O autorze
Z wykształcenia biotechnolog, z zawodu redaktor w miesięczniku „Nowa Fantastyka” oraz w serwisie Hatak.pl. Regularnie publikuje na łamach "Polityki", często w "Dzienniku Gazecie Prawnej", zdarza się też na Newsweek.pl, Stopklatce, LubimyCzytac.pl i Filmach Fantastycznych. Ogląda mnóstwo filmów, czyta góry komiksów i książek, jego uwadze nie umykają również seriale.

Joyland Stephena Kinga - recenzja w dniu światowej premiery

Najnowsza powieść Stephena Kinga to kolejna świetnie opowiedziana historia obyczajowa, tym razem z rozgrywającą się na drugim planie zagadką tajemniczego morderstwa i pewnego ducha.




W „Joylandzie” tak naprawdę chodzi o tytułowy parki rozrywki. A może szerzej – o parki i o pracujących w nich ludzi w ogóle, i o młodego mężczyznę, który przeżywa swoje pierwsze miłosne wzloty i upadki, no i o ducha. W tej kolejności. Bo jak to u Kinga, zawsze najciekawsza jest ta warstwa historii, w której nie ma widm, wilkołaków, wampirów, Obcych i całej reszty nadprzyrodzonego tałatajstwa; King jest najlepszy, gdy pisze o zwykłych ludziach i ich problemach.


Głównym bohaterem jego najnowszej powieści jest beznadziejnie zakochany student, którego beznadziejna dziewczyna zdaje się nie podzielać jego uczucia. Student ten, w czasie roku szkolnego dorabiający w stołówce, na okres wakacji zatrudnia się w położonym nad wybrzeżem parku rozrywki. To klasyczny schemat, w którym wraz z bohaterem-nowicjuszem wkraczamy w nowy, nieznany świat (w tym przypadku – w specyficzne środowisko pracowników lunaparków) i gdy on uczy się panujących w nim zasad, poznajemy je i my. Choć po prawdzie i ta warstwa – ciekawa przecież i dopracowana – blednie przy starej, poczciwej „obyczajówce”.




Stephen King po raz kolejny kusi nas zapowiedzią grozy i niezwykłości, na samym początku uwodzi tajemnicą, duchami, mordercą, który wymknął się wymiarowi sprawiedliwości, a nawet kilkoma dziwacznymi przepowiedniami. Kusi, by bardzo szybko odsunąć to wszystko na bok i snuć opowieść o pełnym naiwności, ale przede wszystkim dobra, sercu młodego mężczyzny. Snuć ją po mistrzowsku, z niezwykłym, a przecież charakterystycznym dla siebie, stylem, który przykuwa do lektury skuteczniej niż jakiekolwiek kajdany. Czytamy o tym fajtłapie, o naiwniaku, idealiście, o okłamującym samego siebie zakochanym durniu, który nie dostrzega rzeczy oczywistych, współczujemy mu, denerwujemy się na niego, zaprzyjaźniamy się z nim, chcemy znać jego losy. Pal sześć lunapark, do diabła z duchem i mordercą – „Joyland” czyta się dla świetnie skrojonych postaci, zwłaszcza tej najważniejszej – Devina Jonesa, czyli beznadziejnego romantyka o złotym sercu.


Fakt, jest i duch, ale chyba nawet sam King był zdecydowanie bardziej zainteresowany wątkiem chłopaka, a ten nadprzyrodzony umieścił w książce z przyzwyczajenia. Sprawia wrażenie skleconego naprędce i zamkniętego w pośpiechu, jakby pod sam koniec autor zauważył kilka wiszących luźno wątków i stwierdził, że nie wypada pozwolić im tak sobie dyndać, trzeba by więc machnąć jakiś finał. Powieść doskonale obeszła by się jednak bez tego całego nadprzyrodzonego zamieszania; może nawet czytało by się ją wtedy jeszcze lepiej, bo zniknęłoby wrażenia zaniedbania niektórych elementów historii.



„Joyland” nie jest więc żadną rewolucją, a raczej klasyczną dla Kinga powieścią obyczajową, obleczoną w cienki płaszczyk niezwykłości. Kto szuka grozy – srogo się zawiedzie. Kto chce po prostu dobrej książki – otrzyma napisaną magnetycznym stylem, pełną ciepła opowieść o pierwszych miłościach, o ciekawej grupie ludzi, połączonych niecodzienną pracą, wreszcie o Ameryce lat 70. ubiegłego wieku, bo – znowu: jak to u Kinga – tło kulturalne oddane jest z niezwykłą maestrią i pieczołowitością. Otrzyma po prostu bardzo dobrą powieść.

Recenzja jednocześnie ukazała się na łamach serwisu Hatak.pl.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0Franek Sterczewski zdradza plan na działanie w Sejmie. I opowiada, jak wyglądał "chrzest" w TVP
0 0Tak odpowiedziała na zaproszenie Dudy. Reakcja europosłanki PO zwróciła uwagę bułgarskiej prawniczki
Unum 0 0Nigdy nie mów nigdy. Weź sobie do serca wnioski z tego badania, bo życie pisze różne scenariusze
T-mobile 0 0Tomasz Raczek w serialu Netflixa? Oto dlaczego w tej plotce jest odrobina prawdy
0 0Przepis na prezydenta. To, co w kilka miesięcy zrobił Duda, powinno być lekcją dla opozycji
0 0Czarzasty ujawnia: będą poważne zmiany na Lewicy. "Rada krajowa SLD dała zielone światło"