Propozycja porozumienia wypracowana przez Davida Camerona i Donalda Tuska może uratować Unię Europejską przed rozpadem. Z tym porozumieniem Cameron ma szansę na wygranie referendum, które sam wymyślił, aby zatrzymać odpływ jego wyborców do eurosceptycznej partii Nigela Farage’a (UKIP).

REKLAMA
Wielka Brytania nie jest ani w Strefie Schengen ani w strefie euro, jednakże jest drugą gospodarką w UE i drugim największym płatnikiem do budżetu Unii, więc jej członkostwo jest dla Unii Europejskiej i dla Polski, największego beneficjenta funduszy europejskich, bardzo ważne. Zawsze też można było liczyć na Wielką Brytanię, jeśli chodzi o deregulację i hamowanie rozrostu eurobiurokracji. Teraz znalazło to wyraz w zapisie porozumienia. Dzięki wzmocnionej zasadzie pomocniczości parlamenty narodowe mają otrzymać więcej kompetencji w hamowaniu nowej legislacji unijnej.
Nic nie ma jednak o zasadzie pomocniczości w drugą stronę, tj. przekazywania na szczebel unijny tych kompetencji, w których Unia może być skuteczniejsza niż poszczególne państwa, np. w polityce obronnej czy zagranicznej. Wydatki obronne, a także na badania i rozwój nadal będą rozrzucone na 28 budżetów narodowych, skutkiem czego skala dublowania i marnotrawienia tych środków w UE jest nieprawdopodobna.
Co do świadczeń dla imigrantów wewnątrzunijnych obie strony wychodzą z twarzą. Zmiany dotyczyć będą tylko nowych imigrantów. W sytuacji szczególnej wewnątrzunijnej presji migracyjnej, w porozumieniu z Radą Europejską, Wielka Brytania będzie mogła wstrzymać świadczenia rodzinne na okres do czterech lat. Świadczenia na dzieci przebywające w kraju macierzystym imigranta będą mogły być zredukowane do wysokości świadczeń w tym kraju.
Porozumienie zawiera również slogany, które powtarzają obecne uprawnienia, a potrzebne są Cameronowi, aby wygrać referendum. Znalazło się tam np. stwierdzenie, że traktowy cel „coraz ściślejszej Unii”, nie oznacza, że Wielka Brytania, uwzględniając jej specyficzną sytuację, musi uczestniczyć w dalszej politycznej integracji UE, bo ta jest możliwa tylko poprzez jednomyślną zmianę traktatów.
Powyższe rozwiązania muszą być zaakceptowane jednogłośnie przez pozostałe 27 państw członkowskich, co może mieć miejsce na posiedzeniu Radu Europejskiej już 17-18 lutego. Jeśli choć jeden kraj nie zaakceptuje ugody z Wielką Brytanią, nie wejdzie ona w życie, a ryzyko wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE znacząco się zwiększy. Wtedy nie będzie ani świadczeń dla imigrantów ani wkładu Wielkiej Brytanii do unijnego budżetu. Brexit osłabi UE i podzieli Europę, co bardzo ucieszy Putina i eurosceptyków.
Z łezką w oku wspominam czasy Tony Blaira, który zapowiadał referendum w sprawie wejścia Wielkiej Brytanii do strefy euro. Na dzisiejszy kryzys Unii i czasy eurosceptyków porozumienie z Cameronem jest wyrazem realizmu. Strefa euro będzie dalej mogła integrować się politycznie. Wielka Brytania dostała zapewniania, że się do tego nie będzie dokładać a funt będzie traktowany równorzędnie. Teksty dokumentów nie zmieniają naszych zobowiązań o wejściu do strefy euro.