"Światem rządzi wieczna zmiana" - zwykła mawiać moja przyjaciółka. Już chyba na dobre oswoiłem się z myślą, że prasy kulturalnej jaką znamy, w naszym kraju nie będzie.
REKLAMA
Po 67 latach znika z rynku "Film". Najstarszy w polsce magazyn o kinematografii przeszedł ostatnio gruntowny lifting pod okiem naczelnego Tomasza Raczka. I choć młody zespół pod wodzą Redaktora dwoił się i troił aby przysporzyć tytułowi nowych czytelników, mówiąc po filmowemu: "sprawa się rypła". Nawet wzrost sprzedaży (około 10 procent) nie uratował takiej marki jak nobliwy magazyn "Film" przed bezlitosnym księgowym z liczydłem w ręku.
"Film" ma teoretyczną szansę powrotu do kiosków, pod warunkiem, że zostanie przejęty od właściciela marki - Platformy Mediowej Point Group, przez nowego wydawcę.
Podkreślam, że szansa jest teoretyczna, gdyż osobiście wątpię, że jest to możliwe. Przed dwoma laty PMPG wystawiła na sprzedaż inną popkulturalną markę prasową - piszącą głównie o muzyce "Machinę", jednak nowy właściciel nie znalazł się do dziś.
Jako fan dobrego dziennikarstwa i popkultury powoli godzę się z tym, że wydawana w masowych nakładach papierowa prasa kulturalna już nie wróci. Niemal wszystkie idealistyczne próby tworzenia nowych pism poświęconych muzyce i filmowi kończyły się w ostatnim piętnastoleciu fiaskiem. Właściwie jestem już przekonany, że prowadzenie płatnego, wydawanego na papierze miesięcznika kulturalnego na zasadach rynkowych i bez subwencji z ministerstwa kultury (vide niszowe "Jazz Forum" i "Kino") nie jest możliwe. Jest fatamorganą idealistów.
Nowego "Filmu" nie będzie bo zmieniliśmy się my - odbiorcy. Przyzwyczajonych do internetu czytelników zaczyna irytować fakt, że pod papierowym artykułem nie można napisać komentarza i podzielić się swoimi przemyśleniami. Nie można skrawka papieru udostępnić na Facebooku, ani wcisnąć papierowego "Lubię to!".
Czytając, chcemy od razu zapoznać się z najnowszym zwiastunem filmu, odsłuchać fragmenty płyty czy nawet zamówić ją przedpremierowo z dostawą do domu - "milczący" papier nam takich możliwości nie zapewniał.
I choć wciąż wielu z nas wciąż lubi zabrać ulubioną gazetę w podróż autobusem lub pociągiem, przyzwyczajajmy się do faktu, że będzie o to coraz trudniej, choć z sentymentu łezka nieraz się w oku zakręci.
Wyczerpujące i wartościowe dziennikarstwo kulturalne wciąż jest obecne w sieci. Wystarczy zajrzeć na wciąż dość niszowe: "Dwutygodnik.com", "T-Mobile Music" czy bloga "Jest Kultura". Jest nadzieja, że po zejściu ostatniej gazety z kioskowej lady, czeka na nas nowy, jeśli nie wspaniały, to z pewnością ciekawy świat.
