Najbardziej rozpoznawalny spośród superbohaterów powróci na ekrany kin już w przyszłym roku w obrazie „Man of Steel” w reżyserii Zacka Snydera. Przed wybraniem się na seans warto jednak sięgnąć do komiksowych źródeł, do czego świetną okazją jest wydany niedawno przez Mucha Comics album „All-Star Superman”.

REKLAMA
logo
fragment planszy z "All-Star Superman" Mucha Comics
Nie bez powodu wspominam o filmie. Początkowo „Man of Steel” był projektem Christophera Nolana, którego po sukcesie „Mrocznego Rycerza” Warner błagał o tchnięcie życia w największego spośród swoich herosów. Reżyser się zgodził, zgarnął do współpracy przy scenariuszu Davida S. Goyera (ten od „Blade’a”, „Ghost Ridera”, no i Nolanowskich Batmanów, przy których chętnie służył radą), by po jakimś czasie oddać ster zatrudnionemu przez studio Zackowi Snyderowi i w pełni skupić się na zamknięciu trylogii o Rycerzu Gotham. Zdążył jednak odcisnąć na powstającym filmie o Supermanie swoje piętno. Również Warner – zachęcony sukcesami realistycznego Batmana – oczekiwał, że opowieść o Człowieku ze Stali będzie utrzymana w podobnym klimacie. Pierwszy zwiastun sugeruje, że tak właśnie będzie:
W tym momencie przechodzimy do komiksu. Choć jeszcze na chwilę pozostajemy przy Batmanie – tak się złożyło, że jakiś czas temu, dzięki Egmontowi, miałem maraton z Mrocznym Rycerzem. Później wybrałem się na „Mroczny Rycerz powstaje”, który choć nie jest filmem wybitnym, to na pewno bardzo dobrym. Wcześniej zaś w na wielkim ekranie śledziłem losy niesamowitego Spidermana, zrealizowanego – wzorem Batmana – na realistyczną modłę. Wyszło OK. I teraz mamy otrzymać utrzymaną w podobnej stylistyce historię Człowieka ze Stali? Będzie ciężko.
Do All-Star Superman trzeba się przyzwyczaić, wczuć w konwencję. Jeżeli przed dwoma tygodniami czytało się „Powrót Mrocznego Rycerza” Franka Millera, trudno później „wskoczyć” w historię, której bohater o tak, w ramach ćwiczeń, podnosi 200 trylionów ton. Rozumiecie? Superman to 120% fantastyki w fantastyce, co odróżnia go zarówno od przygód Batmana, jaki i Człowieka Pająka. Tamte historie bez problemu dały się wcisnąć w ramy realizmu, z Człowiekiem Jutra może być trudniej. Chętnie zobaczę, jak filmowcy próbują. Choć nie jestem pewien, czy chcę takiego Batmano-Supermana, czy po prostu Supermana, z całym dobrodziejstwem inwentarza.
logo
Bo Człowiek ze Stali to bohater specyficzny, nie znający prawie żadnych ograniczeń, a przez to bardzo trudny w prowadzeniu – jak niedorzeczni muszą być jego wrogowie, by w ogóle mu zagrozić?! All-Star... doskonale tę charakterystyczność podkreśla. To świetny album, z przepięknymi rysunkami Franka Quitely’ego, zwłaszcza w końcowych opowieściach dającego popis swojego kunsztu. Pamiętam, jak jakiś czas temu odrzuciła mnie infantylna w mojej ocenie kreska „Avengers: Disassembled”, zachwyciły natomiast malarski styl Esada T. Ribica w „Silver Surfer: Requiem” i ostra kreska Bollanda w „Zabójczym żarcie” – All-Star Superman jest jeszcze lepszy. W tego typu historiach tak łatwo popaść w przesadę, może i śmieszność (latające ludziki z gaciami na spodniach!) – Quietly nie tylko się przed tym broni, ale potrafi tworzyć sceny-ikony, które nie wymagają żadnych opisów (słaby, zafrapowany Superman w odcinku „Wieczność”, a także okładka tej części i ostatnia plansza „Klątwy nowych Supermanów”). Wrażenie robi również fizyczne rozróżnienie Clark Kent – Superman – rysownikowi udało się nawet wybrnąć z tej śmieszności, pokazując, jak sama postawa potrafi wpłynąć na całkowitą zmianę aparycji.
Świetnemu Quietly’owi partneruje niewiele mu ustępujący scenarzysta Grant Morrison. Wprawdzie epizodyczność odcinków „Tajne laboratorium Supermana” oraz „Superman i Jimmy Olsen idą na wojnę” jest aż nazbyt wyraźna (ten drugi służy jedynie wprowadzeniu postaci Olsena), z każdą kolejną planszą coraz bardziej zarysowywany jest jednak główny wątek, łączący wszystkie zebrane w albumie zeszyty. Oczywiście, zdarzają się nieszczególnie wpływające na zasadniczą oś historii skoki w bok, ale jeżeli mają być takie, jak najlepsze w All-Star... odcinki „Być bizarro” i „My robić na odwrót”, to ja nie mam nic przeciwko. A jak sama „główna intryga”? Bardzo dobrze. Jak wcześniej wspominałem, przy bohaterze pokroju Supermana niezwykle trudno jest napisać historię, która nie stanie się absurdalna (cytując Rorschacha, odwiedzającego Dr Manhattana: I shall go tell the indestructible man that someone plans to murder him). Morrisonowi się to udaje, potrafi nawet wzruszyć.
Wszystko pięknie – rysunki fenomenalne, scenariusz niewiele im ustępujący, pozostaje jednak kluczowe pytanie: czy All-Star Superman może być albumem, od którego zaczyna się przygodę z Człowiekiem ze Stali? Sądzę, że tak. Każdy z nas ma pewną wiedzę o Supermanie – taki zadatek powinien być wystarczający. Nie liczcie jednak, że po przeczytaniu tych kilkunastu zeszytów poznacie więcej, niż 1% historii – to uniwersum jest tak skomplikowane, że jest to niemożliwe. Będziecie mogli jednak wczuć się w styl, przekonać się, czy taki bohater wam odpowiada. Mnie zachwycił.
Na koniec kilka pięknych plansz, na zaostrzenie apetytu:
logo
Okładka odcinka "My robić na odwrót" Mucha Comics
logo
Okładka odcinka "Pogrzeb w Smallville" Mucha Comics
logo
Okładka odcinka "Wieczność" Mucha Comics
Autor artykułu jest redaktorem miesięcznika Nowa Fantastyka.