Makaya McCraven | Jazztopad Festival 2019 | fot. Marcin Ponikowski
Makaya McCraven | Jazztopad Festival 2019 | fot. Marcin Ponikowski facebook.com/3akordyna2rece/

Oj padł, jak słuchał koncertowej wersji wybryków panów z Comet is Coming podczas tegorocznej edycji festiwalu Jazztopad. Ale zaraz powstał, dokładnie po 24 godzinach, niczym feniks z POPiołów. A tym mitycznym stworem okazał się Shabaka Hutchings. Ale po kolei…

REKLAMA
Przez ostatnie kilka edycji Jazztopadu zachwycałem się kolejnymi wcieleniami przybysza z Barbados, czyli chronologicznie Shabaka And The Ancestors oraz Sons of Kemet. Podczas pierwszego z koncertów w sali wrocławskiego NFM wybuchł wulkan energetycznych rytmów dwóch zestawów perkusyjnych, dwóch saksofonów i pulsującego jak krew w żyłach kontrabasu. Koncert wypełniły głównie wariacje na „etniczne” tematy z albumu „Wisdom of Elders”. Najwięcej roboty miał lider, który zagrał na swoim tenorze niemal wszystkie tematy i większość improwizacji. Nie mniej zapracowany był wokalista, którego głos był równorzędnym instrumentem względem pozostałych, a przy okazji skutecznie aplikował słuchaczom wolnościowe idee zawarte w tekstach – powtarzając je wielokrotnie.
logo
Jazztopad Festiwal 2019 | fot. Marcin Ponikowski facebook.com/3akordyna2rece/

Rok temu na festiwalu Jazztopad niczym dzikie bestie, choć raczej udomowione, ryczeli ze sceny Synowie Kemetu. Z saksofonu Shabaki Hutchingsa wydobywał się przepotężny ryk króla dżungli, z tuby Theona Crossa dźwięki niemal tak niskie i ciężkie jak człapanie największego mieszkańca lądu, natomiast Thomas Skinner oraz Edward Hick zwinnie przebierali łapami niczym dwa wielkie kocury pędzące po sawannie. Nie było wątpliwości, że mieliśmy do czynienia z skrajnie naturalną, etniczną i żywiołową odmianą współczesnej muzyki improwizowanej prosto z Czarnego Lądu. Myślę, że ówczesną energią kwartetu można było zasilić sporą część Wrocławia. Nawet w mrocznym listopadzie! Dokonania Sons of Kemet w paradygmacie rockowym można śmiało wykonawczo, treściowo i muzycznie zestawić z najbardziej żywiołowymi momentami z kariery Rage Against the Machine.
logo
Jazztopad Festiwal 2019 | fot. Marcin Ponikowski facebook.com/3akordyna2rece/

Mamy rok 2019. W scenariuszach wielu kultowych filmów sci-fi rok przełomowy. Na scenie czerwonej jak papryczki chili sali NFM pojawia się facet w niebieskim ortalionie od stóp do szyi. Podchodzi do elektronicznej aparatury, której nie powstydziliby się Sławomir Łosowski, względnie Władysław Komendarek. Rick Wakeman czy tym bardziej Czesław Niemen jednak by się powstydzili… Wielki elektronik młóci niemiłosiernie, skacze, rzuca grzywą na boki. Perkusista zaczął obiecująco, ale po kilku utworach jego bęben basowy dudni technokratyczne: buc, buc, buc, buc… Shabaka Hutchings jest na scenie, ale momentami jakby go nie było. Przegrywa w starciu ze zmasowaną ścianą dźwięków wielkiego elektronika, i na pewno nie jest to – nomen omen – konwencja Massive Attack. W pewnym momencie widzę, że część cenionych przeze mnie słuchaczy wychodzi w świetle stroboskopów. Może też wyjść…? Nie, przecież to nie wina Shabaki, a tym bardziej organizatorów festiwalu. Kto mógł przypuszczać, że facet miał w walizce niebieski ortalion, przecież przyjechał w stroju skrojonym dla muzycznego intelektualisty. Jednak nie szata zdobi człowieka… Groźny i wyrazisty Shabaka schował pazury, gra pojedyncze, mocno artykułowane dźwięki, gdzieś pomiędzy „buc” perkusisty a gęstymi, niczym struktura ortalionu, akordami wielkiego elektronika. Kometa nie doleciała, może jakiś niewielki meteoryt, który wytracił prędkość już w stratosferze i spadł na ziemię jako kosmiczny proszek, na pewno nie gwiezdny pył…
logo
Jazztopad Festiwal 2019 | fot. Marcin Ponikowski facebook.com/3akordyna2rece/

