
Wreszcie mu się wszystko poukładało. „Powrót” - najnowsza płyta Krzysztofa Kiljańskiego to 12 pięknych, wysmakowanych utworów. Wyłącznie po polsku. Nie jest tak, że od razu wpadają w ucho. Muza bez blichtru i fajerwerku. Nie pasuje do Facebooka i iPada. Nie jest dla małolatów. Pasuje do porządnego odtwarzacza, bo trzeba z nią trochę poobcować. Pozwolić, żeby zapuściła w duszy korzenie. Dlatego ostrzegamy: uzależnia. A kiedy uzależni, to będzie wymagała od Was poświęcenia. Wyłączenia telewizora, komputera, nawet komórki. Wszystkiego, co uzależnia pozorami szczęścia. To płyta, która domaga się całej waszej uwagi. Jak ktoś, kogo kochacie. A jeśli kochacie, to wiecie, że warto wyłączyć wszystko inne.
w sensie, powiedzmy, ontologicznym jest w końcu realnym bytem. A empetrójka? To czysta energia. Na półce jej nie postawisz i do szuflady nie wrzucisz. To miraż.
to się nie mogło udać.
w tramwaj i jechał na koniec Wrocławia. Mijał most, Halę Stulecia, ogród zoologiczny. Dziewczyna ma na imię Ula.
że klękajcie narody. Oddzwonili.
– Kogo pan widzi jako producenta?
A potem Witek wrócił. Cały ten czas myślał o płycie.
w której Kayah miała garderobę.
Ta dziewczyna to fantastyczna osobowość.
A potem wyszło, że Witek chciał grać swoją muzykę, a Krzysztof swoją.
z różnymi składami. Jako najemnik. Kiedy nagrywam, muszę postawić wszystko na jedną kartę. Więc postawiłem. Zawiesiłem część koncertów. Żyliśmy tak trochę na kredyt, ale nie mieliśmy dziecka, więc to było możliwe. Dziecko zmusza
do przewartościowań.
a to niełatwe. Uczę się dopiero pięć lat. Na początku jest łatwo, wystarczy zmieniać pieluchy. A potem z każdym dniem trzeba być dobrym bardziej.
i podoba gitara. Wie, kim jest tata, dostał od Krzyśka profesjonalny mikrofon, ciężki, rzetelny, w pięknym futerale. Wchodzi na stronę z dziecięcymi teledyskami, podłącza mikrofon
i śpiewa po angielsku, którego prawie w ogóle nie zna.
