Fot. Shutterstock

Znamy historię kucyka, który nie spodobał się dziewczynce jako prezent komunijny. Przejrzałem wiele komentarzy pod artykułami na ten temat i okazuje się, że większa uwaga skupiła się na „rozpieszczonym bachorze”, który nie został nauczony przez rodziców poszanowania dla zwierząt, niż na dorosłych, którym przyszło do głowy sprezentować zwierzaka bardzo wymagającego i oddać na rzeź po kilku dniach, zamiast poszukać mu nowego domu lub zaopiekować się nim. To dorośli odpowiadają za komunijną hucpę i wieloletnie przygotowanie córek do roli księżniczek. Trudno potem obwiniać księżniczki za kaprysy i wymagania.

REKLAMA
Matki marzą o tym, by ich córki były księżniczkami
Wystarczy zapytać rodziców komunijnego dziecka i odpowiedź zazwyczaj będzie taka sama. Podczas gdy dzieci uczą się katechizmu i ćwiczą wystąpienia w kościele, grupa matek prowodyrek obmyśla misterny plan, jak narzucić reszcie rodziców swoją wizję koronacji córeczek. Oczywiście na bogato i z fajerwerkami. Począwszy od wysokich kwot składkowych, skończywszy na zamienienie kościoła w salę tronową.
Znamienny jest głośny przypadek chłopca z mózgowym porażeniem dziecięcym, o którym pisały media, że rodzice nie zgodzili się, by poszedł do komunii razem z ich pociechami, bo mógłby zakłócić przebieg uroczystości. Mimo że zdaję sobie sprawę, że jest to przypadek odosobniony, to jednak – podobnie jak kucyk – emblematyczny. Do tego dochodzi presja na dzieci, które nie są wychowywane w tradycji katolickiej. Co zrobić, by nie odczuły tego, że są gorsze od rówieśników, gdy wszystko toczy się wokół dóbr doczesnych: komunijnych strojów i bardzo wartościowych prezentów? Przykłady wykluczenia dzieciaków również znamy z mediów.
Księżniczka tonąca w falbankach
Zacznijmy od analizy strony wizualnej, najbardziej kontrowersyjnej. W internecie roi się od zdjęć księżniczek, których suknie ledwo mieszczą się w kościelnych ławach. Wielkie, bufiaste, takie jak u lalek. Na głowie zamiast wianków widnieją tiary wpięte w misternie zaplecione włosy. Oczywiście bez wizyty u fryzjera się nie obejdzie. Do tego zdjęcia w limuzynie, w bryczce udającej karetę, na tle wypasionej fury, która ozdobiona jest jak samochód dla nowożeńców. Obok córek do zdjęć pozują chętnie równie wypacykowane matki, które często pomyliły wizytę w kościele w celach duchowych z imprezą w remizie. Jest to pozbawione gustu, tandetne, momentami niesmaczne – jak sukienka komunijna z króciutką mini z okalającym trenem. Sądząc po zdjęciach był to ubiegłoroczny hit outfitowy. Chłopcy w tym zestawie wyglądają zwyczajnie, ale nie oszukujmy się, także mają swoje wymagania dotyczące prezentów, skoro nawet konsole do gier sprzedawane są w zestawie z Biblią, tutaj przynajmniej zaakcentowano religijny charakter wydarzenia. O wydatkach związanych z wynajęciem restauracji czy fantazyjnym cateringu nie wspominając, ale o tym piszą obecnie wszystkie media, temat kosztów również znamy.
Ale do rzeczy. Łatwo hejtować matki, które realizują swoje marzenia o byciu księżniczką i zamieniają swoje pociechy w lalki Barbie, tak samo jak słynne zabawki puste w środku, nastawione na siebie, wygląd i konsumpcję. Łatwo także krytykować księży, którzy nie ukrócają tego procederu, a mogliby, chociażby w specjalnych pogadankach dla rodziców i ustaleniu charakteru wydarzenia, postawieniu na prostotę a nie na tani blichtr. Mają wzór z samej góry – papież Franciszek jest idealnym przykładem skromności dla katolików.
To nie tyczy się tylko komunii, ale postaw rodziców wobec dzieci na co dzień. Trudniej wyjść z kręgu konsumpcyjnego, dlatego że zarówno rodzic, jak i dziecko mają małe pole do obrony. Na tym polega prawdziwy problem – ogromnej presji otoczenia na posiadanie i siły reklam oddziałujących na dzieci, z jakiej niewiele osób zdaje sobie sprawę. Rodzice wolą się zadłużyć i spłacać miesiącami komunijną imprezę, niż skupić się na aspekcie duchowym wydarzenia.
