
Jeśli ktoś popadł w depresję z powodu wydłużającej się zimy, raczej nie powinien zapuszczać się w zamglone i mistyczne rewiry, w które wiedzie muzyka gorzowskiego duetu UL/KR. I amen ...to znaczy "Ament".
REKLAMA
22 minuty. Tyle czasu potrzebował gorzowski duet UL/KR, aby zetrzeć na miazgę polskich słuchaczy alternatywy swoim debiutanckim albumem sprzed roku. Dzieło zespołu, którego nazwa stanowi skrót od Ulicy Krokodyli ze "Sklepów cynamonowych" Brunona Schulza, na szczęście nie umknęło uwadze opiekunów blogów, witryn i kolumn o muzyce, plasując się bardzo wysoko w różnej maści zestawieniach najlepszych płyt roku. Dość powiedzieć, że za najlepszy longplay znad Wisły uznała płytę Gorzowian "Gazeta Wyborcza".
Duet tworzony przez wokalistę Błażeja Króla (członka nieistniejącej już formacji Kawałek Kulki) i Maurycego Kiebzaka-Górskiego (instrumentarium), postanował wykorzystać dobrą passę. Już 12 kwietnia do sprzedaży trafi bowiem drugi studyjny album UL/KR, zatytułowany "Ament". Longplay promowany jest singlem "Magia", w którym występuje Krzysztof Czeczot - aktor znany z filmów takich jak "80 milionów", czy "Drogówka". Klip do "Magii" opowiada historię człowieka wrażliwego na światło, zaciągającego w ciągu dnia zasłony, w specyficzny sposób radzącego sobie z jasnością.
Muzyka duetu Błażeja Króla i Maurycego Kiebzaka-Górskiego, niesie ze sobą bardzo dziwną, trudną do opisania energię. Jak dla mnie, idealną ilustracją nastroju, który towarzyszy słuchaniu muzyki UL/KR jest letnie popołudnie w pustym wiejskim domu, na chwilę przed zbliżającą się burzą, gdy nad głowy nadciąga już marsowe niebo.
Teksty i śpiew Błażeja Króla mają w sobie coś z poetyckiej maniery Morrisseya, z czasów The Smiths. Mroczna elektronika niejednokrotnie budzi skojarzenia z jeszcze ciemniejszą, zamgloną wersją Depeche Mode. Mistyczna aura utworów UL/KR powinna przypaść do gustu również licznemu gronu fanów formacji Dead Can Dance w naszym kraju.
Marzy mi się muzyczno-filmowa współpraca UL/KR, z reżyserem Wojciechem Smarzowskim - etatowym kronikarzem "brunatnego" oblicza Polski i Polaków. Nie ujmując nic kompozycjom Mikołaja Trzaski - stałego muzycznego współpracownika Smarzowskiego - kooperacja twórców "Ruin" i "Domu złego" byłaby, w mojej opinii, skazana na wybitny efekt końcowy.
Tymczasem już 12 kwietnia czekam na "Ament". Optymistyczna jest informacja podana na oficjalnym profilu Facebook zespołu, że pierwszy nakład albumu na CD, rozszedł się błyskawicznie jeszcze przed premierą, tylko dzięki przedpremierowym zamówieniom.
Da się w Polsce? A no da się.