W odpowiedzi na ewentualne gromy z każdej strony napiszę tak. To, że w utworze „Money” Pink Floyd pojawia się improwizowany, wyrazisty i piękny saksofon tenorowy, nie czyni z tego pomnikowego kawałka jazzu. Analogicznie i bardziej adekwatnie do niebieskiego ortalionu „Careless Whisper”, także z wyrazistą solówką saksofonową, nie stało nawet obok pudełka, które stało przy kontenerze niedaleko silosa z napisem „JAZZ”. NIE!
logo
Jazztopad Festiwal | Fot. Marcin Ponikowski facebook.com/3akordyna2rece/

Makaya McCraven. Czekałem na ten koncert wiele miesięcy i żadne kosmiczne siły, włączając ortalionowe komety, nie były w stanie mnie zatrzymać. W stwierdzeniach „beat scientist” czy “a sound visionary”, jakimi często określa się tego perkusistę, jest wiele prawdy, choć z naukowością jego granie ma niewiele wspólnego. Chodzi bardziej o wypracowanie unikalnego stylu, który opiera się na połączeniu ogromnego doświadczenia z niezwykłą intuicją i gargantuiczną chęcią ciągłego odkrywania, czyli po jazzowemu improwizowania. A to przecież cechy wielkich naukowców, bez których nie tworzyliby rzeczy przełomowych.
logo
Jazztopad Festiwal 2019 | fot. Marcin Ponikowski facebook.com/3akordyna2rece/

Oprócz lidera na scenie pojawili się Junius Paul (gitara basowa, kontrabas), Marquis Hill (trąbka), Irvin Pierce (saksofon tenorowy), Greg Spero (Fender Rhodes, Moog, fortepian) oraz gość specjalny… Shabaka Hutchings. Koncert wyszedł daleko poza moje wielomiesięczne oczekiwania, bo okazał się wspaniałą syntezą, wehikułem czasu dla tego, co ugruntowane (groove, free jazz), współczesne (nujazz), po nieznane (cała reszta). Makaya sięgnął głównie po tematy z ostatniego albumu „Universal Beings”, ale często łączył dalszą przeszłość z niedaleką przyszłością, bo zagrał też utwór z powstającego właśnie albumu. Shabaka na pewno zrehabilitował się za katastrofalny w skutkach lot komety dzień wcześniej. Jest to jednak zjawiskowy i charakterny twórca. Dlatego zostałem do końca, choć skrajnie trudno było ochronić uszy przed natarciem wielkiego elektronika. Czasem ideał musi sięgnąć bruku…
logo
Jazztopad Festiwal 2019 | fot. Marcin Ponikowski facebook.com/3akordyna2rece/

Tuż przed koncertem odbyła się rozmowa z Makaya McCravenem. Bardzo pouczająca, literalnie, bo gros treści wypełnił temat edukacji muzycznej właśnie. Perkusista opowiadał o swoich życiowych i szkolnych nauczycielach instrumentu, ale także o tym, że sam jest aktywnym belfrem, włączając relacje z własnymi dziećmi. Mnie także udało się zadać pytanie, które oczywiście dotyczyło jazzowej wersji „Lucy In The Sky With Diamonds”, jaka wzbogaciła fenomenalny album „A Day In the Life: Impressions of Pepper”. Okazało się, że Makaya McCraven z kolegami dostali podczas sesji nagraniowej ostatni utwór, jaki pozostał do zaaranżowania, i to właśnie była ta piosenka. Mając tak niewiele możliwości, a w zasadzie jedyną, stworzyli jedną z najpiękniejszych interpretacji utworu The Beatles. Ich wersja "Lucy in the Sky…" to według mnie najlepsza rzecz na tym albumie. A w zasadzie jedna z najpiękniejszych muzycznych miniatur w ogóle! I to już od pierwszych dźwięków wibrafonu…
logo
Jazztopad Festiwal 2019 | fot. Marcin Ponikowski facebook.com/3akordyna2rece/

PS | Mam ogromny szacunek do wrocławskich festiwali jazzowych. Dlatego uczestniczę w nich regularnie od kilkunastu lat i zamierzam to robić nadal. Posiadam co prawda ograniczenia percepcyjne, jak każdy, dlatego nie jestem w stanie chłonąć aktywnie muzyki koncertowej jednocześnie przez wiele godzin i dni. Mój kulturowy metabolizm – nazwijmy rzeczy obrazowo po imieniu – jest bardziej związany z refleksją, kontemplacją, duchowym przeżyciem. Podobnie mam z filmami, to znaczy maratony kinomaniaka nie są moją domeną. Kolejne kryterium, paradoksalnie ograniczające mój odbiór, to dobór wykonawców według upodobań, fascynacji, potocznie gustu. Dlatego nie biorę udziału w każdym koncercie w ramach danego festiwalu. Przecież nie będę wmawiał sobie, że wszystko mi się bardzo podoba, bo tak nie jest. Tyle tytułem rehabilitacji za ograniczone uczestnictwo w bardzo rozbudowanym repertuarze festiwali.
logo
Jazztopad Festiwal 2019 | fot. Marcin Ponikowski facebook.com/3akordyna2rece/