Mówcie sobie co chcecie ale ostatni koncert Sinead O’Connor w Polsce utwierdził mnie w przekonaniu, że ten nowoczesny świat nie wyzbył się jeszcze do cna metafizyki i niewytłumaczalnej Tajemnicy.

REKLAMA
Jest jakaś niewytłumaczalna, nieuchwytna aura w występach i samej muzyce Sinead O'Connor.
Szczecin. Czwartkowe popołudnie na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich. Czekam, w tysięcznym tłumie ludzi na koncert ogolonej na łyso Irlandki wpatrując się w ołtarz sceny. Kościelne skojarzenie przychodzi na myśl samo i potęguje się jeszcze bardziej, gdy gwiazda wieczoru wychodzi na scenę w stroju katolickiego księdza – czarnej koszuli, koloratce, z wielkim mosiężnym krzyżem na piersiach i przeciwsłonecznych okularach. Na dłoniach i bosych stopach piosenkarki widnieją tatuaże z wypisanymi, tajemniczymi zdaniami...
"Duchowne" odzienie nie jest jedynie sposobem na prowokację, gdyż Sinead O’Connor jest …księdzem. W 1999 roku przyjęła święcenia kapłańskie w Lourdes przyjmując imiona Matka Bernadetta Maria, mimo iż oficjalnie Kościół Katolicki nie uznaje kapłaństwa kobiet.
Sama O’Connor deklaruje się jako gorliwa katoliczka, a raczej obrończyni utraconego ducha tej wiary. Niejednokrotnie ostro krytykowała hierarchię kościelną twierdząc, że ta wypełnia odpowiednio swojej posługi Najwyższemu.
Rozpoczyna się więc koncert, główne złożony z utworów z ostatniej płyty - „How About I Be Me (And You Be You)” – "Queen Of Denmark", "4th and Vine", "Take Of Your Shoes", "The Wolf Getting Married". Jest pulsacja reggae, jest irlandzki folk jest nutka gospel.
Między publiką a widownią szybko zawiązuje się gruba nić porozumienia. Mimo dzielących oba kraje kilometrów, wrażliwość Irlandczyków i Polaków jest przecież bardzo podobna.
"Duchowna" Sinead udowadnia, że ma jakąś dziwną formę kontaktu, z niewidocznym gdy śpiewa instrumentalny utwór "Stretched On Your Grave". Ku zaskoczeniu widowni i jej samej, kościelny dzwon wybija pełną godzinę dokładnie na ostatnią nutę pieśni! Zaskoczona publika wiwatuje.
(To niecodzienne zdarzenie wspomniane jest przez Sinead O’Connor na jej osobistym blogu na stronie internetowej TUTAJ przyp. aut.)
Gdy godzinę później, O’Connor wykonuje na zakończenie koncertu kameralną wersję biblijnego "Psalmu 33" sytuacja się powtarza. Ostatnie takty utworu zamykającego koncert kończą trzy rytmiczne bicia kościelnego dzwonu z niedalekiej wieży. Widzieliście kiedyś coś podobnego?
Zaskoczona tym ponownym zbiegiem okoliczności Sinead uśmiecha się, spogląda do góry i składając ręce jak do modlitwy, kłania się niebiosom w podzięce.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?