Według statystyk, przeciętnie przeprowadzamy się w ciągu życia około 11 razy. Dla mnie jest to 4 zmiana adresu.
REKLAMA
Niby niedaleko... jedna przecznica (wirtualna) dalej, ale poprzez lokalizację i zacne sąsiedztwo czuję się jakbym kawalerkę ze ślepą kuchnią na Tarchominie zamieniła na usytuowany w sercu Powiśla penthouse.
Powiśle piękne jest, sympatyczne i podobno ma obecnie największe stężenie gwiazd na metr kwadratowy, czego niestety (mimo pięcioletnich codziennych przebieżek wzdłuż i wszerz z racji usytuowania uczelni) potwierdzić nie mogę. Ponoć graniczy to z cudem; codziennie na wspomnianą uczelnię wpadała rozentuzjazmowana jednostka z okrzykiem "nie zgadniesz kogo widziałam!" i faktycznie, nigdy nie zgadłam.
Bliski kontakt z celebrytą na Powiślu miałam tylko raz, podczas spotkania z maską samochodu pewnej bardzo znanej dziennikarki. Pani miała rozwiany blond włos, charakterystyczną szparę między zębami i (na pewno!) obłędne obuwie, którego oczywiście nie widziałam, ale mocno w nie wierzę. Samochód ledwo się toczył i tak naprawdę to bardziej ja gapiąc się w niebo podczas przechodzenia na światłach uderzyłam w niego, więc zapomnijmy o tym, nie mam żalu.
Jak na każdego wirtualnego nomadę przystało ciągnę za sobą swój dobytek -wmaju2.blogspot.com/; opowieść o miejscu, które musiałam i chciałam stworzyć sama. Dom jeszcze nie ukończony, co daje mi szansę opowiedzenia czegoś na temat i zamieszkania tu, pod nowym adresem nieco dłużej.
Pisane będzie o wnętrzach - zachciewajkach przefiltrowanych przez ograniczenia rzeczywistości, tak dodając na koniec ;)
