Ogromny budżet, dinozaury, Steven Spielberg i tylko jeden sezon. Serial „Terra Nova”, którego finał niedawno wyemitowała TVP, to największa klapa ostatnich lat.

REKLAMA
Jest rok 2149. Ludzkość w końcu się doigrała. Skażenie środowiska osiągnęło krytyczny poziom, czyniąc Ziemię niezdatną do życia. Wciąż jednak tli się nadzieja. Naukowcy odkryli wyrwę w czasie, która pozwala podróżować w przeszłość, dokładnie 85 milionów lat wstecz. Organizowane są więc tzw. pielgrzymki, składające się z kolonistów-ochotników, mających zbudować w przeszłości nową cywilizację, Terrę Novą. Prościej mówiąc – ludzkość ucieka przed własnym dziełem wprost w paszcze dinozaurów.
A jeżeli ktoś kręci serial o ogromnych gadach, w ekipie nie może zabraknąć miejsca dla największego hollywoodzkiego speca w tej dziedzinie, Stevena Spielberga. Twórca „Parku Jurajskiego” – tym razem w roli producenta – nie zaliczy jednak tego projektu do najbardziej udanych – po ledwie 13 odcinkach telewizja Fox zdecydowała o zamknięciu jednej z największych serialowych produkcji w historii. Choć co tydzień przed telewizorami zasiadało średnio około 8 milionów widzów, nie rekompensowało to pochłanianych przez „Terra Novę” pieniędzy.
logo

W zależności od źródła, koszt nakręcenia dwugodzinnego odcinka pilotowego waha się od 14 do nawet 20 milionów dolarów. Każdy kolejny epizod to średnio 4 miliony, czyli tylko 500 tys. mniej, niż HBO wydaje na „Grę o Tron”. Sęk w tym, że chyba jedynie producenci (a „Terra Nova” miała ich aż jedenastu) wiedzieli, na co szły te pieniądze.
Z pewnością sporo pochłonęło zbudowanie otoczonej fortyfikacją osady, a także zakup pojazdów i gadżetów. Tanie nie było również stworzenie wycinka świata przyszłości i portalu, którym pielgrzymi przechodzili do przeszłości. Z drugiej strony serial kręcono w Australii, a najbardziej znanym członkiem obsady był Stephen Lang, w dorobku mający drugoplanowe role w „Avatarze” i „Conanie Barbarzyńcy 3D”.
Gdzie te dinozaury?
Co się zaś tyczy największych gabarytowo gwiazd serialu, teoretycznie pożerających lwią część budżetu, na ekranie było ich zaskakująco mało. Zdarzały się odcinki, w których dinozaurów nie było wcale, w innych stanowiły jedynie elementy tła w panoramicznych ujęciach, a gdy już pojawiały się na pierwszym planie, nie trwało to dłużej niż kilkadziesiąt sekund. Co więcej, jakość generowanych komputerowo gadów pozostawiała wiele do życzenia i w zasadzie trudno powiedzieć, aby wyglądały bardziej realistycznie niż te, które blisko dwadzieścia lat temu widzieliśmy w „Parku Jurajskim”. Studio uzasadniało to wysokimi kosztami, co byłoby zrozumiałe, gdyby nie fakt, że w telewizji nie brakowało seriali, w których podobnej jakości dinozaury odgrywały zdecydowanie większą rolę.
logo

Jakby tego było mało, jednym z przedziwnych pomysłów producentów „Terra Novej” (a dokładnie, samego Spielberga) było stworzenie nieistniejących gatunków, jak Acceraptory, i zastąpienie nimi Tyranozaurów, Welociraptorów i Brachiozaurów.
W efekcie powstał serial o dinozaurach bez dinozaurów.
Po co komu scenarzyści?
Mimo to 4 miliony dolarów na odcinek okazały się niewystarczające i w pewnym momencie produkcji zdecydowano się zwolnić wszystkich scenarzystów. Argumentowano, że byli zbyt drodzy. Śmiały ruch, który być może podreperował budżet, na pewno jednak nie pomógł serialowi.
„Terra Novej” można byłoby wybaczyć brak wielkich gadów, gdyby nie fakt, że kreatywność twórców kończyła się na pomyśle przeniesienia akcji do czasów prehistorycznych. Ponieważ Fox to telewizja familijna, głównymi bohaterami uczyniono rodzinę Shannonów, którzy w przeszłości liczyli na nowy początek, po tym, jak w 2149 złamali prawo zatrzymując trzecie dziecko, małą Zoe, mimo iż z powodu kontroli populacji dozwolona była tylko dwójka. Konwencja opowieści dla całej rodziny automatycznie narzucała wymóg zminimalizowania scen przemocy, tym samym zamieniając historię o walczących o życie kolonistach w relację z harcerskiej wycieczki.

