
Rozrywka dla gówniarzerii, dla zapatrzonych w monitor "nerdów" bez życia? Chyba już nie. Gry komputerowe to obecnie najbardziej dochodowa i najszybciej rozwijająca się gałąź masowej rozrywki.
REKLAMA
100 000 sztuk w tydzień. Takim wynikiem sprzedaży może pochwalić się wydana we wrześniu gra Grand Theft Auto V w Polsce. W obecnych realiach, trudno sobie wyobrazić, jakąkolwiek płytę z muzyką, czy DVD z filmem, które sprzedaje się w naszym kraju w takim nakładzie w zaledwie siedem dni. Wynik GTA V robi tym większe wrażenie, że koszt jednego egzemplarza gry na konsole Xbox 360, czy PlayStation 3, to wydatek rzędu 200 złotych. Idźmy dalej.
Chociaż najbardziej kasowe, kinowe "marki", takie jak, na przykład: "Avatar", "Iron Man","Piraci z Karaibów", czy filmy o Batmanie, z powodzeniem łamią obecnie barierę miliarda zarobionych dolarów w kinach, żadne wydawnictwo w historii światowej rozrywki nie zarobiło dziesięciocyfrowej sumy w zaledwie... trzy dni. Taką właśnie "kosmiczną" barierę prędkości pokonała ostatnio właśnie gra Grand Theft Auto V.
Chociaż wielu ludzi, wciąż uważa gry komputerowe za rozrywkę dla dzieci, młodzieży lub co najwyżej - zdziecinniałych dorosłych, przewrót kopernikański w światowej rozrywce zdążył się już dokonać.
Od kilku lat, a konkretniej - od 2005 i 2007 roku, przemysł gier komputerowych wyprzedzał w Stanach Zjednoczonych kolejno dwie "flagowe" dziedziny światowej rozrywki - przemysł muzyczny, oraz filmowy. W 2012 roku, globalna wartość rynku gier na świecie sięgała już 68 miliardów dolarów.
Piszę o tym, bo odnoszę wrażenie, że mimo sukcesów kasowych, gry komputerowe na PC i konsole, wciąż w powszechnej opinii uchodzą w Polsce za rozrywkę dla, ekhm... gówniarzerii, w najlepszym wypadku dla "nerdów", nie wyściubiających nosa sprzed komputera.
Tak jak w przypadku jazzu, rocka, awangardowego kina, czy teatru,musi upłynąć jeszcze trochę czasu, nim potraktujemy te najlepsze kolektywne dzieła programistów, grafików i scenarzystów jako dzieła sztuki - na równi z "The Dark Side Of The Moon"- Pink Floyd, czy "Ojcem Chrzestnym"- Francisa Forda Coppoli.
Tak jak w przypadku jazzu, rocka, awangardowego kina, czy teatru,musi upłynąć jeszcze trochę czasu, nim potraktujemy te najlepsze kolektywne dzieła programistów, grafików i scenarzystów jako dzieła sztuki - na równi z "The Dark Side Of The Moon"- Pink Floyd, czy "Ojcem Chrzestnym"- Francisa Forda Coppoli.
