Premier Tusk obiecuje emerytury z wydobycia gazu łupkowego, wrzesień 2011 r., Lubocino
Premier Tusk obiecuje emerytury z wydobycia gazu łupkowego, wrzesień 2011 r., Lubocino Flickr.com

Stojąc we wrześniu 2011 r. przy płonącej lubocińskiej pochodni, jak zawsze dyskretnie elegancki Donald Tusk przekonywał miliony rodaków: - Jeżeli wszystko zagra jak tu w Lubocinie, bezpieczeństwo gazowe będzie polegało na naszym gazie -. Premier zadeklarował także, że przychody z tego gazu „mają być wysokie" i zasilą specjalny fundusz, który w przyszłości służyłby „gwarantowaniu bezpieczeństwa polskich emerytur". Od premiera biły wiara i optymizm, jednak ostatnio z Lubocina nadeszły hiobowe wieści - jak podał Wyższy Urząd Górniczy po dwóch miesiącach gorączkowych prac wydobywczych "nastąpił zanik dopływu gazu z odwiertu". A odwiert to symboliczny - według premiera Tuska miał on zagwarantować Polakom emerytury.

REKLAMA
Hope znaczy "nadzieja"
Donald Tusk, podobnie jak Barack Obama, świetnie rozumie, że Hope znaczy "nadzieja", czyli coś, czego ludziom potrzeba najbardziej. Dzięki hasłu "Hope" Obama został prezydentem, a premier Tusk wypracował świetny wynik PO w ostatnich wyborach parlamentarnych. Światełkiem nadziei Polaków, tych stojących w kolejkach pośredniaków, czy siedzących na kasie w supermarkecie, uczynił pochodnię gazową na odwiercie w sennej kaszubskiej wsi Lubocino koło Wejherowa.
Prace na tym odwiercie rozpoczęto w 2010 roku. We wrześniu 2011 roku wykonane zabiegi wstępnego "szczelinowania" potwierdziły występowanie gazu w łupkach. Jednak od początku bieżącego roku zaczęły pojawiać się ogromne problemy z użyciem kontrowersyjnej amerykańskiej metody "szczelinowania" w polskich warunkach odwiertu Lubocino 2H. Problemy te miały wynikać ze "skomplikowanej budowy geologicznej terenu" (wiadomo, w Polsce wszystko się nagle komplikuje - nawet geologia) lub z "błędnych założeń technicznych".
Najciekawsze jest to, że po kilku latach badań w Lubocinie zaskoczeniem dla setek ekspertów opłacanych z państwowej kiesy stały się: "tamtejsze warunki geologiczne, różniące się znacznie od tych, które występują w USA". No tak, trudno było wpaść na to, że geologicznie Kaszuby trochę się różnią od Teksasu. Przyznano wówczas również, że prowadzone zabiegi "nie na wszystkich etapach przebiegały zgodnie z przyjętymi założeniami", a właściwie zakończyły się klapą.
"Wyposażenie skórzane BMW Individual ze skóry o delikatnej fakturze z merynosów"
Dżentelmeni nie mówią o pieniądzach, zresztą dla Polski niezależność energetyczna jest po prostu bezcenna. Lubocino to nie jedyna porażka PGNiG na łupkowym froncie - pierwszą była Markowola. W lipcu 2010 r. portal internetowy Moje Miasto Puławy donosił: „Fachowcy z PGNiG w poszukiwaniu złóż gazu przeprowadzili wczoraj w Markowoli kolejny zabieg tzw. szczelinowania. O tym, czy wieś pod Puławami stanie się gazowym Kuwejtem, przekonamy się za kilka miesięcy". Jednak amerykańska firma Halliburton nie odnalazła w Markowoli gazu łupkowego - sen o "kozienickim szejkanacie" po prostu prysł. Dlatego lepiej spuścić zasłonę milczenia na niebaczne słowa wiceprezesa PGNiG Waldemara Wójcika: "Próbny odwiert w Markowoli będzie nas kosztować około 50 mln zł, dużo więcej niż koszt odwiertu wykonywanego przez PGNiG na złożach gazu konwencjonalnego."
50 mln to dokładna kwota, której zabrakło ministerstwu zdrowia do zakończenia budowy Centrum Kliniczno-Dydaktycznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Centrum budowano 38 lat, no i prawie udało je się zakończyć. Cóż, zabrakło 50 mln na uzupełnienie niezbędnego wyposażenia szpitala, dlatego też zamiast służyć pacjentom, placówka na razie będzie zamknięta. Rektor Uniwersytetu Medycznego, który zarządza szpitalem, apeluje do ministerstwa o pieniądze, no ale przecież 50 milionów piechotą nie chodzi.
No, chyba, że jest to PGNiG, przy którym minister zdrowia to nie przymierzając ubogi krewny. Cóż się dziwić, że o błyskotliwej, odwołanej właśnie pani prezes PGNiG krążyły legendy? Tygodnik Wprost opisywał: "sukienki kupione za 2,5 tys. euro w Mediolanie", a słynne BMW 750i xDrive pani prezes za jedyne 450 tys. zł to hit Internetu.
