fot. Marcin Ponikowski

Rozpędziłem się na seans. Kupiłem wodę i małe co nieco do niej. Drugie wyjście do kina po 9 miesiącach. Jak czekanie na noworodka... Siedzę, piję kawę i sprawdzam, czy zdążę odebrać dziecko o czasie. Dziesięciolatka, nie noworodka. 30 minut... 30 minut...?! Tyle trwają reklamy w kinie! Co można zmieścić w 30 minut w filmie? Wszystko i nic...

REKLAMA
Ktoś napisał, że "Ludzki głos" mimo miniaturowości jest pełniejszy niż sporo dwugodzinnych obrazów. Zgoda. Jak na taki sprint dużo się dzieje. Nawet na kilku planach.
Dla mnie ważna jest symbolika, na przykład siekiera zapakowana pięknie jak kwiat. Ponadczasowa jest jedna fraza, kobiety odtrąconej przez miłość życia. Choć do końca nie wiemy, z kim tak naprawdę rozmawia przez telefon spięty z nowoczesnymi słuchawkami. Może to monolog platoniczny. A może żegna się z kimś, kto odszedł przed laty. Gdybyśmy choć przez sekundę usłyszeli głos w słuchawce... Ale nie słyszymy. Współczujemy kobiecie, która krąży po mieszkaniu, jakie okazuje się teatralną dekoracją. I już nie wiemy, czy to metaforyka "Dogville" czy osobiste przeżycia aktorki, wzorem Krystyny Jandy w "Tataraku"... Obiecałem tę frazę, wiem... Kobieta sięga po kuferek z korespondencją kochanków i mówi mniej więcej "Oddam ci wszystkie słowa, które mi podarowałeś"...
Almodovar arcymistrzem etiudy, na równi z młodym Polańskim i późnym Skolimowskim...
Polecam zapracowanym rodzicom, względnie parom na rozstaju, albo wręcz przeciwnie.
Ktoś może powiedzieć, że poszedł na łatwiznę, bo zdjęcia trwały najwyżej tydzień. Może i poszedł, ale każdemu reżyserowi życzę takich skrótów!