Kolejny długi majowy weekend oferuje nam dwa skrajnie różne filmy: coś dla fanów efektownego, rozrywkowego kina fantastycznego, coś dla miłośników bardziej kameralnych i osobistych historii. Oba obrazy warto obejrzeć.
REKLAMA
31 maja premierą mają „Uciekinier” w reżyserii Jeffa Nicholsa, z Matthew McConaugheyem w roli głównej, oraz z dawna oczekiwana kontynuacja „Star Treka” J.J. Abramsa – „W ciemność”. O drugim z filmów więcej można przeczytać w pełnej, publikowanej w poniedziałek recenzji, w tym miejscu chciałbym tylko przypomnieć o jego wejściu na ekrany i polecić tym, którzy chcieliby się w kinie odprężyć z użyciem relaksujących wybuchów i gwiezdnych bitew. No i Spocka.
Reszta może zaś udać się na „Uciekiniera”. Choć tytułowym bohaterem jest Mud (McConaghey), w filmie tak naprawdę chodzi o czternastoletniego Ellisa (bardzo dobry Tye Sheridan) i o to, jak nastoletni chłopiec pojmuje miłość. Sam nie tyle rozumie to uczucie, co stojące za nim ideały, ale rozgrywający się na jego oczach rozpad małżeństwa rodziców sprawia, że jego świat wartości się zawala. Nie mogąc wpłynąć na matkę i ojca, poświęca się więc sprawie, na którą jak myśli ma wpływ – chce pomóc zbiegowi. Wraz z przyjacielem, Neckiem, znajdują go na małej wyspie, w wyrzuconej przez ostatnią powódź na drzewo starej łodzi, którą chłopcy mieli nadzieję zagarnąć dla siebie, a która obecnie jest jedyną szansą Muda na ucieczkę.
Są w tym jakieś echa filmów o chłopięcej przygodzie, ale nie tak niewinnej, jak u Disneya. Więcej tu niejednoznaczności, sam Mud do końca pozostaje niejasną postacią, bo choć wydaje się kierować pewnymi zasadami, jest przestępcą oraz sprytnym manipulatorem, wykorzystujących naiwność chłopców do własnych celów. Przede wszystkim jest zaś zagubiony i jego zestawienie z silnym, niezachwianym moralnie i altruistycznym Ellisem jest bardzo ciekawe; w dużej mierze „Uciekinier” jest historią o dzieciach, które naprawiają błędy dorosłych.
Oczywiście nic by z tego nie wyszło, gdyby nie świetne aktorstwo, zwłaszcza młodych Tye’a Sheridana i wcielającego się w Necka, debiutującego na wielkim ekranie Jacoba Loflanda, choć i McConaghey jest w bardzo wysokiej formie, a rola zdaje się pisana specjalnie z myślą o nim. W połączeniu z niezwykle mocnym drugim i trzecim planem (m.in. Reese Witherspoon, Michael Shannon, Sarah Paulson, Ray McKinnon i Sam Shepard) oraz klimatyczną pracą kamery Adama Stone’a, otrzymujemy wart uwagi, choć odrobinę przydługi film.
W zasadzie w przypadku obu filmów, zarówno „Uciekiniera”, jak i „W ciemność. Star Trek”, wadą pozostaje jedynie fakt, że nie są wybitne. Nie można przyczepić się ani do strony wizualnej, ani do aktorstwa, co najwyżej odrobinkę ponarzekać na konstrukcję (pierwszy obraz za długi, drugi ze zbyt pośpiesznie nakreślonym wstępem), ogólne wrażenie jest więc bezsprzecznie pozytywne. Mimo to – nie porywają. Film Abramsa to zestawienie najlepszych, ale znanych już elementów, historia Nicholsa jest zaś sprawnie napisana, ale nie porusza, nie oferuje również widzowi jakiegoś rewolucyjnego spojrzenia.
Weekendowe nowości kinowe mogą się więc podobać, ale na kolana nie rzucą.
