Dużo, dobrze, różnorodnie - tak można filmowo podsumować mijający właśnie rok. Oto subiektywny przegląd najlepszych obrazów ostatnich dwunastu miesięcy.
REKLAMA
Na wielkim ekranie działo się w tym roku naprawdę sporo. W pierwszych miesiącach nadrabialiśmy Oscarowe zaległości, takie jak "Wróg numer jeden" czy "Les Miserables Nędznicy", później było więcej niż kilka świetnych polskich premier (m.in. "Drogówka", "Dziewczyna z szafy"), nie zabrakło też klasycznych amerykańskich blockbusterów, jak "Człowiek ze stali", "Iron Man 3", "Thor: Mroczny świat" czy rozczarowujący "Jeździec z nikąd".
Stąd wybór ledwie 10 najlepszych obrazów wcale nie był łatwy, a na liście z pewnością zabraknie kilku wartych wyróżnienia filmów, jak na przykład "Hobbit: Pustkowie Smauga" - mimo wad, film prezentuje wysoki poziom i w innym, nie tak silnym roku z pewnością trafiłby do zestawienia.
Oczywistą oczywistością jest też fakt, iż poniższy ranking jest bardziej niż wybitnie subiektywny.
10. "Labirynt", reż. Denis Villenueve - pełna recenzja.
Dla wielu osób pewnie zaskoczenie, ale w moje gusta film ten trafił idealnie. Długi i (pozotywnie) ciągnący się jak u Finchera, ze świetną postacią detektywa Lokiego, bardzo dobrze zagranego przez Jake'a Gyllnenhaala.
Film, który doskonale sprawdza się jako trzymający w napięciu, przede wszystkim zaś zaskakujący thriller. Jak w „Zodiaku”, zamiast przedzierać się przez zasłonę kłamstw i niewiadomych, z każdym kolejnym krokiem bohaterowie są coraz bardziej zagubieni, trafiają na fałszywe tropy, tracą nadzieję. Dlatego „Labirynt”, choć wyjątkowo długi, ogląda się świetnie, z nieustającym zainteresowaniem, siedząc na krawędzi fotela.
9. “Iron Man 3”, reż. Shane Black.
Efektowny i szalenie zabawny, z niesamowitym, "Mandarynowym" twistem. Prawie tak dobry, jak część pierwsza, na pewno zaś lepszy od "dwójki". Bałem się, że wszystko, co dało się powiedzieć o Tonym Starku zostało już powiedziane, że co dało się pokazać - pokazano. A tu zaskoczenie, zarówno fabularnie, jak i wizualnie, bo scena finałowej walki to majstersztyk.
Filmowe uniwersum Marvela coraz bardziej się rozrasta, kolejne filmy łaczą się w większą całość, ich fabuły wpływają na siebie, co najlepiej widać właśnie w "IM 3". Mnie się podoba.
8. „Człowiek ze stali”, reż. Zack Snyder - pełna recenzja.
Bliska ideału filmowa wersja przygód najstarszego i najpotężniejszego spośród superbohaterów. Owszem, dało by się nieco poprawić, Snyder udźwignął jednak ten niebotyczny ciężar i dostarczył nam film, który rozmachem i efektownością przebił wszystko, co w tym roku zawitało na wielki ekran.
Bo tym zaś, co przede wszystkim zostaje w głowie po zakończonym seansie są fenomenalne sceny walk, wyznaczające nowy poziom efektowności w kinie fantastycznym, przyćmiewające wszystko, co do tej pory można było zobaczyć na srebrnym ekranie. Ma się wrażenie, że nie istniało coś takiego, jak ograniczenia budżetowe, że cokolwiek wymyślił sobie reżyser, zrealizowano – żadnych ustępstw czy sztuczek, po prostu totalny kataklizm, jaki podczas starć rozpętują bohaterowie. Co ważne, to narasta, każda kolejna scena przyćmiewa poprzednią, aż do świetnego finału, czyli starcia Supermana z Zodem. Tylko dla tych ujęć warto wybrać się do kina.
7. „Chce się żyć”, reż. Maciej Pieprzyca - pełna recenzja.
Maciej Pieprzyca napisał doskonały scenariusz, równoważąc cierpienie humorem, przede wszystkim zaś doskonale portretując Mateusza – bohatera niepełnosprawnego, jak mało kto doświadczonego przez los, a mimo to osobę, której się nie żałuje, a którą się podziwia. „Chce się żyć” śmieszy, porusza (ile mocy jest w scenie, gdy Mateusz przekazuje swoją pierwszą wiadomość matce: „Nie ja roślina.”!), zachwyca. W trzech słowach: Wielkie Polskie Kino.
6. „Django”, reż. Quentin Tarantino - pełna recenzja.
