
Fern to dla mnie śląska odpowiedź na instrumentalne albumy Mikołaja "Noona" Bugajaka.
REKLAMA
Jedną z największych radości w słuchaniu muzyki jest odkrywanie. W kontrze do większej części społeczeństwa, które akceptuje jedynie te dźwięki, które już dobrze zna, istnieje też rezerwat ludzi, którzy wręcz przeciwnie - wolą uzbroić się w kilof i zejść w mroczne czeluści muzycznego podziemia i wśród grudek ziemi, skał i węgla szukać grafitu i diamentów. Czasami warto, po to, by cieszyć się odkryciami takimi, jak choćby moje, sprzed kilku dni.
"Górnicza" analogia z początku tekstu była nieprzypadkowa, gdyż od kilku dni w moim odtwarzaczu kręci się debiutancki album artysty ze stolicy GOP - Katowic, posługującego się pseudonimem Fern.
Płyta "Forsaken Exertion" dostarcza bardzo solidnej mieszanki, przestrzennej i stwarzającej aurę tajemniczości elektroniki, zbudowanej na solidnych hip-hopowych podzespołach.
10 utworów na płycie przynosi materiał spójny, układający się w jedną ciekawą opowieść - nieco nostalgiczną, późnojesienną.
Bardzo ciekawie prezentuje się także oszczędna poligrafia albumu, autorstwa Aleksandry Żeromskiej, która daje wrażenia wizualnego dopełnienia materiału zawartego na płycie.
Odsłuchaj płytę Fern "Foreign Exertion" w całości TUTAJ.
Ku mojemu osobistemu zadowoleniu, płyta Ferna, choć w mniejszym stopniu oparta na samplach, nosi wyraźne znamiona twórczości solowej Mikołaja "Noona" Bugajaka, którego Nowe Nagrania są, co ciekawe, wydawcą płyty Ferna.
Wielu słuchaczy znad Wisły, którym emocjonalny i liryczny styl instrumentalnych płyt członka formacji Grammatik i duetu Pezet-Noon przypadł do gustu, powinno sięgnąć po płytę "Forsaken Extortion".
W końcu od czasu premiery ostatniej hiphopowo-elektronicznej płyty Noona - "Pewne sekwencje", minęło już ponad pięć lat.
