Imprezy bywają różne. Zależy od charakteru, oprawy i gości. Miejsca również. Tak się składa, że chwilowo braliśmy udział w dość długim, ale jakże różnorodnym spektaklu, niczym modowych Dionizjach. Mowa oczywiście o pokazach, bo zegar tykał, aż wybił moment zaprezentowania jesienno-zimowych, czy nawet już letnich wizji polskich Twórców. I tak też staliśmy się widzami a’ la „wojny światów”: Joanny Klimas w hotelu, duetu Paprocki&Brzozowski w hali Soho, Łukasza Jemioła w namiocie, a Roberta Kupisza w sali gimnastycznej. Dlaczego tak różnych i co wpłynęło na ich odbiór, a także do czego chcą nas przekonać owe wizje, poniżej.

REKLAMA
Cztery pokazy i cztery rozbudowane kolekcje, to naprawdę sporo. Zespolone w jedną treść, tym bardziej. Nie będzie to więc tekst ultrakrótki. Pytanie: dlaczego nie na bieżąco tylko dopiero teraz? Otóż zdecydowałem się obejrzeć wszystko z bliska, dotknąć i odbyć swoisty romans w 4 oczy i 2 ręce z tymi wszystkimi ubraniami i detalami. Pierwszy raz zrobiłem to od razu, na gorąco, tuż po emocjach i spostrzeżeniach obejrzanego dzień wcześniej widowiska, a nie jak to zwykle bywało dopiero podczas wypożyczania ubrań do sesji zdjęciowych. Zobaczcie zatem i Wy.
Poniedziałek, 20.05 - Contradictions
Joanna Klimas przywiodła nas do Hotelu. A dokładnie do Sali Balowej Sofitel Warsaw Victoria. O czym przypomniano nam kilkakrotnie, aż do znudzenia (!) Była to gala, więc impreza posiadała wszystkie właściwe gali znamiona: prowadzącą, konkurs, jury, nagrody, zestaw ludzi z różnych parafii i gro sponsorów. Tych ostatnich było zdecydowanie za dużo, albo raczej byli zbyt nachalnie eksponowani, bo to nie oni byli najważniejsi. Z kolei mieszanka wybuchowa pt. goście, była tak różnorodna jak serwowane kolorowe przystawki. Ja naprawdę nie mam nic przeciwko łączeniu mody, biznesu i sztuki, bo takie w końcu było ART & FASHION NIGHT, ale może wreszcie w trochę w bardziej wysublimowany sposób, bo póki co, za każdym razem wygląda to jak korporacyjno-osiedlowy bankiet. Te elementy zaważyły niestety na pokazie, czyli głównej atrakcji wieczoru. Miało się bowiem wrażenie, że kolekcja jest czymś przy okazji, kolejnym punktem w programie. Wielka to szkoda, bo Joanna Klimas zasługuje na to, by być od razu, a nie jako dodatek uświetniający noc. Zatem o kolekcji. Contradictions rzeczywiście balansowało na zasadzie przeciwieństw i łączeniu tego, co pozornie w ogóle do siebie nie pasuje. Cekinów i kraty. Grubo tkanych wełen i skóry czy tworzywa na wzór skaju w formie gumowanej, złotej ceraty.
logo
logo
Gra kontrastu była tu naprawdę bardzo widoczna. Choć sweterki i bluzki wydają się nad wyraz kuse, jak na kolekcję jesienno-zimową, to i tak prezentowały się interesująco, w ogóle nie drażniąc oka. Co ciekawe patrząc kompleksowo, projektantka zaserwowała zestaw, który do mnie z reguły nie przemawia. Tzn. kraty nie ubóstwiam. Nie uważam, żeby był to jakoś szczególnie wdzięczny motyw, ale to co zobaczyłem skutecznie mnie przekonało i jestem na 'tak'. Joanna po prostu z kratą ma się dobrze. Później zieleń. W dodatku ta wzmocniona, bardzo mało twarzowa. A jednak total look (spodnie, kamizelka i marynarka) w intensywnym zielonym - rewelacyjny! Jedyne czego nie polubiłem to cekiny. Za cekinami nie przepadam na pewno od dłuższego czasu, a może i nie przepadałem nigdy? W każdym razie, wolę już dekoracyjne i mieniące się hafty lub emblematy, a nawet wyszywanie kryształami, niż cekin tak po całości.
