fot. Marcin Ponikowski

Najpierw chciałem zatytułować wpis „Klerów dwóch”, żeby symbolicznie pokazać dwa oblicza ludzi z kościelnej korporacji. Z jednej strony mamy misjonarzy, którzy obrali bardzo pożyteczny kierunek swojej posługi, np. nieodżałowanego ks. Jana Kaczkowskiego. A z drugiej osoby, których misja wypala się szybko i nagle orientują się, że wpadli w pułapkę: zwierzchnicy chcą kasy, a ja jestem najbardziej samotnym człowiekiem na świecie. Dla pokazania skali korporacyjnych zapędów zwierzchników napiszę tylko, że połowa nieruchomości w pięknym i wielkim Rzymie należy do kościoła…

REKLAMA
„Kler” | Wojciech Smarzowski | 2018
Z czasem u takiego bardzo samotnego człowieka uwypuklają się popędy i nieleczone traumy z dzieciństwa. Parafrazując Koterskiego „wszyscy jesteśmy hedonistami” i nasze ziemskie bytowanie opiera się głównie na sprawianiu sobie przyjemności – kochaniu i byciu kochanym oraz umiłowaniu rzeczy, którymi karmimy zmysły. Jeżeli ktoś nie sprawia sobie przyjemności, a najczęściej nie może, to zaczyna kombinować i powoli przekracza granice. Człowieka ukaranego celibatem, wprowadzonym w XI wieku przez Grzegorza VII, można porównać do osoby pozbawionej własnej biologicznej woli, do uczuciowego kastrata, który zamienia się we frustrata.
Film „Kler” pokazuje różne oblicza efektów tych frustracji, i za chwilę także szeroko ich freudowską genezę. Dlaczego stajemy się źli? Najczęściej dlatego, że ktoś był zły wobec nas. Dlaczego stajemy się nieszczęśliwi i samotni? Bo ktoś za nas zdecydował o naszym szczęściu i relacjach z bliskimi.
„Kler” to wizualnie najmniej brutalny i brudny film Wojciecha Smarzowskiego, ale jednocześnie najbardziej odważny, bo ostro krytykujący dewocję i dewiantów w szeregach najstarszej korporacji świata, w którą - jak mówią statystyki - wierzy około 90 % polskiego społeczeństwa. Oczywiście można było pojechać po całości i jeszcze głębiej obnażyć problemy tej sfery. Ale to wciąż na tyle delikatna i wrażliwa kwestia, zwłaszcza wśród osób skrzywdzonych, które są symbolicznie pokazane w filmie, że reżyser zachował odpowiednie proporcje pomiędzy złem katów i dramatem ofiar.
Do tej pory różnie oceniałem kreacje Jacka Braciaka, natomiast rola spryciarza i kombinatora w sutannie została przez niego zagrana koncertowo. Arek Jakubik nie ma sobie równych, więc każda jego kreacja jest wspaniała. Janusz Gajos – jak mówią najbardziej dowcipni współscenarzyści filmu „Juliusz” – może zagrać wszystko, nawet drzewo. A tutaj genialnie zagrał korporacyjnego prezesa, człowieka równie ambitnego, bezwzględnego, co próżnego i wulgarnego.
UWAGA SPOILER. Podczas seansu w kinie zastanawiałem się dlaczego na końcu filmu ludzie ustawiają się wokół płonącego księdza w kształt trójkąta, a nie koła, pomijam kwestię, że nikt go nie ratuje… A mianowicie oko Boga jest graficznie przedstawiane w ten sposób. Jak zwykle u Smarzowskiego każda końcówka filmu z kamerą odjeżdżającą od centrum kadru daje wiele do myślenia…