
„..ten zawód wymaga od Ciebie, żebyś był showmenem, bo każdy pokaz to przecież widowisko. Poza tym publiczność mnie mobilizuje…” Robert Kupisz, facet po czterdziestce, który wciąż ma dużo czasu na realizację siebie. Nie daje się ugryźć kąsającym i nie przejmuje się tym, że odkąd został designerem, są projektanci, którzy nie zapraszają go na swoje pokazy. Wyczuwa też złą energię i wycofuje się, jeśli coś jest nie tak. My rozmawialiśmy ponad 1,5 godz., więc chyba była tylko ta dobra.
REKLAMA
Marcin Brylski: Podobno inwestorzy odwrócili się od Ciebie tuż przed pierwszym pokazem?
Robert Kupisz: Tak. Na 3 tygodnie przed pokazem Ci, którzy obiecali promocję i współpracę, odwrócili się i to moja wspólniczka Ania Borowska pomogła mi na szybko ze sponsoringiem i organizacją. Teraz pracuję tylko z ludźmi, którym ufam.
Ufać można już tylko nielicznym.
Fakt. Trzeba nauczyć się wyczuwać, czy ktoś chce Cię ugryźć, czy rzeczywiście ma dobre zamiary. Tych gryzących omijam szerokim łukiem.
Gryzą często?
Zazwyczaj bez zębów, ale tak, zdarza się. Wiesz, to Ci sfrustrowani sobą, życiem próbują dobrać się do innych, bo brakuje im pomysłu na swoje życie i odwagi, by wziąć się za nie na poważne.
Skąd im się to bierze?
Ludzie niepotrzebnie się porównują. Zamiast koncentrować się na własnej drodze, zużywają za dużo siły koncentrując się na życiu innych. Ubliżają komuś i przez 5 min czują się lepiej, ale to bardzo złudne uczucie. Gdybym ja tak robił, to nigdy nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem, bo nie miałbym czasu na realizację siebie czekając wciąż na to, by komuś powinęła się noga.
A zazdrość... Jest naturalna?
Wszyscy ją mamy w sobie. Więcej lub mniej. W zdrowej zazdrości nie ma nic złego. Może być motywująca, wprawiać w ruch.
Ciebie, kto nakręca?
Na przykład Gosia Szumowska, pełna energii, niezależna kobieta. Krzysiek Warlikowski, z którym wielokrotnie współpracowałem przy operach. To on nauczył mnie chociażby tego jak odbierać teatr, operę, jak budować atmosferę i tworzyć widowisko. Tacy ludzie inspirują.
Po co wciąż zmieniasz zawody?
Bo chcę odkrywać siebie w nowych okolicznościach. Chcę wciąż czegoś się uczyć, bo kto powiedział, że do 40 to można, wypada, a później daj sobie spokój i wegetuj. Chce mieć ciekawe całe swoje życie.
Wyznaczasz sobie deadline’y?
W projektowaniu są to pokazy mody. Muszą być 2 w roku.
A w życiu?
W życiu prywatnym jest inaczej, nie można sobie nic narzucać. Kobiety maja trudniej myśląc o urodzeniu dziecka, bo goni je czas. U facetów w tym temacie nie jest to aż tak skomplikowane.
Ale przecież jesteś niecierpliwy…
Fakt, momentami jestem jak dziecko, które chce szybko coś mieć, ale potrafię się też bardzo szybko zdyscyplinować do działania. Niecierpliwość motywuje mnie.
W projektowaniu zacumujesz na dłużej?
Na pewno. Wiesz, chciałem mieć jakiś godny dorosłego faceta zawód. Czułem się już po prostu źle biegając ze szczotką i lakierem po sesjach. Ludzie często się spóźniali, nie szanowali czasu innych.. Myślę, że dobrze obsadziłem się zawodowo. Mogę tworzyć różne rzeczy i sprawdzać się teraz na wielu płaszczyznach. Poza tym wolę być zależny od siebie, a nie od innych, po prostu.
No i masz, projektant-showmen.
(śmiech) ten zawód wymaga od Ciebie, żebyś był showmenem, bo każdy pokaz to przecież widowisko. Poza tym publiczność mnie mobilizuje. Mam tak od dziecka, od czasów domu kultury i tańca. Lubię występować. Mam też świadomość tego, że reklamuję sobą swój produkt.
Projektowanie jest łatwe?
Na pewno jest złożone. Tu nie chodzi tylko o pomysł. Musiałem się wszystkiego nauczyć od podstaw. Przygotowanie projektów, to jedno, ale później zaczynają się schody: skąd wziąć materiały, kto zajmie się profesjonalnie wykrojem, kto uszyje. A przecież kolegów po fachu nie zapytasz, bo to dla każdego sekret. Na pewno niewiedza kosztuje, o tym sam się przekonałem.