logo
logo
logo
Ważnym elementem wśród ukazanych sylwetek był też motyw ściągacza u szyi i na rękawach oraz same cięcia. Dzięki temu tkanina, choć krótka, układała się bardzo interesująco i korzystnie opływała sylwetki. Warto zwrócić także uwagę na nieliczne swetry. Wyglądały jak robione na drutach z grubej wełny, choć okazały się materiałem na metry. Czy ten przeplatany wełnianą nitką zakończony owerlokiem. Z bliska wygląda świetnie, niczym małe i na pewno czasochłonne dzieło. W tym wszystkim brakowało mi jedynie okryć wierzchnich. Pojawiła się tylko jedna kurtka bomberka z reglanowym rękawem. W samym zaś butiku można się natknąć na liczne płaszcze. Szkoda więc, że projektantka nie zaserwowała kilku na wybiegu.
logo
logo
Wtorek, 21.05 - Dalia
Soho Factory znamy już dobrze. Aż za dobrze. Powiedziałbym, że wręcz się znudziło maksymalnie. Jednak biorąc pod uwagę, że spektakl jaki zafundował nam duet Parprocki&Brzozowski był w 100% ich, bez dodatkowych świateł i hałasu jak to miało miejsce dzień wcześniej, broni się nawet same Soho. Dalia została zaprezentowana w surowych wnętrzach głównej hali, a ja lubię gdy jej wnętrze zmienia się na potrzeby show. Niemniej jednak, nawet te minimalistyczne akcenty w scenografii jak gruba czarna kurtyna, która rozstąpiła się pośrodku, kłęby dymu, snop światła z owej szczeliny, a nawet konstrukcja metalowego rusztowania widoczna zza mięsistego materiału, nadawały jej bardzo filmowego charakteru. W końcu kolekcja nawiązywała do inspiracji filmem „Czarna Dalia”, filmu niespokojnego, trochę mrocznego, ale jednak o wschodzącej gwieździe Hollywood, więc tym oto niewielkim zabiegiem klimat został uzyskany w pełni. Sama kolekcja na pewno jest na sprzedaż i to bardzo dobrze o niej świadczy. Fasony lat 40-tych, czyli m.in. dopasowane płaszcze i żakiety, spodnie 7/8 czy sukienki podkreślające talię i biust, projektanci zmodernizowali na swój sposób. Dodali charakterystyczne dla siebie suwaki, pobawili się w łączenie tkanin: wełnianej żorżety z lureksowym żakardem, lekkiego jedwabiu z dżersejem. Użyli także geometrycznych przeszyć i wstawek, które umiejętnie oddzielały się od całości kreacji, choć tym samym idealnie podkreślały miejsca strategiczne w kobiecej sylwetce.
logo
logo
Mieliśmy, więc metaliczność i połysk, trochę drobnych cekinów (tak wciąż ich nie lubię, choć tu łączone z wełną, więc nie przytłaczały), były fale i falbany u dołu spódnic, które również kojarzą mi się z tym duetem. Wyraźnym motywem stały się także wężowe printy niebiesko-seledynowe lub beżowe. Dla mnie wzór ten swoje pięć minut już miał. Nie przepadam za nim, co nie zmienia faktu, że tu wyglądał źle. Nie wyglądał. A nawet się broni i na pewno znajdzie swoje liczne adoratorki, bo wielu może kojarzyć się z czymś dobrym, lepszym, żeby nie powiedzieć luksusowym. Były też i futra, a właściwie długie białe włosia. Te nie przypadły mi do gustu już na pokazie, ale nawet w bliskim kontakcie nie przekonały do siebie. Poza tym wełniano-kaszmirowa kamizelka z włosistym dołem, za bardzo przypomina mi model beżowego płaszcza z poprzedniej zimy. Za to twardsze, końskie, krótko strzyżone owszem. Są w końcu takie elementy, których nie dostrzeżecie na pierwszy rzut oka: wykończenie, odszycie, podszewki. Każdy płaszcz czy futro (w ich przypadku naturalne) ma jedwabną podszewkę lub nawet podszewkę w wężowy print z motywu kolekcji, a pozostałe elementy garderoby, posiadają bawełnianą lub jedwabną. Pomimo, że w kolekcji znalazły się też sztuczne materiały - 100% poliestru (informują o tym profesjonalne metki), to i tak układały się świetnie i żywo grały na kobiecym ciele. Duży więc plus za różnorodność fasonów i łączenie tkanin!