W Terra Novej każda rodzina ma własny dom z meblami jak z Ikei, pracuje się mało, znajdzie się i rozbrzmiewające śmiechem targowisko. Nawet Szóstki, czyli zbuntowani koloniści z jednej z pielgrzymek, którzy sprzeciwili się władzy zarządzającego projektem wojskowego Nathaniela Taylora, walczą bez przekonania. Niby nienawidzą innych kolonistów, napadają na konwoje i knują, jakby tu okraść ich z zapasów, a jednak krew leje się rzadko i najczęściej kończy się na pojedynku na groźne miny. Tak więc w pierwszej części sezonu największymi niebezpieczeństwami, z jakimi przyjdzie zmierzyć się bohaterom serialu będą owad, który powoduje zanik pamięci krótkotrwałej, podający się za naukowca staruszek i zazdrosny o cudzą żonę kochanek.
Dodatkowym ograniczeniem był przedziwny wymysł Spielberga, który zarządził, że żaden dinozaur nie może zginąć z ręki człowieka (zasadę tę złamano w jednym z odcinków).
Serial, o którym zapomniał czas
Winne upadku „Terra Novej” jest staroświeckie podejście do tworzenia seriali, u którego podstaw leży przekonanie, że poszczególne odcinki powinny być osobnymi historiami, a nie rozdziałami większej opowieści (to pierwsze sprawdza się tyko w tzw. proceduralach, czyli historiach o pracy policjantów, detektywów czy lekarzy). Z wyjątkiem finału sezonu, akcja dreptała w kółko i choćby kolonię nawiedził ogromny kataklizm, na koniec odcinka wszystko wracało do normy, a rodzinka Shannonów śmiała się z kiepskiego żartu, z nadzieją patrząc w przyszłość. Tylko od czasu do czasu przypominano sobie, że wypadałoby pchnąć fabułę do przodu i wtedy ostatnie dwie minuty serialu poświęcano scenom z Szóstkami.
Steven Spielberg, którego nazwisko miało zagwarantować produkcji rozgłos, niewiele serialowi pomógł. Wręcz zaszkodził, bo oprócz ściągnięcia do produkcji największej gwiazdy w obsadzie, Langa i dodania w świecie przyszłości masek, umożliwiających oddychanie skażonym powietrzem, wymusił dwie niezrozumiałe zmiany, czyli wymyślanie nowych gatunków dinozaurów i uczynienie ich kuloodpornymi.
logo

„Terra Nova” sama w sobie jest wehikułem czasu, ponieważ sprawia wrażenie serialu, którego twórcy zignorowali ostatnie lata i niezwykły rozwój tej gałęzi sztuki. Aktorzy wyraźnie odbiegają umiejętnościami od kolegów z dużego ekranu, historia pełna jest dziur logicznych (choćby samochody bez drzwi w świecie dinozaurów) i posuwa się do przodu szarpanymi ruchami. Mimo ogromnego budżetu, szumnych zapowiedzi i porównań do „Avatara” (za którymi stoi przede wszystkim naśladujący produkcję Camerona plakat serialu), produkcja telewizji Fox okazała się artystyczną i finansową klapą. Choć włodarze amerykańskiej stacji zarzekali się, że „Terra Nova” była dochodowa, zainteresowana przejęciem serialu stacja Netflix, po dwóch tygodniach negocjacji, ostatecznie wycofała swoją ofertę, przypieczętowując los filmowej rodziny Shannonów.
Tym samym twórcom nie dano szansy poprawy, mimo iż zapowiadali, że do prac nad drugim sezonem nie tylko zatrudnią scenarzystów, ale że będą to uznane w branży nazwiska.