Po Transalpinie, Trasie Transfogarskiej, Grossglockner Hochalpenstraße i Mont Ventoux przyszedł czas na fotografowanie na Stelvio. Kolejnej drodze, która swoim usytuowaniem, przebiegiem i ilością zakrętów przyciąga rzeszę fanów przemierzania asfaltowych dróg wysokogórskich. Włoska przełęcz jest jedną z najbardziej charakterystycznych dróg w Europie i zapewne jedną z najczęściej fotografowanych dróg alpejskich.

REKLAMA
Fanom kolarstwa przełęcz Stelvio kojarzy się z wyścigiem Giro d'Italia i podobnie, jak w przypadku francuskiej drogi na Mont Ventoux, Stelvio to miejsce rowerowych pielgrzymek fanów tego sportu.
logo
Widok na najbardziej charakterystyczną część drogi. Podjazd od strony północnej

Prawie 50-cio kilometrowa droga (sumując podjazd północny i południowo - wschodni) usłana niekończącymi się zakrętami, to również magnes dla fanów nawijania kilometrów na dwóch i czterech kołach.
Najwyższy punkt trasy 2757 m n.p.m. (mój GPS zanotował wysokość 2769 m n.p.m.) to uwieńczenie żmudnego, ale wspaniałego podjazdu.
logo

logo

Rozpoczęty przez nas podjazd od strony północnej był fascynujący nie tylko ze względu na widok, ale głównie na ilość bardzo ostrych i wąskich zakrętów.
Długość mojej Toyoty Hilux wymuszała bardzo ostrożne dojeżdżanie do początku zakrętu, sprawdzanie czy nie jedzie nic z przeciwka i łamanie się przez całą szerokość łuku. Operacja taka powtarzała się 48 razy. Wypatrzenie, czy zbliża się ktoś z przeciwnego kierunku utrudniał fakt, że po drodze poruszało się bardzo dużo niskich samochodów sportowych, które są słabo widoczne. Na jednym z zakrętów udało nam się uniknąć bliskiego spotkania z AC Cobra. Mijaliśmy też Ferrari, Lamborghini, Porsche itp.
Droga okupowana jest także przez motocyklistów, którzy chcąc wykorzystać potencjał trasy, muszą liczyć się z kierowcami na "czterech kołach". Pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy po dojechaniu na szczyt, to myśl, jak wspaniale byłoby mieć tę drogę tylko dla siebie. Chociaż raz móc przemierzyć wszystkie zakręty, wiedząc że droga jest w stu procentach czysta :)
logo

logo

logo

Kwintesencja czeka jednak na górze !
Po dojechaniu na szczyt, zaparkowaniu i przebrnięciu przez pasaż budek z pamiątkami, nareszcie nadszedł czas, aby skupić się na fotografowaniu.
Wiedząc, że pogoda w górach jest loterią, a nagłe zmiany zaskoczyły nas już nie raz, udaliśmy się, aby wykonać pierwsze zdjęcie. "Klasyk" - jak zostało nazwane przez nas pierwsze ujęcie, to kadr obejmujący wspomnianą wcześniej część drogi.
Przy ujęciu panoramicznym, można uchwycić zarówno widok na górną część przełęczy, jak i na początek nitki północnej. Nie ukrywam, że zrobienie takiego właśnie zdjęcia było głównym celem naszego przyjazdu na Stelvio. Na szczęście, najbardziej charakterystyczny kadr związany z włoską przełęczą, to tylko przedsmak tego, co można w tym miejscu uchwycić przez obiektyw.
Wokół głównego punktu widokowego rozciągają się liczne szlaki piesze, które zachęcają do zmiany perspektywy i szukania nowych kadrów. Pomimo tego, że poświęciliśmy cały dzień na fotografowanie w tym miejscu, niedosyt pozostał ogromny. Patrząc na otaczającą nas przestrzeń zrozumieliśmy, że fotografowanie tej przełęczy o świcie i chwilę przed zapadnięciem zmroku jest obowiązkiem, którego my tym razem nie spełniliśmy.
Chcąc odczuć maksymalną satysfakcję z fotografowania na Stelvio, warto zatrzymać się w tym miejscu na minimum dwa dni. Świetnym pomysłem będzie wykupienie pobytu w jednym z hoteli, znajdujących się w szczytowym punkcie przełęczy. Rezerwując pokój z widokiem na wschód, jest szansa na zrobienie świetnych zdjęć nawet z okna hotelu :)
logo

logo

logo

logo

logo

logo

logo

logo

logo

logo

Wracając do tematu samej drogi, warto jest również wspomnieć o południowo - wschodniej części trasy, prowadzącej do miejscowości Bolmio. Dla nas była to część zjazdowa. Jest ona równie fascynująca, ale o znacznie spokojniejszym przebiegu.
logo

logo

Po tej stronie przełęczy, bardziej niż zakręty, naszą uwagę skupiły na sobie świstaki. Kilkadziesiąt minut spędziliśmy siedząc na pace pickupa i obserwując te alpejskie gryzonie.
logo

Stelvio, było tym razem dla mnie i dla Joanny, tylko jednym z przystanków w kolejnej fotograficznej podróży. W sezonie 2014 wracamy tam na dłużej.
logo

logo

logo

Zapraszam również do przeczytania wpisu na temat Stelvio na blogu Krzysztofa Hołowczyca:
Stelvio / Krzysztof Hołowczyc
Pozdrawiam
Marcin Samborski
Foto: Joanna Samborska i Marcin Samborski