianką i pewnym kolanem przypomniały mi o nieco zakurzonej już skrzyneczce pelnej boskich promieni ledowych, krwawiących sokiem malinowym zbolalych serc i barbie-maryjek, a także pliku pełnym sacroznalezisk. O ile plastikową Matkę Boską Butelkowską zdobędziemy bez problemu, o tyle z przedmiotami o bardziej wyrafinowanej formie jest już nieco trudniej. W grę wchodza raczej polowania internetowe, na festynach sacro-designu się nie uraczy.
Poniżej kilka najciekawszych przykładów, które chętnie włączyłabym do swojej kolekcji.
Poniżej kilka najciekawszych przykładów, które chętnie włączyłabym do swojej kolekcji.
Choć wiem, że te przedmioty ze względu na swoją wymowę nie są dla każdego, a wzornictwo ma być utylitarne, to... pamiętajmy o tym, że forma krzyża jest naprawdę ergonomiczna. Podobnie zresztą jest z symboliką innych religii - gwiady Davida już dawno zawędrowały na bazary w postaci breloczków, buddyjskie znaki zdobią łopatki i przedramiona uczestniczek wiejskich dyskotek...
Religijne symbole są jednym ze znaków na stałe wpisanych w nasz krajobraz. Romantycznym, chwytliwym, poprzez swoją popularność - z nieodlączną nutką kiczu. Czas przygotować nowe półki na kolejne eksponaty.
