Dziwaczne, surrealistyczne, zaskakujące – historie składające się na zbiór „Chwila jak płomień” to podróż w świat niezwykłej wyobraźni Gawrola i Lipczyńskiego.
REKLAMA
Pierwszą historię czytałem dwa razy. Byłem pewien, że coś mi umknęło, jakaś wskazówka, cokolwiek, co nasunęło by mi wyjaśnienie, co to właściwie było. Nic jednak nie znalazłem, historia mężczyzny, który postanowił urządzić sobie mieszkanie w grobie pozostała historią mężczyzny, który postanowił zamieszkać w grobie. Dziwaczna rzecz.
Później było podobnie. Jacyś goście robili sobie sesję fotograficzną z wisielcem, kolejny facet postanowił zabić czas, który późnej się zemścił, następny wykradał tajemnice ślimakom, a jeszcze inny wpadł do odkurzacza. Był nawet pies, który zamieniał się w kurczaka i widz wciągnięty w oglądany film sensacyjny. Żadnych reguł, zdawkowe dawki logiki, za to mnóstwo zaskoczeń i fabuła niczym z narkotycznego snu.
Potrzebowałem chwili, ale spodobała mi się ta wolność. Z początku „Chwilę jak płomień” wziąłem za taki polski odpowiednik horrorów Thomasa Otta. Różnica jest jednak taka, że opowieści Szwajcara – choć bardzo, bardzo dobre – są jednak prostsze. Gawrol i Lipczyński tymczasem zapraszają nas do zupełnie innego, pełnego szaleństwa świata.
Okazuje się, że można czerpać przyjemność z lektury historii, której zasad się nie pojmuje. Im większe zaskoczenie, im bardziej nieprawdopodobny zwrot akcji, tym lepiej. Forma zaś tylko tę lekturę umila – bardzo klimatyczne, realistyczne rysunki (mimo portretowania nierealistycznych wydarzeń) połączone z minimalną ilością słów. Znowu, troszkę jak u Otta, choć technika rysunku inna.
I co najważniejsze, do „Chwili…” się wraca. Historie są krótkie, album ma nieco ponad sto stron, ja sam czytałem go już trzy razy. Najbardziej podobają mi się opowieści o psie-kurczaku (świetnie oddane emocje psa!) i ta o ślimakach.
