Przeżył to każdy. Nie jeden raz. Myślę o uniknięciu w życiu osobistym poważnej wpadki, o odstąpieniu od czegoś, co po pewnym czasie okazało się negatywne w skutkach. Prywatnie powodów do tak nietypowej satysfakcji każdy w życiu kilka nazbiera. Np. wycofanie się z inwestycji mieszkaniowej u dewelopera, który 3 miesiące potem ogłasza upadłość, czy niewykupienie pobytu urlopowego w biurze podróży, które za jakiś czas okazuje się nie być wypłacalnym na tyle, aby sprowadzić swoich klientów do kraju.

REKLAMA
Albo nieprzyjęcie oferty pracy w firmie, która po roku okazuje się tkwić w poważnych kłopotach, czy rzucenie nałogu – niektórzy potrafią liczyć dni i miesiące od momentu, gdy postanowili, że nigdy więcej... Takie ‘wygrane’ traktowane są przez nas prawie, jak uniknięcie zderzenia czołowego. Sukces nie lada. Gratulacje zbiera się od każdej bliskiej osoby. Czemu nie działa to w podobny sposób w życiu korporacyjnym?
Ilu menadżerów, tyle stylów zarządzania procesami i kierowania ludźmi. W ciągu swojego życia zawodowego poznałam ich wielu, i choć idea dokształcania się i samorozwoju jest jedną z najchlubniejszych, które wyznaję, twierdzę, że połowa z nich zamiast nabywać nowe kompetencje, powinna także poświęcić uwagę tym zachowaniom, które są niewłaściwe i zasługują na to, by ich unikać, albo wręcz się ich pozbyć. Może to dać lepszy efekt dla ich otoczenia, niż cokolwiek innego. W sytuacjach skrajnych może być unikiem przed ‘zderzeniem czołowym’. Komuś rozwój przez eliminowanie może się wydać dziwacznym pojęciem, bowiem normą jest presja na utrzymywanie w komunikacji interpersonalnej pozytywnego tonu i kładzenie szczególnego nacisku na poszukiwanie nowych dróg osiągania celów – czyli robienie czegoś więcej lub inaczej.
I tak: raczej mówi się na temat sposobów osiągnięcia większej efektywności w biurze (zamiast ograniczenia surfowania w czasie godzin pracy). Obiecujemy sobie słuchać innych z większym zaangażowaniem (zamiast odzwyczajać się od mimowolnego przeglądania skrzynki mailowej na służbowym Blackberry, gdy to nie my zabieramy głos).
Pracujemy nad tym, by zawsze zaczynać spotkania o czasie, niż nad tym, by nigdy więcej nie być spóźnionym. Przykłady można mnożyć.Analogicznie: robienie czegoś dla dobra firmy i obrona firmy przed czymś złym (niekorzystna umowa; wyłapanie błędu w regulaminie, który mógłby firmę dużo kosztować) to dwie strony tego samego medalu, a jednak ich percepcja przez dyrekcję potrafi być kompletnie różna.
Pamiętam w swojej karierze wiele sytuacji, gdyśmy świętowali podpisanie długo ‘wychodzonej’ umowy z wymagającym klientem. I pamiętam też brak reakcji, gdy dział prawny wybronił naszą instytucję przed płaceniem niezasłużonej kary. Różnica w powszechnym podejściu do obu zdarzeń jest skrajnie inna, choć oba działania wynikały z troski o dobro firmy. Ktoś powie: rolą działu prawnego jest zapewnienie funkcjonowania firmy w zgodzie z obowiązującym prawem, a rolą sprzedawcy jest sprzedać. Oczywiście.
Ale dlaczego sukces osoby, pracującej w dziale typu ‘support function’ jest traktowany jako wynikający z jej obowiązków, a nie zasługa? Nie poświęca mu się zbyt wielkiej uwagi i nie nagłaśnia. Nie znajdzie się go na tablicy: transakcja miesiąca. Ta zarezerwowana jest dla osób z tzw. ‘front line’ – dla sprzedawcy, marketingowca. Ich sukcesy są bardziej medialne i bardziej sexy, bo generują zyski, a nie ograniczają straty.
Świętuje się podpisanie lukratywnej umowy, ale już o przerwaniu negocjacji z firmą, u której po wielu tygodniach due diligence dostrzeżono coś niewłaściwego, mówi się innym tonem. Bynajmniej nie jest to żadnym powodem do satysfakcji. Na osobę, która zarządzała przerwanym projektem patrzy się, jak na przegranego, a w najlepszym wypadku, jak na posłańca złej wiadomości. W takiej sytuacji formułki ludzi sukcesu o tym, że każda porażka jest źródłem wiedzy, potrafią nieźle wkurzyć.
System ocen rocznych posługuje się oceną pracownika dotyczącą tego, co i jak ten robi na korzyść firmy, jaki jest jego udział w generowaniu zysku, oraz czy wykazuje regularne polepszanie swoich kompetencji i umiejętności. Nie znajdziemy w nim wzmianki o unikaniu ‘raf i niebezpieczeństw’ – czynność ta nie kojarzy się pozytywnie, brak jej chwalebnego brzmienia, więc nie nadaje się do dokumentu appraisalowego. Czy aby na pewno?
Warto o tym pomyśleć i na własny użytek spisać swoją listę rzeczy „do wyeliminowania”. I choć lekko przeczy to podstawowym zasadom formułowania celów (które zawsze winny brzmieć pozytywnie), świadome unikanie niektórych zachowań może dać lepszy i szybszy efekt Tobie i Twemu otoczeniu, niż praca nad gładko sformułowanym zachowaniem docelowym. Pomyśl jeszcze dziś na tym, co warto u siebie wyeliminować, aby uzyskać korzyść.
Ps: ja od dziś rzucam trzecią kawę – dwie dziennie (plus krótkie, ale regularne bieganie) muszą mi wystarczyć, by rozkołysać organizm. Powodzenia!