
Niejeden polski muzyk i wytwórnia zapłacze po ogłoszonej dziś decyzji ZPAV o zmianie regulaminu przyznawania Złotych i Platynowych Płyt w Polsce. By zdobyć to wyróżnienie nie wystarczy już spryt i umiejętność dzielenia przez dwa, trzy lub cztery.
REKLAMA
Od 1 kwietnia tego roku zmieniony zostanie dość absurdalny zapis w regulaminie przyznawania Złotych i Platynowych płyt w Polsce. Według dotychczasowych zasad, wydawnictwa wielopłytowe, czyli na przykład albumy zawierające w pudełku dwie lub trzy płyty były liczone za każdy nośnik.
Od przyszłego miesiąca, albumy liczone będą według pudełek, niezależnie od ilości płyt w środku. Niezależnie od tego, czy w pudełku znajdą się jedna, dwie lub pięć płyt CD, będzie ona liczona jako jeden egzemplarz.
Dotychczasowe zasady przyznawania muzycznych nagród za sprzedaż, sprowadzały do granicy parodii i tak bardzo skromne jak na niemal 40-milionowy kraj bariery sprzedaży, za które przyznawano Złote Płyty. Przypomnę, że od kilku lat złoty krążek przyznawany jest za 15 tysięcy nakładu dla wykonawców polskich oraz 10 tysięcy dla zagranicznych.
Usunięty właśnie "kruczek prawny" z regulaminu ZPAV, pozwalał na bardzo sprawne, oczywiście w granicach prawa, manipulowanie statystykami sprzedaży. O co chodziło? Już tłumaczę:
Jeśli nagraliśmy album, w skład którego wchodziły dwie płyty CD, przy założeniu że jesteśmy artystą polskim, próg sprzedaży potrzebnej do otrzymania Złotych Kalesonów... sorry Złotej Płyty, malał do 7,5 tysiąca egzemplarzy bowiem 2CD x 7,5 tys. = 15 tysięcy. W przypadku 3CD próg malał do 5 tysięcy, 4 CD - 3,75 tys. itd.
Jeśli nagraliśmy album, w skład którego wchodziły dwie płyty CD, przy założeniu że jesteśmy artystą polskim, próg sprzedaży potrzebnej do otrzymania Złotych Kalesonów... sorry Złotej Płyty, malał do 7,5 tysiąca egzemplarzy bowiem 2CD x 7,5 tys. = 15 tysięcy. W przypadku 3CD próg malał do 5 tysięcy, 4 CD - 3,75 tys. itd.
Aż dziw bierze, że ktoś nie wpadł na pomysł przygotowania boxu 15 CD, w cenie 30 zł i nie wykupił nakładu osobiście, w cenie samochodu marki Skoda Fabia (sic!).
Zapis byłby zapewne do przełknięcia, gdyby dotyczył tylko i wyłącznie artystów, którzy zadali sobie trud nagrania albumów trwających po, dajmy na to 120 minut premierowego materiału, czyli np. 30 zupełnie nowych piosenek.
Zdecydowanie nie każdy muzyk znad Wisły był jednak tak płodny i pracowity. W ten sposób na rynek trafiało bardzo dużo wydawnictw z drugą, darmową płytą CD na którą trafiały najczęściej odrzuty z sesji nagraniowych
A to dorzucimy dwie piosenki z koncertu, może jakieś trzy niedokończone dema, dwie piosenki zaśpiewamy po angielsku i będzie dodatkowy krążek - i w ten sposób droga do upragnionego lauru w postaci Złotej Płyty będzie o połowę krótsza - główkowali co poniektórzy.
Ci, którzy byli zbyt leniwi, aby ponagrywać swoje piosenki w nowych wersjach, wpadali na jeszcze bardziej przebiegły pomysł. Drugą płytę stanowiły bowiem wersje instrumentale, czyli nic innego jak... zawartość płyty numer jeden bez wokali! Wszystko po to, aby słuchacz mógł się pobawić w karaoke (jasne).
Zmiany w regulaminie przyznawania Złotych Płyt z pewnością utrudnią wielu piosenkarzom, raperom i muzykom w wieszaniu kolejnych tablic na ścianie przy kominku.
Decyzję ZPAV oceniam jednak jako bardzo przytomną i słuszną, gdyż wreszcie walka o muzyczne laury za sprzedaż przestanie nieco przypominać "bitwę o złote kalesony" ze szkolnego podwórka i zmusi artystów do nagrywania po prostu solidnych, jednopłytowych albumów.
