Mariusz Przybylski
Mariusz Przybylski

Ze swoją modą był w Berlinie. Dwukrotnie. Na co dzień nie krzyczy jednak z tabloidów i programów śniadaniowych. Ma nawet wątpliwości czy moda, to na pewno sztuka. Za to stanowczo deklaruje, że zależy mu, aby jego pokazy były wydarzeniem modowym, a nie celebryckim. - W Polsce wciąż tak bardzo patrzymy na zachód i wręcz onanizujemy się tym, co tam się dzieje, a w tej materii nie ma żadnego postępu - mówi projektant. Bo moda w Polsce przybiera na wadze. Znaczenia oczywiście. Od jakiegoś czasu zwinnie formuje szyki, a pokazy wychodzą z naszych ekranów podczas live streemingu. Jednak czy celebrytyzacja, flesze i gwiazdorska obsada dobrze robią samej modzie? Czas na mocne i szczere wyznania.

REKLAMA
SPONSORING
Marcin Brylski: I co z tym Berlinem?
Mariusz Przybylski: Perspektywy i chęci powrotu są ogromne, ale chodzi oczywiście o pieniądze. I to nie tylko o opłatę za pokaz, bo żeby powrót miał sens, trzeba zacząć działać prężnie i musiałyby się odbyć przynajmniej 3 pokazy pod rząd. Wtedy tamtejsi kontrahenci zaczynają myśleć o Tobie na poważnie, bo i Ty poważnie wchodzisz na ich rynek.
Sponsorzy nie pomogą?
Wiesz, polskie marki nie są zainteresowane sponsorowaniem pokazu w obcym kraju. One mają swój budżet i swój marketing tutaj. Z kolei niemieckie firmy nie przewidują żadnych wydatków na promocję polskiego projektanta.
Czyli to nie tak, że organizatorzy nie chcą Cię na swoim wybiegu…
Wręcz przeciwnie, pytają o pokaz, co sezon. Poza tym odzew po jednym pokazie i później po stacjonarnej prezentacji kolekcji był znacznie większy, niż po polskich pokazach.
A sprzedaż?
Odbywała się w dwóch concept storach dopóki kolekcje były aktualne. A jeśli nie masz pokazu na Fashion Weeku, to nie możesz sprzedawać ubrań, bo nie funkcjonujesz na tamtejszym rynku. Wszystko to jest dość złożone, bo powinieneś mieć również niemieckiego PR managera i Sales Managera, a wiadomo to kolejne koszty…
Zatem nie da się na „hurra, od teraz podbijam Niemcy.”
W ogóle. Żeby profesjonalnie wejść na obcy rynek, a powiedzmy sobie szczerze, że ten niemiecki nie jest jeszcze tak przesycony jak francuski czy włoski i tak trzeba mieć ogromne zaplecze finansowe.
Dlaczego w ogóle uparłeś się na Berlin?
Bo to miasto bardzo bliskie mojej estetyce. Sądzę, że moje projekty bardzo dobrze odnajdują się w tamtejszej miejskości, ich rynek wciąż jest chłonny i pomimo wielu dobrych niemieckich nazwisk, mój styl w ogóle nie jest zdublowaniem ich propozycji.
FILOZOFIA
logo
butik przy ulicy Wilczej 8 w Warszawie
To teraz o Twojej filozofii, tej sprzedażowo-butikowej. Czym jest Philosophy by Mariusz Przybylski?
To po prostu tańsza linia ubrań, w której chodzi o to, by dobrze i ciekawie ubierać Polaków za rozsądne pieniądze.
Rozsądne pieniądze dla Polaka to jakie?
Zrobiliśmy nasze wewnętrzne badania, kalkulacje, zadaliśmy sobie wiele różnych pytań i powstał konkretny przedział cenowy: t-shirt 109 zł, sweter (100% bawełna) 290 zł, kurtka 409 zł, płaszcz z wełny 630 zł.
Czyli podobnie jak w znanych sieciówkach. A co z jakością?
W butiku nie ma żadnej rzeczy, której projektu i wykonania bym się wstydził. Po kilku próbach w różnych szwalniach, udało się wybrać najlepszą opcję, nie zawyżając ceny.
A nazwa? To zabieg uniknięcia popularnego ostatnio słowa ‘basic’?
Nie. Od początku przygotowań do otwarcia butiku, czyli ponad rok temu, miało to być coś w rodzaju Theory lub Philosophy. Jest to dużo bardziej równoznaczne ze mną i określa moje myślenie o sprzedażowej linii dla młodych ludzi. Mnie też nie było kiedyś stać na zakup np. garnituru szytego na miarę u projektanta. Dlatego powstała „filozofia” ubierania ludzi w rzeczy przystępne cenowo.
Ciche otwarcie bez wielkiego szumu, to też Ty?
Sam wiesz, że nie krzyczę z każdego magazynu czy porannych programów śniadaniowych, więc tak, to wciąż ta sama filozofia.
Ale nie uważasz, że to potrzebne? Media, imprezy, bywanie?
Na pewno nie wszystko jest potrzebne, a ja tego po prostu nie lubię i nie czuję się komfortowo w takich sytuacjach. Od początku założyłem sobie, że moją markę ma budować moja praca, to, co robię, a nie twarz i bywanie na salonach.
logo
Więc inni robią źle?
