Nowy film Wachowskich i Tykwera olśniewa świetną stroną wizualną, muzyką i rolą Bena Whishawa.

REKLAMA
logo
Kadr z filmu "Atlas chmur"
Powstały na podstawie powieści Davida Mitchella „Atlas chmur” to zbiór mniej lub bardziej powiązanych ze sobą historii. Utrzymane w różnych stylistykach, opisujące wydarzenia z różnych czasów, nieraz nawiązują do siebie bezpośrednio (połączone postacią Sonmi wątki Nowego Seulu i postapokaliptyczny), niekiedy praktycznie wcale, jak choćby opowieść o niewolniku. Jedynym wspólnym elementem są bohaterowie, a raczej wcielający się w nich aktorzy, powracający w nowych wcieleniach, przykryci tonami makijażu.
logo
Front twardookładkowego wydania "Atlasu chmur" z serii Uczta Wyobraźni Wydawnictwo MAG
Efekt jest ciekawy, bo stanowi miks wielu konwencji, od komedii, poprzez romans, aż po futurystyczną opowieść rodem z anime i wspomnianą wcześniej postapokalipsę. Co ciekawe, mimo tylu sprzeczności, historie te nie tylko się nie gryzą, ale wręcz doskonale uzupełniają. Raz jest bardzo zabawnie (opowieść o uciekającym przed zbirami wydawcy), raz dramatycznie (tragiczna miłość kompozytora i jego kochanka), raz wybuchowo (walka o prawa klonów w Nowym Seulu), raz sensacyjnie (dziennikarskie śledztwo w sprawie elektrowni atomowej).
Kluczem był oczywiście montaż, który w „Atlasie…” jest świetny. Owszem, niektóre wątki są słabsze, a Tom Hanks bynajmniej nie jest w życiowej formie, ale umiejętne przeplatanie się historii doskonale maskuje wiele z niedoskonałości.
No i zdjęcia, przepiękne zdjęcia, od malowniczych scenerii morskich, po panoramę miasta przyszłości. A także muzyka, zwłaszcza w wątku wydziedziczonego kompozytora (doskonały Ben Whishaw), który – aby zyskać sławę – zatrudnia się do pomocy wielkiego mistrza, którego czas już przeminął, a który ma ambicje stworzyć ostatnie arcydzieło. Tytułowy „Atlas chmur” to właśnie dzieło młodego Roberta, który prześcignął nim swojego mentora.
Film Wachowkisch i Tykwera jest silny jako kolektyw. Osobno zebrane w nim opowieści raczej by nie zachwycały – z wyjątkiem historii wydawcy i kompozytora – razem składają się zaś na jeden z ciekawszych obrazów tego roku.
Autor artykułu jest redaktorem miesięcznika "Nowa Fantastyka"; recenzja pochodzi z darmowego PDFa z fragmentami i bonusowymi materiałami, który można pobrać na fantastyka.pl