Jak to zwykle u Tarantiono, na najwyższym poziomie jest obsada. Choć wszyscy spisali się bardzo dobrze, prawdziwe pole do popisu mieli dwa aktorzy: Christoph Waltz odgrywa coś na zasadzie wariacji na temat roli Hansa Landy z „Bękartów...”, robi to jednak z takim wdziękiem, że wszystko uchodzi mu na sucho (zresztą, widać, że ta postać była pisana dla niego); inną wielką (choć czasowo – małą) rolę dostał Samuel L. Jackson i w zasadzie ukradł drugą połowę filmu – stetryczały, nienawidzący czarnoskórych zarządca posiadłości Calvina Candy’ego (DiCaprio) rozbraja do łez.
I tym właśnie "Django" stoi – świetną grą aktorską i jeszcze lepszymi dialogami.
5. „Życie Adeli. Rozdział 1 i 2”, reż. Abdellatif Kechiche - pełna recenzja.
Kluczem do sukcesu „Życia Adeli”, oprócz świetnie naszkicowanych bohaterek, były doskonałe kreacje aktorek, Adèle Exarchopoulos i Léii Seydoux. Obie musiały się przed widzem niesamowicie otworzyć, zrzucić wszelkie zahamowania, wstyd, i nie tyle zagrać swoje postacie, co się nimi stać. I to się czuje. Ten film opiera się na dwóch wspaniałych rolach, na dwóch fenomenalnych aktorkach, które udźwignęły ciężar tak olbrzymi, że prawie każdego by przeraził. Na pochwały zasługuje zwłaszcza młodziutka Exarchopoulos – za tą piękną buzią kryją się ogromne pokłady talentu.
4. „Dziewczyna z szafy”, reż. Bodo Kox - pełna recenzja.
Najlepszy polski film mijającego roku, prześmieszna, ale zarazem nieco gorzka historia dwóch braci: niepełnosprawnego Tomka i niepoprawnie romantycznego Jacka. Świetnie zagrana, pięknie nakręcona - jeżeli ktoś uważa, że rodzime produkcje nie są warte uwagi, powinien obejrzeć ten obraz. Zmiana zdania gwarantowana.
3. „Pacific Rim”, reż. Guillermo del Toro - pełna recenzja.
Kolejne zaskoczenie, prawda? "Pacific Rim" nie jest najmądrzejszym obrazem mijającego roku, nie zawiera w sobie żadnego przesłania, nie mówi nam też niczego nowego o nas samych czy otaczającym nas świecie. To po prostu widowisko, w którym wielkie roboty biją się z wielkimi potworami. I właśnie to czyni ten film tak cudownym.
Guillermo del Toro nakręcił najbardziej rozrywkowy obraz roku, bawiąc się przy tym jak dzieco i zarażając tą energią widzów, którzy podczas seansu mogą tylko otwierać oczy ze zdumienia i cieszyć się jak 9-latkowie. Setki ton świetnej zabawy!
2. "Wróg numer jeden", reż. Kathryn Bigelow - pełna recenzja.
„Wróg numer jeden” stoi w rozkroku między dokumentem a szpiegowskim thrillerem. Fakty mieszają się w nim z fikcją, praca kamery niekiedy jest klasyczna, w wielu ujęciach wyraźnie stylizowana jest jednak tak, abyśmy mieli wrażenie, że bohaterom towarzyszy filmująca ich ekipa dziennikarzy, sam obraz podzielony jest zaś na rozdziały. I właśnie ta hybrydowa natura dzieła Bigelow stanowi klucz do sukcesu. W cenie jednego filmu otrzymujemy ciekawe spojrzenie na pracę amerykańskich służb specjalnych oraz przejmującą opowieść o niezwykle silnej kobiecie, koncertowo zagranej przez Jessicę Chastain.
Ten film to przede wszystkim mistrzostwo realizacji, od świetnej obsady, przez bardzo dobrą pracę kamery, po doskonale dozowane napięcie i perfekcyjnie zrealizowany finał (idealne wprowadzenie nowych bohaterów!), czyli akcję Navy SEALs, mającą na celu zlikwidowanie bin Ladena. Arcydziełem bym filmu Bigelow nie nazwał, jako thriller sprawdza się jednak wyśmienicie.
1. „Polowanie”, reż Thomas Vinterberg - pełna recenzja.
Bezapelacyjny numer jeden, jedyny obraz w zestawieniu, który bez wahania określiłbym mianem arcydzieła. Kameralna historia narastającej nienawiści i zaszczucia, odtrącenia na podstawie pomówienia. Historia Vinterberga porusza i wstrząsa, z każdą minutą wciąga głębiej i silniej zaciska się palce smutku, złości i bezsilności wokół naszej klatki piersiowej. Nie wyobrażam sobie kogoś, kto mogłby obejrzeć ten film i nic nie poczuć.
Perfekcja w każdym calu, okraszona popisową rolą Madsa Miekkelsena.
