Mówią o niej twarda sztuka. W końcu wytrzymała 18 lat w trudnym i zawistnym świecie, jakim jest moda. To znak, że chyba znalazła sposób na siebie. Może i na całą branżę. Czy w niej zostanie? Jak twierdzi: „Dzisiaj tak. A jutro? Skąd ja mogę wiedzieć co się wydarzy…” Stylizację zdjęciową porzuciła dla pracy na planach filmowych i seriali. Od 3 lat nadzoruje ekipę wizerunku rodzinki.pl i Prawa Agaty. Ostatnio powróciła jednak do tego, co kocha jeszcze bardziej. Do śpiewania. Z grupą No Limits wydała płytę, gdzie jest w 100% sobą. Wciąż na modnej scenie życia Anna (Pralinka) Męczyńska.

REKLAMA
logo

Marcin Brylski: Praca z filmem tak bardzo Cię wciągnęła, że porzuciłaś modę fotografowaną?
Ania Męczyńska: Po filmach „Miłość na wybiegu” i „Śniadanie do łóżka” zrozumiałam, że to jest to. Że to kolejny etap w życiu. Że to nowe, zupełnie inne zajęcie, które mnie pochłania.
Lepsze?
Przede wszystkim to niesamowite uczucie, kiedy widzisz, że to co zrobiłeś, stworzyłeś, żyje. Strój w fotografii często pozostaje nieruchomy, tu porusza się wraz z grą aktora. Poza tym tworzysz całą postać od podstaw.
Stawiasz na wysoki poziom…
Dbam o szczegóły. Skupiam się na wszystkich detalach, o których ktoś oglądając serial może nawet nie pomyśleć, ale nic nie jest przypadkowe. Torbę dla serialowego Marka Dębskiego (w roli Leszek Lichota), wybieraliśmy kilka tygodni. Musiała być ta jedna, właściwa, która nie będzie zwyczajną teczką.
Ale czy dla zwykłych widzów ma to znaczenie?
Czas pokazał, że owszem. To zaskakujące, ale kostiumy z rodzinki.pl szeroko się komentuje, ludzie zadają pytania na Facebooku, piszą maile „skąd te ubrania”? Wielu osobom trudno było uwierzyć, że bohaterowie serialu są często ubrani w rzeczy z sieciówek. Chwalą, że chłopcy wyglądają „na czasie”, ale nie są przebrani, przestylizowani.
Więc teraz kształtujesz też charakter. Nadajesz im nowe i konsekwentne „ja”.
Właśnie to jest w tym najciekawsze. To złożony proces, ale bardzo satysfakcjonujący.
Jesteś chyba pierwszym kostiumografem, stylistką, która równocześnie pracuje przy serialu w telewizji publicznej i stacji komercyjnej?
A wiesz, że tak… Rzeczywiście.
logo

