Za nami kolejny Bal Mistrzów Sportu, poprzedzony ogłoszeniem wyników w kategorii "Najlepszy Sportowiec 2012 roku". Od samego początku murowanym kandydatem do zwycięstwa był ponoć Tomasz Majewski, dwukrotny Mistrz Olimpijski w pchnięciu kulą. A tu psikus... Wygrała Justyna Kowalczyk.

REKLAMA
Sam mistrz odbierając statuetkę za drugie miejsce, nie krył rozczarowania, zamiast płomiennej mowy odburknął coś tylko i obrażony wrócił na swoje miejsce. Nazajutrz jego kolega z teamu, dyskobol oraz medalista olimpijski Piotr Małachowski, w sposób co najmniej dosadny skomentował decyzje kibiców.
Obrazki godne pożałowania, dlaczego?
Po pierwsze historia nie raz już pokazywała, że bycie dwukrotnym Mistrzem Olimpijskim nie zawsze musi być argumentem aby wygrać plebiscyt. Przykładem może być tu mój przyjaciel Jerzy Kulej. Dwukrotny złoty medalista olimpijski, zawsze wysoko, ale plebiscytu nie wygrał, a być może, moim subiektywnym okiem z racji zawodu uprawiał nieco trudniejszą dyscyplinę sportu niż pchnięcie kulą.
Po drugie, kibice wskazując Justynę Kowalczyk jako numer jeden (pomimo, iż nie było olimpiady zimowej w 2012) mieli zapewne na uwadze ogrom pracy jaki wkłada w trening oraz zawody.
Z całym szacunkiem dla mistrza Majewskiego, ale ilość kalorii które spali w całej swojej karierze, nie będzie nigdy nawet połową kalorii już spalonych przez naszą mistrzynie nart. A strojenie fochów, bo wygrała kobieta i to w dodatku reprezentująca jeden z najtrudniejszych sportów na świecie, po prostu facetowi nie przystoi. Proponuje więcej dystansu do "świecidełek" i pozytywnych emocji. Tomku, chłopaki nie płaczą…