O autorze
Zaczęłam dwadzieścia lat temu, opowiadaniem o bałwanku. W podstawówce były zeszyty w kratkę, zasuszone kwiatki i atrament rozmazany łzami, no a potem, well, potem nastał Internet. Nałogowo podglądam – wszystko, wszystkich i zawsze, a potem samo się pisze. Jak w końcu dorosnę, napiszę książkę. Tutaj warszawsko - o ludziach z autobusu, o dobrych i złych filmach, knajpach, Syrence, kolumnie Zygmunta, kocie Jarosława i holenderskiej trawie na Narodowym. I o wszystkim innym też.

Kultura narzekania

- Ale gorąco, co za upał, wytrzymać się nie da, nie znoszę upału, w sumie to wolę zimę, mógłby śnieg spaść, zupełnie bez sensu z tym upałem i w ogóle nie dla ludzi, w zimie chociaż na nartach można, a teraz co.


Litościwa siła wyższa zaraz po Euro zesłała nam kolejny temat do small talków i wciąż jest na co narzekać. W tym mieście wręcz nie wypada być szczęśliwym, zadowolonym i spełnionym, bycie zadowolonym jest wręcz lekko niestosowne i trochę wstydliwe. Nie daj boże mieć zdrowie, pieniądze i udany seks, nie daj boże zakochać się szczęśliwie na wiosnę, jeszcze gorzej dostać spadek, a budowę dużego domu pod miastem najlepiej skrzętnie ukrywać i nikomu nic, ani słowa.


W modzie jest depresja i złamanie nerwowe, wysoko chodzą rozwody w możliwie żenujących okolicznościach, rzadkie i najlepiej śmiertelne choroby w rodzinie, a także rozwydrzona latorośl w wieku dojrzewania i „bo za mało mi płacą”. Euro było pożywką wymarzoną, najpierw żeśmy nie wygrywali, chociaż podobno mogliśmy, a potem w ogóle przegrali, dzięki czemu narodowy zryw przeszedł prędziutko w narodową żałobę, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, potrafimy i generalnie jako żałobnicy czujemy się jak ryba w wodzie.


Można sobie było na spokojnie poanalizować przyczyny i skutki porażki, pojechać po decydentach i dzięki temu poczuć się lepiej, oraz napisać o żonie selekcjonera, która zabarykadowała się na kwadracie, bo się boi linczu. Jednym słowem, jest event, i to w najlepszych tradycjach narodowej smuty, bicia się w pierś umęczoną, sypania soli w zaropiałe rany i samobiczowania dojrzałą pokrzywą. Nie mam bladego pojęcia, jakim cudem żeśmy kiedyś tych Szwedów pogonili i ogarnęli odsiecz Wiednia, i jeszcze parę innych spektakularnych sukcesów, wypadek przy pracy może jakiś.


Oczywiście, ja też się narodowo zerwałam, bo któż nie, i ja również przeżywałam głęboką depresję po klęsce. Nie analizowałam i nie jątrzyłam ran tylko dlatego, że na piłce nie znam się kompletnie, ponieważ jestem kobietą, a kobietom chwała Bogu wciąż wolno się na niektórych rzeczach nie znać.

W każdym razie, ełro ełro i po ełrze, tymczasem pogoda jest nam przychylna, mamy tropikalny upał w dzień i apokaliptyczne napieprzanie gradem w nocy, w związku z czym jest temat na poranne small talki w autobusach, tramwajach, windach i korytarzach. Całe szczęście, bo nie wiem, jakbyśmy się odnaleźli, tak nagle bez tematu przewodniego do marudzenia.

W sobotę wstałam prawą nogą, bo udało mi się wyspać, i miałam dobry nastrój, bo zdałam egzamin teoretyczny na prawo jazdy (mały krok dla ludzkości i tak dalej), więc wyjątkowo nie zaliczyłam ataku wtórnego autyzmu (słuchawki na uszy, wzrok w ziemię), tylko przyglądałam się miastu, z zamiarem wyłuskania z niego ludzi (wyglądających na) szczęśliwych. Byli.

Jedni mieli siedemdziesiąt parę lat, południową opaleniznę, jasne, lniane ciuchy i łagodność w spojrzeniu, inni ledwo dwadzieścia i siedzieli okrakiem na poręczy ruchomych schodów w metrze z napisem „przybij piątkę”, ktoś dał mi pięć złotych zniżki na zdjęcia paszportowe („pójdzie sobie pani na kawę, bo to chwilę potrwa”), ktoś ustąpił miejsca w tramwaju (czas pomyśleć o kremie na zmarszczki).

Trochę mi się marzy, żeby tak częściej. Szkoda, że szczęście jest takie nudne, niemedialne i prawie zawsze brzmi jak pewien poczytny pisarz od prawd oczywistych made in Brasil. A jednak, zawsze to podziwiałam w narodach południowych, gdzie staruszkowie pijący wino do porannej kawy i rogalika, zupełnie inaczej zdefiniowany czas, Portugalczycy śpiewający i tańczący w rzymskim metrze, czy obwieszona złotem Włoszka w białej wieczorowej sukience przy śniadaniu nad Gardą. Jakoś tak bardziej potrafią.

Zdaje się, że też narzekam. Na narzekanie. Nie urodzi wrona gawrona, co?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Selma Blair walczy z nieuleczalną chorobą. Oto 5 rzeczy, jakich aktorka nauczyła nas o cierpieniu
WYWIAD 0 0"PE z pewnością nie będzie zamykał oczu". Burzliwa debata o zakazie edukacji seksualnej w Polsce

POZNAJ DADHERO.PL

0 0Netflix grozi palcem – ta zapowiedź może oznaczać zmianę zasad na jakich korzystasz z serwisu
DADHERO.PL 0 0"Nie jestem Tonym Hawkiem..." Adam Malita, pionier deskorolki w Polsce, o sporcie i ojcostwie
0 0"World of Fire" z Wichłacz i Kotem. Serial BBC pokazuje wojenny koszmar nie tylko Polaków
WYWIAD 0 0Mierzy 122 cm i znacie ją z "Mam talent". Opowiada, dlaczego w "Na Wspólnej" nie ma niskorosłych

O TYM SIĘ MÓWI

0 0"Nie czuję się urażona". Ma 23 lata, działa w partii Korwina. Opowiada, jak traktowane są kobiety
0 0PiS testuje naszą demokrację, a Lewica... Biedroń i spółka żyją wyborem Mistera Sejmu
0 0Meghan i Harry szczerzy do bólu. Wywiad poruszył Anglię, ale nie wszystkim się spodobał
0 0W sukces tej Polki nikt nie wierzył. Uparła się i stworzyła rewolucyjny krem antysmogowy
0 0Więzienie za edukację seksualną to nie wszystko. 5 rzeczy, które PiS może chcieć przykryć
0 0"Justin ma specjalne miejsce w naszych sercach". Wymowny komentarz Tuska do wydarzeń w Kanadzie