Coraz więcej politologów, komentatorów życia społecznego, uznanych autorytetów naukowych zwraca uwagę na potrzebę zbudowania skutecznej przeciwwagi dla skostniałej polskiej klasy politycznej. Najczęściej zwracają oni uwagę na konieczność organizowania oddolnych i spontanicznych inicjatyw obywatelskich, skupionych wokół określonych problemów społecznych, dotykających szerokie rzesze polskiego społeczeństwa.
REKLAMA
Będąc jednym z animatorów Ruchu Społecznego NIEPOKONANI 2012 wielokrotnie, podczas organizowanych od jesieni powiatowych sesji społeczności NIEPOKONANYCH lub kiedy odbieram telefony od ludzi poszkodowanych, słyszę gorliwe namowy do przeistoczenia naszego ruchu w kolejną partię polityczną. Te zapewne szczere i życzliwe w swej istocie nawoływania, sprawiają nam jednak pewien problem. Do tej pory robiliśmy wszystko aby nie angażować swojej społecznej działalności w polityczno-partyjną połajankę. Będziemy też robić wszystko aby dalej skutecznie działać, pozostając politycznie i ideologicznie niezależnymi.
Dlatego wszystkich tych, którzy dobrze życzą naszemu ruchowi i stowarzyszeniu, prosimy:
√ nie popychajcie nas w kierunku polityki partyjnej,
√ nie naciskajcie żebyśmy tworzyli na naszej scenie politycznej kolejnego teatru partyjnych marionetek, niewolniczo podporządkowanych naczelnemu reżyserowi, w zamian za wyborczą przepustkę do robienia kariery i wygodnego życia,
√ nie skazujcie nas tym samym na niechybną wewnętrzną walkę o partyjne wpływy,
√ a ponad wszystko, nie każcie nam brać udziału w kolejnej odsłonie wojny polsko-polskiej.
√ nie popychajcie nas w kierunku polityki partyjnej,
√ nie naciskajcie żebyśmy tworzyli na naszej scenie politycznej kolejnego teatru partyjnych marionetek, niewolniczo podporządkowanych naczelnemu reżyserowi, w zamian za wyborczą przepustkę do robienia kariery i wygodnego życia,
√ nie skazujcie nas tym samym na niechybną wewnętrzną walkę o partyjne wpływy,
√ a ponad wszystko, nie każcie nam brać udziału w kolejnej odsłonie wojny polsko-polskiej.
To nie nasz świat, to nie nasza etyka i estetyka.
Każdego dnia, odbywa się cierpliwe wysłuchanie wszystkich zgłaszających się do naszego ruchu osób poszkodowanych, przez państwowe instytucje. Ostatnio jedna z tych osób w sposób bezceremonialny domagała się abyśmy „pognali wszystkich polityków do czarta, gdzie jest ich jedyne miejsce”. W tej tonacji jest większość kierowanych do nas apeli. Doskonale rozumiem ich rozgoryczenie i całkowicie uzasadnioną życiowym dramatem frustrację. Podzielam ich jednoznaczny sprzeciw dla urzędniczej pogardy okazywanej człowiekowi, obywatelowi i bardzo często przedsiębiorcy. W pełni też zgadzam się z diagnozą, że ta patologia bierze się z błogiego poczucia bezkarności, którą funkcjonariusze państwowi zostali systemowo obłaskawieni.
Każdego dnia, odbywa się cierpliwe wysłuchanie wszystkich zgłaszających się do naszego ruchu osób poszkodowanych, przez państwowe instytucje. Ostatnio jedna z tych osób w sposób bezceremonialny domagała się abyśmy „pognali wszystkich polityków do czarta, gdzie jest ich jedyne miejsce”. W tej tonacji jest większość kierowanych do nas apeli. Doskonale rozumiem ich rozgoryczenie i całkowicie uzasadnioną życiowym dramatem frustrację. Podzielam ich jednoznaczny sprzeciw dla urzędniczej pogardy okazywanej człowiekowi, obywatelowi i bardzo często przedsiębiorcy. W pełni też zgadzam się z diagnozą, że ta patologia bierze się z błogiego poczucia bezkarności, którą funkcjonariusze państwowi zostali systemowo obłaskawieni.
Nie miejmy jednak złudzeń – polskie społeczeństwo nie jest gotowe na kolejną, ustrojową rewolucję, która obaliłaby ten zbiurokratyzowany, zdegenerowany system. Najprawdopodobniej nie uda się też z dnia na dzień usunąć narośli zobojętnienia na ludzką krzywdę, u dzisiejszej klasy politycznej. Dziwiętnastowieczni krakowscy konserwatyści twierdzili, że „… procesy społeczne nie zachodzą tak szybko jak nam się wydaje i na pewno nie tak szybko jakbyśmy chcieli …”.