Jak łączysz pracę na tak różnych planach?
Potrzebne jest zrozumienie i ścisłe działanie w zespole, oddanie ludzi i ich talent. Moim sukcesem jest właśnie taki team, współtworzony z Ewą Pałdyną i Agnieszką Biderman (rodzinka.pl) oraz Małgorzatą Bednarek-Chumakou (Prawo Agaty). Uzupełniamy się. Niezwykle istotna jest też rzetelność.
Ludzie są teraz rzetelni?
Nie wszyscy. Wielu nawet nie lubi tego słowa. Ale to jest podstawa pracy przy serialu. Film jest zamkniętą formą, masz określony budżet, realizacja trwa średnio do 2 miesięcy, czasem więcej i już. Panujesz nad tym. Serial natomiast ciągle żyje. W „Prawie Agaty” co transzę mam 8 stałych bohaterów + około 250 aktorów drugoplanowych, epizodycznych oraz statystów i to wymaga niesłychanej koordynacji, zaangażowania i rzetelności współpracujących ze sobą osób.
To dużo, a ważna jest przecież autentyczność wszystkich postaci.
O tak! Trzeba wziąć pod uwagę charakter danej postaci, skąd pochodzi, gdzie mieszka, gdzie rozgrywają się sceny, jej usytuowanie materialne. To musi być prawdziwe.
Czy nie jest tak, że Polacy od jakiegoś czasu chcą oglądać ładnych ludzi, modnie ubranych?
Ładnie ubranych, ale nie modnie. Ładnie możesz ubrać się również w second handzie. Postaci są często zbudowane po prostu na określonym stylu. Ostatnio na jednej z imprez podeszła do mnie pani, która prowadzi szkolenia dla prawników i powiedziała mi: „Pani nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że zmieniła bieg myślenia o tym, jak w ogóle może wyglądać strój prawnika. Młode prawniczki ubierają się na bohaterki z serialu”.
Aktorzy też to doceniają?
Tak. Przynajmniej niektórzy dostrzegają, że w mojej konsekwencji i wizji jest myśl. Powrócę do przykładu Leszka Lichoty, który nie przepadał za garniturami i marynarkami. Niedawno powiedział mi, że polubił swój serialowy styl, bo rzeczywiście dobrze buduje jego postać i teraz nie wyobraża sobie grania w niczym innym. To cieszy.
Pozostaniesz w kreowanym świecie seriali?
Na dzisiaj, tak. W tej chwili jesteśmy w trakcie 3 sezonu „Agaty”. Otrzymałam również propozycję udziału w nowopowstającym projekcie TVP.
A śpiewanie?
Kocham to. Miałam bardzo długą przerwę. Bywało, że Kayah czy Edyta Bartosiewicz pytały, kiedy znów zacznę nagrywać. Ale ja wiedziałam, że jeśli to zrobię, to tylko dla siebie.
I zrobiłaś.
Owszem, udało się. Emocje, które przekazuję ludziom i które otrzymuję z powrotem są niebywałe. To po prostu jestem JA dla innych i dla siebie równocześnie. Jedni mnie kojarzą z dawnych trójmiejskich występów jak Daria Widawska, która jako licealistka przychodziła na nasze koncerty z ojcem. Inni dopiero mnie poznają i mówią, że jestem dla nich fajną, charyzmatyczną babeczką.
logo

Należy Ci się to od życia?
Nie. W ogóle. Od życia nic nam się nie należy, ani sukces, ani miłość, ani zdrowie. Nawet nie wiem czy zasłużyłam, ale udało się. Na szczęście.
A co z modą? Odcinasz się od niej?
Nie, absolutnie. Moda wiele mnie nauczyła. Wciąż ją obserwuję, przypatruję się nowopowstającym magazynom, młodym fotografom, inspiruję się, ale teraz jest coś więcej. Coś, co zaskakuje i nieustannie żyje.
Jak to się dzieje, że Ty wciąż „jesteś”?
Sądzę, że to przez moje samozaparcie, przez ciężką pracę, wiarygodność mojej osoby, bo ja to marka i ludzie tak mnie postrzegają.
I to wystarczy?
Powinno. Mnie wystarczyło. Mogę mieć do siebie szacunek, bo nie zdobyłam niczego niecnymi zagrywkami.
Trzymasz głowę wysoko uniesioną?
Trzymam, ale ze względu na drugi podbródek. (śmiech)
A zawodowo, po tylu latach mogłabyś ją trzymać wysoko?
Myślę, że mogłabym, ale nie na tym to polega. To nie jestem ja. Uważam, że bardzo wiele rzeczy wygrałam naturalnością. Nic więcej.
Jesteś bardziej królową czy matką?
Ludzie traktują mnie jak królową. A ja uważam, że bardzo matkuję, ale wymagam.
Ścinasz głowy?
Bywa. Ale później to odchorowuję, bo jestem emocjonalna.
A masz jeszcze jakieś złudzenia wobec modowego świata?
Absolutnie. Kiedyś wydawało mi się, że po 10 latach ciągłej harówki będę pracować mniej i zarabiać więcej. Minęło lat 18, a ja wciąż zasuwam na 200%, bo przyjęłam zasadę, że ostatnia praca będzie świadczyć o mojej kondycji zawodowej.
Chcesz skończyć triumfalnie.
No co Ty, ja na razie w ogóle nie chcę kończyć. Nawet o tym nie myślę.

„MIĘDZY NAMI mówiąc…” to cykl rozmów z ludźmi branży mody, choć nie tylko o modzie w roli głównej.