Nie jest to dużo jak na opracowany przez najlepszych stylistów samochód, o czym mówi bajecznie kolorowy folder tego autka: "Pełne wyposażenie skórzane BMW Individual wykonane jest wyłącznie ze skóry o delikatnej fakturze z merynosów wykończonej w naturalny i bardzo łagodny sposób, aby zachować miękkość powierzchni." Wiadomo - wykończone w " w naturalny i bardzo łagodny sposób" merynosy muszą te parę złotych kosztować.
Zresztą nie tylko w Markowoli PGNiG pokazało swój niezwykle szeroki gest - dramatyczne zabiegi "szczelinowania" wykonywane przez firmę Halliburton w tym roku w Lubocinie będą nas kosztować 8 mln złotych, co oznacza, że przy planowanych setkach odwiertów PGNiG będzie mogło w końcu produktywnie spożytkować miliardy złotych, które przecież trzeba gdzieś zainwestować, by się już nie marnowały.
Egiptolog - wizjoner
Wielkie nadzieje z odwiertem w Lubocinie wiązał również niedawny minister skarbu dr Mikołaj Budzanowski, który zasłynął fundamentalną dla egiptologii pracą doktorską pt. "Nisze kultowe na górnym tarasie świątyni Hatszepsut w Deir el-Bahari". Dr Budzanowski mobilizował malkontentów i niedowiarków słowami: – Udało się raz jeszcze potwierdzić obecność gazu w Lubocinie już w odwiercie horyzontalnym na długości kilkuset metrów. Wiadomość ta powinna wszystkich mobilizować do tego, aby inwestować w poszukiwania gazu łupkowego. Obecnie należy poczekać na doprecyzowanie ilości tego gazu, jego przepływu. -
Swymi śmiałymi prognozami minister Budzanowski odważnie stawił odpór czarnowidzom, którzy nieznośnie krakali: - Wydaje się bowiem, że nasi politycy i media, obiecując, powtarzając, nagłaśniając kompletnie niewiarygodne prognozy (budowa instalacji skraplania gazu w Świnoujściu, pierwszy gaz z łupków w 2014 r., 10 mld dodatkowych metrów sześciennych za pięć lat), tworzą jakiś wirtualny świat, którego nie ma -.
Nie poddając się głosom malkontentów i rusofilów, rząd dumnie umieścił widok z odwiertu Lubocino w Internecie, by w najdalszych zakątkach świata można było zobaczyć, jak rodzi się polska łupkowa potęga. Na Facebooku ktoś niezwykle cennie, choć skromnie i anonimowo zauważył, że dzięki tej małej kamerce: "EkoOszuści mogą na żywo zobaczyć jak wyglądają tereny zniszczone przez odwierty". Cóż, chyba jednak nie zobaczą - tak potrzebny widok z Lubocina nagle przestał gościć w Internecie - Polacy od miesięcy śledzący z zapartym tchem postęp prac w "łupkowej Nowej Hucie" w Internecie ("Aktualny widok na odwiert Lubocino"), z żalem dostrzegli, że nie tylko gazownicy borykają się ze złośliwością rzeczy martwych - z nieznanych powodów kamera internetowa też zaczęła zawodzić, nie pokazując już odwiertu i pochodni w Lubocinie.
Premierowi puszczają nerwy?
Zgaśnięcie lubocińskiego światełka w polskim łupkowym tunelu może zaboleć jak mało co, zwłaszcza samego premiera, który publicznie głosi tezy nie swoje, ale swoich kompetentnych doradców (w tym przypadku ministra - wziętego archeologa i pani prezes - obiecującej pianistki z renomowanej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach). Newsweek pisze: "Politycy Platformy po cichu przyznają, że Tuskowi puściły nerwy. W resorcie skarbu mógł bez większego rozgłosu posprzątać w wakacje, w ramach dawno zapowiedzianej rekonstrukcji rządu. Prezes Piotrowska-Oliwa mogła natomiast przydać się do usprawiedliwienia coraz bardziej prawdopodobnego fiaska programu wydobycia gazu łupkowego. Zapał zagranicznych firm wydobywczych maleje z każdym krytycznym raportem geologów na temat zasobności polskich łupków i z każdym miesiącem próżnych oczekiwań na przepisy regulujące wydobycie."
To, co stało się ogromnym ciosem dla wiarygodności szefa polskiego rządu, paradoksalnie może jednak być miodem spływającym na serca lubocińskich Kaszubów, którzy wcale nie poczuli się drugim Kuwejtem: - Wydobycie powoduje spory hałas, a nasze drogi są tak rozjeżdżone, że praktycznie nie nadają się już do użytku. Wszyscy się obawiamy tych prac, bo słyszy się często o wybuchach. - odpowiadał na pytania dziennikarzy Bernard Wierzba, sołtys Lubocina.