We wszystkich przypadkach zaczyna się podobnie. Rozpoczynając budowę domu napawamy się obrazami wyobraźni, przedstawiającymi nas samych w sytuacjach błogo - luksusowych... z kieliszkiem wina przed (przyszłym) kominkiem; stąpających boso po (przyszłej) egzotycznej podłodze; wbiegających z piskiem (i przyjaciółkami) do olbrzymiej, przyszłej a jakże garderoby. Po pokonaniu biurokratycznej walki z ludźmi którzy ewidentnie nie chcą byśmy byli szczęśliwi z zapałem nieco tylko mniejszym bierzemy zabójczy kredyt na te wszystkie wspaniałości, zapewniając sobie pozornie świetlaną przyszłość.
REKLAMA
Kredyt ledwo starcza na rurki, kolanka i przyłącza które PRZECIEŻ muszą być najwyższej jakości, bo " podstawa to basic" jak mawiał kiedyś mój klient i dodawał " sorry, życie to sztuka wyboru".
Zostajemy zatem postawieni w stan emocjonalnego rozdarcia- z jednej strony "basic", bo każdy zdrowy na umyśle człowiek przyzna że nie ma sensu kłaść glazury 400zl/m na instalację która za pół roku przerdzewieje, z drugiej strony konieczność pożegnania się z marzeniami które znikają pod kolejnymi, drogimi wylewkami, na zawsze ukrywając się przed naszym wzrokiem.
Zostajemy zatem postawieni w stan emocjonalnego rozdarcia- z jednej strony "basic", bo każdy zdrowy na umyśle człowiek przyzna że nie ma sensu kłaść glazury 400zl/m na instalację która za pół roku przerdzewieje, z drugiej strony konieczność pożegnania się z marzeniami które znikają pod kolejnymi, drogimi wylewkami, na zawsze ukrywając się przed naszym wzrokiem.
Opisana historia dotyczy 99,9% przypadków projektów z którymi miałam styczność. Pomimo szczegółowych kosztorysów, wyliczeń, szukania tańszych materiałów, rozwiązań, technologii - zawsze na koniec ląduje się w finansowej dziurze i wszystko to co miało być tym upragnionym bonusem, nagrodą za wytrwałość odkłada na później. Powstaje żelazna lista rzeczy niezbędnych do życia i takich które po prostu dałyby nam radochę choć ich praktyczność jest mocno dyskusyjna. Fotel niekoniecznie musi być autentykiem z lat pięćdziesiątych, płytki niekoniecznie muszą pochodzić z marokańskiego targu, a lampa...no i co z tego, że przyprawia nas o szybsze bicie serca? Świeci jak każda inna.
Rozum mów - otóż to!
A entuzjazm spada...
A entuzjazm spada...
Może lepiej czasem odpuścić, wytypować na "zaś" którąś z tych podstawowych rzeczy i sprawić sobie mały / wielki prezent. Taki dzięki któremu ten dom będzie naprawdę nasz.
Ja chwilowo poświęciłam kuchnię na rzecz:
Ja chwilowo poświęciłam kuchnię na rzecz:
Słoń chodził za mną, a ja za słoniem przez ponad pół roku. Słoń ( porażających gabarytów i kontrowersyjnej urody) przecenił się trzykrotnie, ja zacisnęłam trzy dziurki od paska i stało się.
Dzięki niemu przestanę myśleć o budowie jak o miejscu kaźni i wiecznych wyrzeczeń. To będzie dom słonia. I marynarza. I kotów. I szklanego buddy. I....
Dzięki niemu przestanę myśleć o budowie jak o miejscu kaźni i wiecznych wyrzeczeń. To będzie dom słonia. I marynarza. I kotów. I szklanego buddy. I....
Rozumiecie?
P.S. Jedyne co mnie martwi, to że nie wolno używać słonia w trakcie burzy. Cóż, nie można mieć wszystkiego od razu.
