Przez ostatnie 23 lata historii naszego kraju polskie społeczeństwo, w tym również tak zwane elity władzy, odnotowało na swoim koncie znaczącą liczbę sukcesów w dziele przebudowy naszej posttotalitarnej rzeczywistości. Tej prawdy, tej prawidłowej oceny rzeczywistości, nie jest w stanie zakrzyczeć żadna agresywna demagogia, połączona najczęściej ze skrajną ksenofobią, obniżającą dotkliwie poczucie narodowej siły i dumy, wśród nielicznych środowisk naszego społeczeństwa.
REKLAMA
Jesteśmy liderem regionu i liczącym się krajem Unii Europejskiej. Inaczej mówiąc Polska jest OK!
Nie można jednak przemilczeć faktu, że nie wszystko w tym okresie było i jest OK! I nie można też przejść nad tym do porządku dziennego, szukając przy tym prostych wytłumaczeń tego stanu rzeczy, takich jak np. iż każda transformacja musi ponosić koszty, w tym również ludzkie. Otóż nie. Nieuzasadnionej i niezasłużonej krzywdy ludzkiej nie można wytłumaczyć żadną, nawet najszczytniejszą ideą transformacji ustrojowej lub jednokierunkowej odnowy moralnej, czy też ostatnio promowanej modernizacji kraju. Żaden organ, wyłoniony w trybie elekcji zapisanej w fundamentach ustroju demokracji reprezentatywnej, nie otrzymał od suwerena, jakim jest społeczeństwo, prawa do decydowania o tym, że można skazać niemałą jego część na egzystencję na marginesie życia publicznego. Pomimo braku takiej legitymacji, kolejne ekipy rządzące naszym państwem, nie powstrzymały antyobywatelskiego procesu konserwowania anachronicznych struktur, nawyków oraz poczucia bezkarności, przeniesionych z kodem genetycznym ubiegłej epoki, do współczesnej biurokracji i wymiaru sprawiedliwości. Bolesnym ale niestety prawdziwym jest stwierdzenie, że zarówno biurokracja jak i wymiar sprawiedliwości pozostają w istocie jednym z ostatnich reliktów ustroju totalitarnego, wyposażonych ponadto we wszystkie nowoczesne formy nieuprawnionej kontroli oraz represji stosowanych wobec obywateli i przedsiębiorców naszego kraju.
Być może nikt, kto nie zaznał goryczy niezawinionej klęski w zderzeniu z wszechwładzą bezdusznych struktur państwa, nie zrozumie mitręgi życia ludzi pokrzywdzonych, zrujnowanych i odartych z ludzkiej godności? Jednak też nikt nie powinien odbierać nam prawa do manifestowania swoich krzywd. Te krzywdy bowiem stanowią nasz jedyny kapitał, który jesteśmy w stanie przeciwstawić instytucjonalnej przewadze, czerpanej z poczucia bezkarności funkcjonariuszy państwowych różnych szczebli.
To również nas uprawnia do nazywania się NIEPOKONANYMI i pozwala na zachowanie i pielęgnowanie, poturbowanego poczucia własnej wartości.
Jesteśmy grupą kilkunastu osób, którzy będąc uczestnikami polsatowskiego programu „Państwo w Państwie” po raz pierwszy spotkaliśmy się 23 marca 2012 roku w Rajczy koło Żywca. Już w zaledwie 10 tygodni dzielących nas od pierwszego spotkania zorganizowaliśmy kongres stowarzyszeniowy, który miał miejsce 31 maja w Sali Kongresowej PKiN w Warszawie. Bez żadnych środków na promocję ani też znaczącego wpływu na medialną oprawę, mimo niekorzystnego terminu w środku tygodnia pracy a także wbrew przeszkodom jakimi były, dla wielu spostponowanych przez władzę osób, koszty dojazdu do Warszawy, udało się nam zgromadzić w tej reprezentacyjnej sali około 2 tysięcy pokrzywdzonych lecz NIEPOKONANYCH. Ktoś powiedział – „niespodziewany i niezwykły sukces …!” Ja niestety widzę tylko same porażki. Nie są to jednak porażki przynależne naszej oddolnej i spontanicznej inicjatywie społecznej, lecz obciążają one struktury Państwa Polskiego, które doprowadziły do tak powszechnego poczucia niesprawiedliwości i opuszczenia znaczącej i stale rosnącej liczby Polaków.
Jesteśmy ruchem oddolnym i spontanicznym, dlatego w pełni uzasadniona cisza po kongresie stowarzyszeniowym, spowodowana jest organiczną pracą coraz większego grona osób, zmierzającą w kierunku realizacji postawionych na kongresie celów. Wśród tych celów, znajduje się jasno określony cel główny - „to jest aby obywatel jako osoba fizyczna lub przedsiębiorca, który stał się ofiarą prokuratorsko-sądowych albo urzędniczych błędów lub pomyłek w okresie 23 lat transformacji ustrojowych, doczekał się aktu pokory i zadośćuczynienia ze strony Państwa Polskiego. W dążeniu do tego celu kierujemy się przekonaniem, że każdy kto przeżywał wieloletnią gehennę przewodów sądowych, zostając spostponowany, odarty z ludzkiej godności i nierzadko materialnie zrujnowanych, ma prawo domagać się odszkodowania ze strony winowajcy.
Ruch Społeczny „NIEPOKONANI”, będąc dynamiczną siła wstępującą, umacnia się w swoim przekonaniu, że osiągnięcie tego celu staje się jedynie kwestią czasu. Do rozmów o sposobie zrealizowania tego celu będziemy zapraszać przedstawicieli władzy państwowej i polityczne środowiska, życzliwe idei sprawiedliwości społecznej.”
Mało osób wierzyło, że się skonsolidujemy. Prawie nikt nie wierzył, że zrealizujemy kongres w Salki Kongresowej PKiN. Obecnie, wśród zdecydowanej większości przyjaznych naszej inicjatywie komentatorów i publicystów, znajdują się też tacy, którzy powątpiewają w naszą determinację i siłę, czerpaną z poczucia naszej krzywdy. Ich prawo oraz przywilej ale o tym jak bardzo się mylą będę pisał już w następnym swoim wpisie na portalu NaTemat.pl