logo
logo
logo
Na koniec jeszcze 3 rzeczy. Męskie sylwetki. Nie ukrywam - jak pewnie i wielu - swojego zaskoczenia tym faktem. Zaprezentowano 7 outfitów i Bogu dzięki, że 7, a nie 3, bo wtedy nikną zupełnie w marszu kobiecości i są bez sensu. Te, które widziałem podobały mi się i choć przymierzane rzeczy, okazały się zdecydowanie za duże, chciałoby się mieć kilka z nich u siebie. Kolejna sprawa, muzyka. Marcin z Mariuszem już od kilku sezonów stawiają na muzykę miksowaną na żywo! Od kilku lat darzą zaufaniem polsko-brytyjski duet Bueno Bros, którzy prywatnie prócz własnych aranżacji ma na swoim koncie remiksy utworów Hey i Brodki. No i na koniec Monika Kubatek. Rewelacyjna nagroda dla młodej absolwentki szkoły MSKPU. Żaden staż, wyróżnienie czy nagroda pieniężna nie potrafią zdziałać tyle, ile pokazanie kolekcji branży modowej i całej Polsce jako dobry wstęp do głównego pokazu. Brawo!
Czwartek, 23.05 - Tajemniczy Ogród
Łazienki nie często są miejscem-gospodarzem modowych uniesień. Tym razem spełniły swoją rolę nad wyraz dobrze. No bo gdzie Łukasz Jemioł miał pokazać swój tajemniczy ogród, jeśli nie wśród zieleni i drzew Parku Łazienkowskiego? A może było to nazbyt oczywiste? Aura w każdym razie zrobiła swoje. Kolekcję pokazano w namiocie, transparentnym, niezbyt dużym, ale chyba o to tu chodziło. Z kolei modelki wyłaniające się ze ściany pnączy, utrzymały wyczekiwanie i nutę ciekawości. Początek był niezwykle mocny, kilka dziewczyn równocześnie przemaszerowało w grupie, nosząc limonkowe stroje. Była energia, była moc. Środek balansował dość równomiernie w takt muzyki. Moment, który idealnie połączył zwiewność sukienki i lekko płynącej muzyki, udał się w 100%. Może był to przypadek, a może po prostu bardzo dokładnie wyreżyserowana choreografia. No i koniec pokazu równie mocny. Łukasz lubi chyba przedzierać się przez gąszcz modelek, by wyłonić się na końcu wybiegu. Tu łączyło się to w całość sekretnego zamysłu. Jednak muzycznie końcówka była dla mnie za mocna. Biorąc pod uwagę przezroczysty, dość eteryczny namiot i ciężkie basy wydobywające się z głośników, wprawiło mnie to w miejscowy dysonans. Nie mniej jednak zobaczyliśmy naprawdę różnorodny i dobry casual. Niezwykle rozbudowane i warstwowe sylwetki. Niczego tu nie zabrakło i całe szczęście, że projektant odszedł od lekkich i powiewających sukienek w stylu coctailowo-glamour’owym na rzecz pełnej garderoby z wieloma intrygującymi akcentami. Kolekcja ta okazała się o niebo lepsza od poprzedniej, a paradoksalnie to ta ostatnia sunęła w niebiańskich przestworzach.
logo
logo
Wspomniałem na początku o limonce. To właśnie ta tkanina, bardzo gruba i sztywna w dotyku w melanżu z zielenią, czernią i miedziano-złotą plastikową taśmą oraz podobna niebieska, tyle że przeplatana srebrną, stały się eksperymentalnymi wyróżnikami w kolekcji. Z daleka przypominały mi azteckie znamiona, ale z bliska wzór ten nie jest jakimś konkretnym motywem. Futra miękkie, delikatne lub te sztywne, krótkie i wyczesane na zewnątrz są bardzo dobrze wykonane. Świetnie, że o różnych długościach, z kapturem, paskiem, lub niejako szalowym wykończeniem kołnierza. Pojawiły się również szarości w zestawieniu z czernią, balansujące na granicy i mieszające się w swych odcieniach.
logo
logo
Były kremy oraz kopertowe zakładki (kojarzące mi się z Jemiołem) i skórzane wstawki, także niebieskie oraz cięcia w okolicy talii i bioder. Kurtki, trochę zmodernizowane ramoneski z przeszyciami i zgrubieniami oraz suwakami w stylu Łukasza wyglądały ciekawie. W ogóle mam wrażenie, że odzież wierzchnia wychodzi mu coraz lepiej i lepiej. Ogólnie widać, że tkaniny były bardzo dobrej jakości od moheru z grubą wełną, przez kaszmir, czy wprasowany jedwab w gruby kaszmir, po ciekawą jutę z lnem na lureksie i merynosach kończąc.
