
Jeśli urodzajna ostatnio w śnieg i mróz zima was nie martwi, organiczna i uduchowiona twórczość rodzimej formacji Babadag może być świetną ilustracją dźwiękową dłuższego spaceru przez zaspy.
REKLAMA
Dersu Uzała - autentyczna postać myśliwego napotkana przez rosyjskiego etnografa, oficera i pisarza Władimira Arsenjewa w czasie podróży po tajdze, stała się inspiracją dla książki opublikowanej przez Rosjanina w 1923 roku oraz przygotowanego na jej podstawie filmu Akiry Kurosawy z 1975 roku.
Powieść Arsenjewa opisywała pięknego, prostolinijnego człowieka jakim był Dersu Uzała. Myśliwy nie uznawał cywilizacji, zaś jego podejście do żywych istot było animistyczne - uznawał on, że każdy z bytów - rzeki, jeziora, drzewa i słońce czy deszcz, posiadają umysł i duszę. Uzała obdarzał troską nieznajomych ludzi i zwierzęta nie mając w tym interesu i nie licząc na korzyści materialne.
Dlaczego wspominam tutaj o skromnym myśliwym z plemienia Nanajów, który egzystował na tej planecie sto lat temu? Już tłumaczę. Obrazy z obejrzanego przed laty filmu Kurosawy, stanęły mi przed oczami kiedy wsłuchiwałem się w płytę polskiej formacji Babadag.
Odsłuchaj legalnie płytę Babadag "Babadag" TUTAJ.
Nazwa zespołu wzięła się wprawdzie z podróżniczej książki Andrzeja Stasiuka, który zapuścił się w najbardziej zapomniane przez Boga peryferie Europy, jednak szalenie organiczna i prostolinijna twórczość zespołu Babadag w pewien sposób skojarzyła mi się właśnie z wędrowcem z filmu Kurosawy, przemierzającym bezkresną, zimową tajgę.
Babadag to autorski projekt Oli Bilińskiej (Muzyka Końca Lata, Płyny), do którego z czasem dołączyli Szymon Tarkowski (Płyny, Pustki), Hubert Zemler (Horny Trees, Ritmodelia, Piętnastka) i Maciej Cieślak (Ścianka). Głównym założeniem twórczości zespołu było tworzenie muzyki "wypływającej z ciała, nie z intelektu, granej przede wszystkim na akustycznych instrumentach, nawiązującej do brzmień i rytmów pierwotnych, często rytualistycznych".
Jest folkowo, mistycznie, analogowo (płyta została nagrana na "tzw. setkę"), a czasem, za sprawą rzadko spotykanego u polskich wykonawców, karaibskiego steel drumu - nieco egzotycznie.
Wydany w grudniu ubiegłego roku album zatytułowany po prostu "Babadag", brzmi miejscami jak rodzima Kapela Ze Wsi Warszawa, czasami zaś przypomina twórczość lapońskiej pieśniarki Mari Boine, miejscami piosenki zahaczają także o amerykański folk.
Jeśli wasz mózg puchnie dziś od nadmiaru bodźców, warto na chwilę wcisnąć "reset" udać się w podróż do Babadag, albo i dalej...
