Nie od dziś wiadomo, że nasi posłowie mają wiele... talentów. Właśnie okazało się, że niezwykle skutecznie potrafią walczyć o wolność do ograniczania wolności, co pokazały komentarze po głosowaniu w sprawie przepisów aborcyjnych.
REKLAMA
Miało nie być o polityce, wiem. Nie mogłem dzisiaj jednak od niej uciec, gdziekolwiek nie spojrzałem, którego kanału nie włączyłem, jakiej strony nie otworzyłem, wszędzie dominował jeden temat - głosowanie w sprawie prac nad zaostrzeniem przepisów aborcyjnych. Swoje spostrzeżenia zdecydowałem się spisać, ponieważ wbrew pozorom więcej mają wspólnego z kabaretem, niż powagą winną towarzyszyć ustanawianiu prawa.
Odłóżmy na bok dyskusję o aborcji, nie to jest tematem tego wpisu.
Zajmijmy się czymś innym, a mianowicie najbardziej kontrowersyjnym aspektem dzisiejszego głosowania - ponieważ dotyczyło ono tak zwanych Spraw Światopoglądowych (zapamiętajmy to jako skrót SŚ), nie było dyscypliny partyjnej, posłowie sami więc decydowali, który guziczek wcisną. Wszystko OK, prawda? Bo dlaczegóż wielka zła partia ma za nich decydować, narzucać im coś w tak osobistych kwestiach?! Poseł reprezentuje obywateli, a nie partyjnych liderów i powinien głosować w zgodzie z samym sobą i swoim programem, który przedstawiał wyborcom!
Ta dyskusja trwa nie od dziś, w tej konkretnej sprawie posłowie okazali się niezwykle skuteczni i dopięli swego - zyskali wolność.
A teraz zastanówmy się, do czego im ta wolność?
Do ograniczania wolności innych.
Ci sami posłowie, którzy z pasją opowiadają w mediach o tym, że nikt, nawet ich przełożony, nie powinien narzucać im decyzji w SŚ, że ich prawo decydowania o sobie jest fundamentalne, przed chwilą podjęli decyzję za miliony obywateli. Poseł sam stanowi o sobie w SŚ, obywatel nie.
Skoro oni nie mają dyscypliny partyjnej w Sprawach Światopoglądowych, dlaczego nam się ją narzuca?
Ot, taka mnie dzisiaj naszła refleksja. Byłaby naprawdę zabawna, gdyby nie była tak przerażająca.