Ryzykant.
Tak już mam. Choć w sumie nie potrafię tego zrozumieć, bo prywatnie ja naprawdę boję się zmian. Mam jakieś lęki. Nawet na wakacje jeździłbym najchętniej wciąż w to samo miejsce, do tej samej kawiarni chodził. Prywatnie jestem dość ostrożny, nieufny, potrzebuję harmonii.
Proszę, a zawodowo boom!
Zawodowo boję się by nie dopadła mnie nuda, znużenie i zmęczenie materiałem oraz rozczarowanie sobą i tym co robię.
A modę jak traktujesz?
Jako produkt. Wiesz, wizja wizją, ale pracując chcesz zarabiać i utrzymywać się z tego.
Czyli Robert Kupisz jest popularny?
Produktowo jak najbardziej. Oto chodzi, żeby zrobić coś, co będzie rozpoznawalne bez metki. Nie wydałem pieniędzy na reklamę, nie obrandowuję każdego rogu w mieście, a jednak sprzedaję. Mam już 2 butiki w Warszawie i rzeczy w kilku multibrandach, a internetowo w Mostrami.pl
To teraz o kolekcji. Inspiracje są różnorodne, a ubrania tak… spójne.
Taki był plan, żeby pomimo różnorodnych i tak odmiennych inspiracji, pomiędzy kolekcjami był jakiś wspólny mianownik. Żeby można było rzeczy ze sobą dowolnie miksować i uzupełniać.
A tematyka? Potrzebujesz tak silnych motywów?
Jest mi wtedy o wiele łatwiej zebrać ze sobą wszystko w jedną układankę. Choreografia, makijaż, fryzury, charakteryzacja, muzyka – to bardzo pomaga w odbiorze i we wspomnianym już widowisku.
Sezonowość, tendencje?
W ogóle się ich nie trzymam. To by mnie ograniczało, a tego nigdy nie lubiłem.
Czyli co, tworzysz swoich Indian, swoich harcerzy?
Realizuję po prostu swoje pomysły, bez ograniczania się trendami. Tworzę to, co mi w duszy gra, co mnie inspiruje. Każdy mój pokaz ma swój t-shirt, to takie moje plakaty informujące o nowej kolekcji.
Nosi się Ciebie w jakiś określony sposób?
Wskazana jest tylko dowolność. Ciekawe jest to, że swoimi ubraniami połączyłem pokolenia, bo noszą to zarówno nastolatki i ich rodzice. Wiek nie jest tu barierą. Zdarza się, że dziewczyny podkradają rzeczy facetom, więc unisex również.
Ze swoimi pokazami wybiegasz mocno do przodu. Pogubić się można.
Bo tak przecież być powinno. To w Polsce mamy opóźnienie. Rok to akurat, żeby zdążyć z całą produkcją.
Ale rzeczy z zimy 2014 trafiają do sprzedaży już zimą 2013. O co chodzi?
Bo sprawdzam, które rzeczy cieszą się zainteresowaniem, żeby wiedzieć, z czym pójść w produkcję masową.
Czyli tester taki.
Dokładnie. Nie mógłbym wszystkiego produkować masowo. Część rzeczy jest użyta tylko w pokazie, by podkreślić charakter, dla samego widowiska. Takie elementy trafiają do bardziej wyrafinowanego klienta.
Poziom też jest istotny?
Bardzo. Z każdym pokazem staram się rozwijać, udoskonalać swój produkt. Razem ze mną pracuje wiele osób, które jednocześnie też muszą się rozwijać i doskonalić. Chcemy jako firma być lepsi, a zespół jest dla mnie bardzo ważny
Profesjonalna opinia innych jest dla Ciebie ważna? Przejmujesz się nią?
Mądrych doradców staram się słuchać. Jeśli uwagi mogą mi pomóc w rozwoju, to chętnie. Tych, którzy krytykują, bo chcą się przez tę krytykę wylansować, nie słucham, bo i po co? Nie wystarczy założyć ciemnych okularów, żeby wiedzieć coś o modzie, by się na niej znać. Tacy robią często złą robotę i niszczą młodych projektantów, którzy uważają ich za wielkich znawców. Kochani, młodzi róbcie swoje, a ulica zweryfikuje wasz talent, bo to Ci ludzie będą waszymi prawdziwymi klientami.
Zatem to lud ma głos?
Jak najbardziej. Statystyki sprzedaży są bardzo ważne.
Chcesz dać coś na wzór ‘chleba i igrzysk’?
Przede wszystkim chcę dać ludziom dobry i lubiany produkt, w którym będą się komfortowo czuli.
„MIĘDZY NAMI mówiąc…” to cykl rozmów z ludźmi branży mody, choć nie tylko o modzie w roli głównej.