logo
logo
Poniedziałek, 27.05 - Fair Play
Robert Kupisz lubi się bawić. To na pewno. Ostatnio lubi też zaskakiwać ludzi lokalizacją organizowanych pokazów. Na samą myśl o wycieczce na Bemowo do sportowej hali KOŁO zrobiło mi się słabo. Nie ukrywam, że poruszam się i żyję w centrum, więc wycieczki w dalekie dzielnice są dla mnie prawie egzotyczne. Ostatecznie taksometr naliczył opłatę taką, jak do tej znanej hali na Pradze. Zatem nie było to aż tak daleko, a miejsce nowe, intrygujące, dziewicze. Sala gimnastyczna okazała się wypełniona licznym, dla niektórych dziwnym i niespotykanym dotąd sprzętem sportowym. Wyglądało to fascynująco i zabawnie. Rzeczywiście sportowe buty były wskazane, bo panie na obcasach wyglądały co najmniej dziwnie. Wieniec laurowy na zaproszeniu w kształcie medalu i miejsce spotkania, były wystarczająco jednoznaczne. Kolekcja będzie bardzo sportowa, wygodna, chyba „lekka”. Robert zresztą znany jest ze swojego sportowego zacięcia. O 21.45 zgasły wszystkie światła, by za chwilę oślepić nas reflektorami jak na stadionie. I zaczęły się rozgrywki. Projektant zafundował nam przegląd wizji swoich sportowych igrzysk, bowiem rytm kolekcji utrzymany był w klimacie dyscyplin olimpijskich. Mieliśmy więc lekkoatletów, pływaków, gimnastyczki. Pojawili się także zdobywcy pucharów przypominający absolwentów sportowego, amerykańskiego College’u w grubych swetrach w serek. Były i t-shirty, bo jak projektant wspominał mi w wywiadzie sprzed 3 tygodni, są one niczym swoisty plakat każdej nowej kolekcji. Tym razem była nim czaszka z laurowym wieńcem. Choć przez chwilę zastanawiałem się czy przypadkiem duża, wypukła literka Q nie jest takim manifestem.
logo
Zobaczyliśmy również masę tego, co jest niezwykle Kupiszowe: oversize’owe długości, bluzy i swetry, dzianinowe sukienki tuby (ta z numerem 6 zakładana na przód i na tył), ultra krótkie jeansowe szorty i spódniczki, skórzane spodnie. Tym razem pojawiły się jeszcze luźne dresowe szorty, liczne kurtki bomberki, kilka marynarek, szlafroki, farbowane wysokie podkolanówki i stroje kąpielowe oraz kąpielówki. Te męskie a’ la Borat pozostawmy jako żart na potrzeby spektaklu, bo po prostu nie wyglądały. Były także białe dresy w połączeniu ze złotymi wstawkami. Nie jestem akurat fanem łączenia bieli i złota w sportowym wydaniu, dlatego ta część nie wywołała u mnie maksymalnej euforii. Trafne okazały się również nadruki w postaci cyfr: 6 i 8 czy wyniku meczu 3:0.
logo
logo
Z kolei wszelkie proporczyki, medale, frotowe opaski na czoło i nadgarstki oraz nakolanniki podbiły całość. Albo dobrze wzbogaciły to, co znamy, co jest charakterystycznym ubraniem, Zwierzęca pantera i wąż jak już wiecie nie ujmują mnie sobą. Tylko skąd ta awersja? Przecież nie biegałem jako dziecko w panterkowym kombinezonie czy kurtce z wężowej skórki!? Tu z dwojga złego wolę mieniący się print węża, natomiast łączenie mięsistego aksamitu z nylonem uważam za ciekawy zabieg. Niewątpliwie było to wartkie show, choć wciąż pozostaje mi jakiś mały niedosyt. Może to ze względu na dynamikę i grupowe wyjścia. Może przyzwyczaiłem się do warstwowości i różnorodności jesieni i zimy, a nie lekkiego lata? A może było nazbyt zabawnie i za dużo tych wszystkich elementów w tle? Nie wiem. Z pewnością kawałki muzyczne „We will rock you” czy „We are the Champions” współgrały z miejscem i samym pokazem, nadając dodatkowo odpowiedniej skoczności. Skoku zabrakło mi tylko podczas zabawy na trampolinie, bo przekonany byłem, że model wykona kilka koziołków i akrobacji w powietrzu. Albo jak skomentowała moja koleżanka, że pojawią się choć raz np. 3 gimnastyczki, które wykonałyby widowiskowe salto. Tylko czy właśnie coś takiego nie byłoby już zdecydowaną przesadą? Reasumując były emocje, była rozbudowana scenografia i jasny przekaz. Było to, co Kupisz robić potrafi i lubi, bo właśnie do tego nas przyzwyczaił i wielu wróciło do domu zadowolonych.
logo
logo