
Trochę śmiesznie się robi, kiedy jedna osoba sieje aż taki popłoch na scenie politycznej.
REKLAMA
Osoba która przeszła drogę od pupila lajfstajlowych gazet, mniejszych lub większych oficjeli partyjnych siedzących na lewo od środka oraz co bardziej światłych telewizji śniadaniowych do potencjalnego mordercy ewentualnych porozumień ponad podziałami. On, elokwentny bez naleciałości typowo “ambonowych”. Postawny, ale o skromnej budowie ciała. Uśmiechnięty, ale kiedy trzeba stanowczy bez obligatoryjnego w rodzimej polityce gryzienia po kostkach i wymachiwania rękami. No po prostu gej.
Jeszcze kilka lat temu wielu klepało go po ramieniu gratulując codziennego roztrzaskiwania stereotypów, do których większość suwerena zdążyła się przyzwyczaić. Niemożliwym było przecież zawładnięcie niedużego miasta, kiedy otwarcie przedstawiało się swoje przekonania, które na pierwszy rzut oka kwalifikowałyby polityka jako przywódcę lewych lemingów z Placu Zbawiciela. Z uznaniem napomykali o nim w rozmowach traktując jako zabawny przerywnik między poważną polityką. Taka małpka w słupskiej klatce, gdzieś daleko gdzie mapa się kończy. Problemy się zaczęły, kiedy niepoinstruowane media zaczęły pisać o realnych sukcesach.
Prawie natychmiast stosunki z prezydentem Słupska zostały zamrożone, szczególnie po tym jak przywódcy opozycji o haryzmie starzejącego się żółwia doświadczyli na sobie biczowania przykładami jak to jeżdżący na rowerze spadochroniarz ze stolicy ogarnął rozbujany budżet. Najgorszym przewinieniem nieszczęśnika jest to, że bez uprzedzenia potrafi ogarnąć się medialnie, bez przekazu dnia wie, o czym mówi a z okazji tego co mu się udało nie musi zbytnio kolorować rzeczywistości. Ta umiejętność pewnie mu się przyda w niedalekiej przyszłości. Tradycyjne obrzucanie błotem, czy z lewa, czy z prawa wydaje się nie dawać zakładanych efektów, ex-prezydent ominął sztuczną burzę truchcikiem, nawet zbytnio się nie pocąc.
Grzechem głównym Roberta Biedronia jest to, że nie zreflektował się za wykonane przysługi i nie poparł jedynie słusznej linii partii, która tak bardzo go chciała, że o mało nie doszło do adopcji. Co gorsza, w perfekcyjnym momencie miał czelność rozpocząć coś, co sieroty po lewicy z prawdziwego zdarzenia i liberałowie o centralnych poglądach "łyknął" bez zbytniego namawiania. Szef, który od teorii przeszedł do praktyki, załoga, która mimo znikomej rozpoznawalności wyrabia obecność na scenie politycznej nawet nie łapiąc zadyszki. Pomimo zaklinania rzeczywistości przez gadające głowy całość się kręci.
Czy wielmożnym podoba się, czy nie będą musieli się z Biedroniem dogadać. Projekt jego partii wyszedł już z mgły, w której takie pomysły zazwyczaj ginął. To nie jest już coś efemerycznego, to ma ręce i nogi a głowa tego całego zamieszania inkasuje wszystkie plusy, których przez ostatnie kilka lat uzbierało się dość sporo. Najgorsze w tym wszystkim nie jest to, że suweren reaguje, tylko że się do tego przyznaje.
Przyznaję się, że przyglądam się Robertowi. Jako sierota po farbowanych liberałach nie tak łatwo będzie mnie przekonać, ale początki są bardzo obiecujące.
