Pewien gość z USA sprzedał sześć (!) kopii swojej płyty w ojczyźnie i rozgroryczony poszedł pracować na budowie. W jesieni życia, los przygotował dla niego prawdziwą niespodziankę. Czy na świecie i w Polsce, żyją inni "Sugar Mani"?
REKLAMA
Historia Sixto Rodrigueza - bohatera oscarowego dokumentu "Sugar Man", jest niezwykła. Po wydaniu dwóch kompletnie niezauważonych albumów w Stanach Zjednoczonych na początku lat 70. Rodriguez stopniowo przestawał wierzyć w swoje artystyczne powołanie, zatrudniając się do pracy na budowie i prowadząc życie na granicy ubóstwa.
Gdzieś, w dalekiej, ogarniętej polityką Apartheidu RPA, przy kompletnej nieświadomości pracującego przy rozbiórkach domów Rodrigueza, jego muzyka święciła triumfy. Piosenki Amerykanina należały do ulubionych utworów m.in. uwiecznionego w piosence Petera Gabriela, dysydenta z afrykańskiego kraju - Steve'a Biko.
Z pewnością Sixto Rodriguez mógłby zawitać do RPA i prowadzić tam dostatnie życie, dzięki sowitym tantiemom i wpływom z wyprzedanych tras koncertowych, gdyby nie fakt, iż przez wiele lat powszechnie uważano tam, że wokalista ...nie żyje.
Jak Sixto Rodriguez dowiedział się o swojej sławie w egzotycznej RPA? W 1998 roku, gdy internet powoli upowszechniał się w światowych domostwach, córka artysty, ku swojemu zdumieniu odkryła w sieci stronę fanów słynnego, nieżyjącego już amerykańskiego artysty Sixto Rodrigueza. Okazało się, że jej ojciec był w kraju Nelsona Mandeli stawiany w jednym rzędzie z Bobem Dylanem.
W 2013 roku, 71-letni dziś Sixto Rodriguez odbiera sowite odszkodowanie od losu. Właśnie dopinana jest światowa trasa koncertowa z jego udziałem, a ścieżka dźwiękowa do wyróżnionego statuetką Oscara dokumentu o jego życiu -"Searching For Sugar Man", sprzedaje się świetnie m.in. w Polsce. Dziś największy przebój budowlańca z Detroit można usłyszeć na playlistach czołowych rozgłośni, także nad Wisłą.
Dlaczego dopiero teraz opowiadam tę historię, skoro wielu z Państwa widziało już dokument o "Sugar Manie" i zasłuchuje się od kilku miesięcy w muzyce Sixto Rodrigueza sprzed przeszło 40 lat?
Bo pomyślałem sobie, że pomimo wszystkich pomyj, wylewanych przez przedstawicieli branży muzycznej na sieć www zwaną internetem, pojawienie się tego wynalazku zbawiło też wielu innych artystów, takich jak Sixto Rodriguez.
Niedoceniony, starzejący się polski muzyku/aktorze/pisarzu/poeto, wpisz w wyszukiwarkę Google swoje nazwisko, być może w Boliwii, za tydzień odbędzie się festiwal pamięci wybitnego artysty z dalekiego kraju, którym jesteś - TY?