Dlatego niezwykle istotnym jest stworzenie dobrze zorganizowanego ruchu społecznego, który w sposób bardzo metodyczny, merytoryczny i konsekwentny, a zatem skuteczny będzie wywierał wystarczająco silną społeczną presję na ośrodki władzy państwowej. Niech ta władza zacznie rozwiązywać problem po problemie, zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa, a nie partyjnego zaplecza. Jest to zadanie trudne, w obu następujących wymiarach. Wymiar pierwszej trudności to ukierunkować wysiłek organizacyjny wielu ludzi dobrej woli, na wytrwałe i przemyślane działanie, niezbędne do powołania ogólnopolskiego ruchu społecznego.
Chociaż jest to zadanie wymagające dużej determinacji i konsekwencji ale po tym, czego wielokrotnie byłem świadkiem podczas organizowanych jesienią pierwszych powiatowych sesji społeczności NIEPOKONANCYH, patrzę w najbliższą przyszłość z uzasadnionym optymizmem. Drugą trudnością jest przekonanie reprezentantów wszystkich ośrodków władzy państwowej, że celem takiego ruchu społecznego jak NIEPOKONANI 2012, nie są cele partyjno-polityczne, tylko dojrzały i roztropny sposób wspólnotowego rozwiązywania najbardziej zaniedbanych sfer życia społecznego.
W cudowne nawrócenie współczesnej klasy politycznej na drogę cnoty pozbawionej grzechu obłudy, egoizmu i awanturnictwa, nie wierzę. Wierzę jednak, iż uda się ją na tyle zmotywować do działania, że zacznie rozwiązywać realne problemy społeczne, krok po kroku. Ta motywacja jest jak wiemy najbardziej efektywna zawsze pod koniec cyklu wyborczego i wyrażona preferencją personalną wyszczególnioną na kartach do głosowania. Na ten czas nasz ruchu będzie wystarczająco silny liczebnością swoich członków i sympatyków a zarazem skuteczny w rozpoznawaniu mamideł wyborczych.
W rozwiniętych systemach demokratycznych to właśnie organizacje społeczne, różne inicjatywy obywatelskie i niepartyjne oddolne ruchy są istotą systemu wyborczego. To o ich głos zabiegają francuscy i amerykańscy kandydaci na prezydenta, czy też liderzy brytyjskich partii walczących o elekcyjny sukces dla swoich formacji. To właśnie takie inicjatywy są solą prawdziwej demokracji reprezentatywnej. Można nawet założyć, że skuteczność ich działań, wsparta wystarczającą liczebnością swoich członków, dostarcza największego i jakościowo najwartościowszego wkładu w system stanowienia i stosowania prawa w swoich krajach lub prowincjach.
O dłuższego czasu wielu analityków polskiego życia społecznego zwraca uwagę na potrzebę wprowadzenia do przestrzeni publicznej nowego typu aktywności obywatelskiej. Mam wrażenie, że wśród tych głosów na plan pierwszy wyłaniają się opinie wygłaszane m.in. przez profesorów Leszka Balcerowicza i Karola Modzelewskiego. Nie widzą oni żadnej możliwości przeprowadzenia skutecznej przebudowy polskiego krajobrazu politycznego, przez obecną klasę polityczną, bez odpowiednio silnego udziału społecznego skupionego w oddolnych i spontanicznych, ale dobrze zorganizowanych inicjatywach obywatelskich.
Same argumenty nie wystarczą. Nie wystarczą dlatego, że aktywiści dzisiejszych partii politycznych nie są wystarczająco wrażliwi na występujące w naszym kraju problemy społeczne, natomiast z nadzwyczajną energią reagują wtedy, kiedy zagrożony jest ich polityczny byt partyjny. Dlatego naszym obywatelskim obowiązkiem jest zaprezentować skuteczną alternatywę dla tych skostniałych i antyspołecznych postaw.
Reasumując, naszą powinnością jest stałe, konsekwentne a nade wszystko dobrze zorganizowane tworzenie społeczeństwa obywatelskiego, które będzie skutecznie naciskać na polityków aby realizowali swoje powinności wobec społeczeństwa. Nie powinniśmy przy tym ulegać pokusie pójścia w stronę partyjniactwa i medialnej demagogii, tak powszechnie obecnej w debacie publicznej. Bądźmy natomiast silni, liczni i skuteczni. Bądźmy sumieniem rządzących, z którym będą musieli się liczyć, i w głos którego będą się wsłuchiwać.
