
TVP podało fakt że UK ma Prezydenta. Drodzy rodacy, muszę uściślić informacje podawane przez wielce uczonych dziennikarzy naszego narodowego nadawcy!
REKLAMA
Królestwo Wielkiej Brytanii ma urząd, który zwie się Prime Minister of the United Kingdom of Great Britain and Northern Ireland. Prime Minister, można sobie przetłumaczyć jako Główny Minister. Musi być najgłówniejszy, jest wysłannikiem poddanych na dwór Królowej Angielskiej. Inne osoby mające dostęp do władcy zwykle określane są mianem Doradcy Tronu i zasiadają w Privy Council of the United Kingdom. W większości mają tytuły Dam lub Lordów, brakuje tam jednak prezydentów! Dla ułatwienia zatrudnionym przy produkcji programów informacyjnych ojczystej telewizji możemy powiedzieć, że są to Rycerze Okrągłego Stołu. Jeżeli chodzi o najważniejsze sprawy państwowe, Królowa nie słucha byle delegata, osoba, z którą rozmawia musi być podniesiona do odpowiedniego stanowiska. Główny minister brzmi dumnie, w naszym ojczystym języku używamy jednak innego określenia — Premier.
Alexander Boris de Pfeffel Johnson, urodzony w USA przewodniczący partii Konserwatystów jest nazywany wieloma słowami — Prezydent to jedno z niewielu określeń, które najbardziej nadaje się do publikacji na łamach prasy i telewizji, reszta zazwyczaj nie jest używana w kulturalnym towarzystwie. Nie zmienia to faktu, że stanowisko, które obecnie piastuje ma się nijak do prezydentowania. Najbliższym tego miana był Oliver Cromwell, ale w jego czasach jedyne, na co mógł liczyć to miano Lord Protector. Może nasi piewcy faktów objawionych chcą powrotu do angielskiej wojny domowej, nie śmiałbym sugerować, że zatwardziali Brexitierzy podzielają ten pogląd.
Jak wiemy Wielka Brytania ma swoje tradycje, zwyczajowe nazywanie głowy rządu Jej Królewskiej Mości per The Right Honourable lub His Excellency (tylko podczas występów zagranicznych) powinno dać do myślenia, że ten zamorski kraj nie jest do końca ucywilizowany w taki sam sposób co Rzeczpospolita. Czy problemy z dotarciem do detali kto tak naprawdę włada na tej mokrej wyspie mogą być zgonione na niechęć miłościwych panów z Ministerstwa Edukacji do obcych kultur? Może uczelnie wypuszczające dziennikarzy wyspecjalizowanych jedynie w oratoriach prezentowanych do kamery w języku zbliżonym do rodzimego mają z czego się spowiadać? Nieważne. Najważniejsze, żeby suweren wiedział, że narodowy nadawca prawdę rzecze, najprawdziwszą, taką, która nam odpowiada!
