Trochę się boję wielkiego sukcesu polskiej gwiazdy muzycznej na arenie międzynarodowej. Dokładniej mówiąc, boję się zastępów rodzimych dyplomatów kulturalnych, którzy będą towarzyszyć jej na każdym internetowym forum.
REKLAMA
Od czasu, gdy urodził się YouTube, zaś fani muzyki całego świata otrzymali swobodny wgląd do teledysków z innych stron globu, obserwuję dziwne zjawisko, które dosięga rodzimych "zjadaczy" internetu, gdy jakiś utwór muzyczny zainteresuje również fanów z zagranicy.
Gdy przeglądam komentarze na YouTube pod klipami polskich artystów, które spodobały się choćby garstce Amerykanów, Anglików czy Francuzów, z góry wiem, że przesuwając okno przeglądarki, po tysiąckroć przeczytam zdanie: "It's From Poland", "POLSKA", "It's Polish" w setce konfiguracji językowych.
Przed kilkoma laty, gdy niespodziewaną światową popularność zdobył przebój "Papaya", Urszuli Dudziak i Michała Urbaniaka, internauci z domeną .pl w adresie IP wytrwale robili za "jutjubowych" attaché kulturalnych, kraju Chopina i żubrówki, uświadamiając niedouczonych Tajów, Filipińczyków i Papuasów, że "Ula Dudziak Is From POLAND. No! Not Holland!".
Z czego bierze się ta nasza potrzeba podkreślania polskości na każdym kroku? Skąd ta niska samoocena wielu z nas na tle innych?
Jaki jest cel takiej wątpliwej promocji? Na zdrowy rozum - żaden, a wręcz odwrotny od oczekiwanego.
Uwaga, teraz kilka oczywistych faktów : po pierwsze - każdy muzyk, sportowiec czy aktor SKĄDŚ pochodzi. Zdolni artyści są rozsiani po całym świecie - niektórym dane jest urodzić się pomiędzy Odrą a Bugiem, innym zaś na Wypach Zielonego Przylądka, jak Cesaria Evora.
Czy bycie Polakiem, który nagrywa dobre piosenki, podobające się na świecie jest samo w sobie wyczynem? To co mógł powiedzieć o sobie taki tuz jak Freddie Mercury - Zaratusztrianin urodzony na Zanzibarze?!?
Jeśli ktokolwiek spoza Polski zainteresuje się bliżej życiorysem członków naszych eksportowych produktów muzycznych: grupy Behemoth, Riverside, nagrywającej ze Snoop Doggiem Izy Lach, czy któregoś z polskich raperów, z pewnością najchętniej zrobi to samodzielnie, buszując w książkach lub internecie. Tak jak wielu Polaków zafascynowało się Islandią właśnie przez pryzmat muzycznych dokonań Bjork, Sigur Ros, Mum czy Gus Gus.
Poza tym - duży pies nie szczeka z byle powodu. Nie mamy powodów by jako rodacy Chopina, Lutosławskiego i Kiepury czuć kompleksów na tle innych innych nacji.
Na koniec, wyobraźcie sobie absolutnie fantastyczną piosenkę z nieistniejącego kraju, nazwijmy go znaną z kreskówki Zambezią. Pod klipem YouTube, w komentarzach, roi się od komentarzy nadgorliwców, którzy zapewniają o absolutnej wyjątkowości własnego narodu na tle świata. "Zambezia Cool!", "Zambezia The Best", "Zambezia best in the world!" - publikowane razy tysiąc pięćset.
Wygląda to dość zabawnie, prawda? Tak właśnie musicie wyglądać i wy, drodzy internetowi attaché. Zupełnie niepotrzebnie.