Nie, absolutnie. Nie neguję tego. Każdy ma swój sposób i działa wg własnych zasad. Ja chcę po prostu „po swojemu” i okazuje się, że tak też można. Oczywiście będziemy promować butik. Szukamy różnych opcji, ale na pewno nie przy udziale czerwonego dywanu i lejącego się szampana.
MODA a POLSKA i CELEBRITY
Na Twoich pokazach, ogromu gwiazd również nie uświadczymy…
Zgadza się. Choć oczywiście współpracuję ściśle z kilkoma artystami, to jednak bardzo zależy mi, aby moje pokazy były wydarzeniem modowym, a nie celebryckim. W Polsce wciąż tak bardzo patrzymy na zachód i wręcz onanizujemy się tym, co tam się dzieje, a w tej materii nie ma żadnego postępu.
…że wciąż ważniejsze są serialowe aktorki od branży modowej?
Że wciąż serwisy i fotoreporterzy skupiają się na gwiazdach i ściance, bo pokaz to jakby tylko pretekst do wyjścia, a kolekcja jest czymś przy okazji. Że dziennikarze (o ile w ogóle piszą) informują bardziej o tym, kto i w czym był, a nie jaką pokazano kolekcję.
Czyli że moda w Polsce nie dorosła jeszcze do tego, żeby grać pierwsze skrzypce.
Dokładnie. Wydarzyło i zmieniło się u nas już tak wiele, ale moda wciąż potrzebuje posiłków w roli celebrity.
Chcesz tym samym powiedzieć, że Tobie dużo bliżej do sztuki niż do celebrytyzacji.
Do celebrytyzacji na pewno mi bardzo daleko, ale nigdy też w swoich kolekcjach nie inspirowałem się sztuką. Nawet nie wiem czy moda jest sztuką i jestem daleki od tego, by ją łączyć z tym pojęciem.
To, czym w takim razie jest?
Nie wiem czy w ogóle istnieje jednoznaczne określenie, czym tak naprawdę jest. Ale jeśli już ma być jakimkolwiek rodzajem sztuki, to tej bardzo użytkowej i w pełni wykorzystywanej, bo dziś sztuką jest wszystko od fryzjerstwa po jedzenie i projektowanie np. lodówek.
Ale to my sami sprowadziliśmy to wszystko do miana sztuki.
Właśnie, więc czy i moda musi nią być?! Po co? Nie snobizujmy się tak, nie wszyscy muszą być wielkimi artystami. Przecież codzienne ubranie czy strój sportowy dziełem sztuki nie jest…
Przejmujesz się tym, co o Tobie piszą?
O mnie prywatnie chyba niewiele piszą. Nie śledzę tego. Czym innym są recenzje z pokazu, ale nawet te rzadko bywają merytorycznie uargumentowane. Obojętnie czy dobre, czy złe, bo mi nie zależy tylko na tych dobrych. Ważne, żeby osoba pisząca wiedziała, co pisze i potrafiła obronić swoje zdanie, dać jakieś wskazówki. Krytyka dla krytyki i nie, bo nie, mnie nie interesuje.
Wyciągasz wnioski z konstruktywnej krytyki?
Owszem. Zawsze rozmawiam z kilkoma osobami z branży o przedstawionej kolekcji i rozmawiamy szczerze bez obrażania się. Tyle, że tak jak dorobiliśmy się w tym kraju uznanej krytyki filmowej i teatralnej, tak w modzie powstaje coraz więcej krytyków samozwańczych, nieposiadających żadnej wiedzy w tym temacie.
Tzn., że Wy projektanci cierpicie z powodu braku właściwej krytyki?
Jak najbardziej. Zawsze potrzebni są Ci, którzy mają wiedzę w temacie, potrafią się nią podzielić, może ukierunkować. Jest znacznie gorzej, kiedy nie ma żadnej krytyki albo wszyscy mówią, że piękny pokaz, że wszystko ładne lub że złe, złe, nudne i tyle. Moda wówczas stoi w miejscu.
Zastanawiam się teraz czy Twoja filozofia rzeczywiście jest dobra dla Polski…
Ja również. Ale chyba, dlatego próbuję chociażby z Berlinem, bo tam patrzy się na modę trochę inaczej. W Polsce podejście do mody i rozumienie jej, jako odrębnej, samowystarczalnej dziedziny pewnie kiedyś nastąpi. Obawiam się jednak, że będzie to czas mojej emerytury, a ja chcę działać już dziś, już teraz.
A nie boisz się, że polska branża będzie Ci miała za złe chęci tworzenia gdzieś tam?
To wyjście gdzieś, dalej jest tylko moim marzeniem i nie wiem czy się spełni. Poza tym, dlaczego konkurencja miałyby się złościć. Z kolei prasa mogłaby pisać o Polaku zagranicą. Przecież ja nie mówię, że chcę stąd uciec i do Polski się nie przyznawać.
Więc wkrótce czymś nas zaskoczysz?
Nie lubię zaskakiwać.
W Twoim przypadku może być też przemyślane zaskoczenie.
Bardzo bym chciał zaskoczyć wszystkich, dzwoniąc do Ciebie i mówiąc: udało się! Mam te 3 pokazy w Berlinie i zaczyna się dziać.
logo
wnętrze butiku linii Philosophy by Mariusz Przybylski
logo
„MIĘDZY NAMI mówiąc…” to cykl rozmów z ludźmi branży mody, choć nie tylko o modzie w roli głównej.