Rynek dziecięcy w Polsce
Rynek produktów dla dzieci w Polsce szacowany był w 2013 roku na 8,7 miliardów złotych, wzrósł niewiele w porównaniu do poprzednich lat, dlatego że rodzi się coraz mniej dzieci (raport PRM). Do tego postawie konsumpcyjnej dzieci (4-6 lat) sprzyja czas spędzony przed telewizorem i obecność emitowanych tam reklam, ci starsi do 12. roku życia uczą się nawyków od dorosłych – trenują głównie w galeriach handlowych („Przegląd Psychologiczny”, 2013, t. 56). Do tego mechanizmy popkulturowe sprawiają, że łatwo uzależnić się od marki. Jeżeli córka ogląda serial animowany będący na topie, to zapragnie wszystkich lalek z podobizną głównych bohaterów (np. „Monster High”, nawet Barbie „gra” w kreskówkach z tego względu). Ale przecież lalki to nie wszystko, do tego jest cała gama gadżetów, ubrań, sprzętów z wizerunkami nawiązującymi do ukochanego serialu (obecnie popularny jest serial „Violetta”, kolejna produkcja Disneya). Jeżeli dziecko nie ogląda serialu, to za chwilę zacznie i będzie wołało: „mamo, ale wszyscy w klasie już to mają”. Wydatki na przeciętnego chłopaka są mniej rzucające się w oczy, ale droższe – gadżety elektroniczne, konsole do gier, nowe gry, sprzęty sportowe.
Inne zagrożenia to konsekwencje podejścia materialnego – zabawki, które nie są dla dzieciaków dobre. Według raportu UOKiK „Młody konsument – rynek towarów oferowanych dzieciom i młodzieży w świetle kontroli Inspekcji Handlowej”, na 2007 zabawek, aż w 651 wykryto (32,4%) „różnego rodzaju niezgodności”. Większość zabawek pochodziła z importu (76,4%), a z Polski 20,7% i z krajów Unii Europejskiej 2,6% skontrolowanych produktów. W tym szaleństwie zapomina się o bezpieczeństwie dzieci, a przecież to ono powinno być priorytetowe.
Kształtowanie złych postaw
Nie tylko o złe nawyki konsumpcyjne chodzi i dawanie dziecku znaku, że co chce, to może otrzymać bez ograniczeń i bez poszanowania tego, co posiada. Niedobre jest to, że komunia jako etap inicjacyjny dziecka na płaszczyźnie religijnej oraz również społecznej, zamienia się w zabawę w księżniczki i księciów. Ale także o gender, czyli kształtowanie wyobrażenia dotyczącego wzorów kobiecości i męskości. Jeśli dla dziewczynki wzorem jest bycie kolejną księżniczką w typie lalki Barbie, a więc ideału nierzeczywistego i nierealnego, wielokrotnie opisywanego w literaturze feministycznej jako krzywdzącego, gdyż wpajającego od małego nieistniejące kanony kobiecego wyglądu i kreującego egoistyczne postawy względem świata poprzez skupienie się na wyglądzie, to skaże się ją na duże rozczarowanie w przyszłości. Do tego matka, która pamięta przez mgłę lata 80., ocet na półkach i swoje marzenia o oryginalnej Barbie, realizuje przez dziecko własne pragnienia, nieprzepracowane w wieku dorosłym, więc woli się zapożyczyć, by sprostać wymogom wydarzenia. Na blichtr komunijny patrzy cała rodzina, sąsiedzi, pozostali rodzice, którzy włączyli się w rywalizację o fajność ich dzieci, co odbija się potem zalewem zdjęć na portalach społecznościowych, by wszyscy zobaczyli. Pokolenie 30-latków jest wciąż nienajedzone, a do tego bardzo ciężko pracujące na swój dobrobyt, często konsumujące na kredyt. Ich gust kształtuje się na podstawie tego, co widzą w telewizorze czy w galeriach handlowych, jest to typowe dla kultury masowej.
Trudno nie ulec presji komunijnej i zalewu gadżetów, łatwo oceniać i wyśmiewać, zwłaszcza w internecie, gdzie księżniczki są traktowane bezlitośnie. Ale będąc dorosłym, trzeba się zachować odpowiedzialnie i zadbać przede wszystkim o to, co tego dnia najważniejsze. Zwłaszcza jeśli wychowanie dziecka w wierze katolickiej jest dla rodziców istotne.
Do tematyki konsumpcjonizu dzieci i młodzieży będę jeszcze wracał wielokrotnie, na razie sygnalizuję problem. Na szczęście są sposoby na to, by oprócz miłości do zbytku, wpajać dzieciom także inne wartości. By już żaden kucyk czy piesek nie ucierpiał.