
Stojąc we wrześniu 2011 r. przy płonącej lubocińskiej pochodni, jak zawsze dyskretnie elegancki Donald Tusk przekonywał miliony rodaków: - Jeżeli wszystko zagra jak tu w Lubocinie, bezpieczeństwo gazowe będzie polegało na naszym gazie -. Premier zadeklarował także, że przychody z tego gazu „mają być wysokie" i zasilą specjalny fundusz, który w przyszłości służyłby „gwarantowaniu bezpieczeństwa polskich emerytur". Od premiera biły wiara i optymizm, jednak ostatnio z Lubocina nadeszły hiobowe wieści - jak podał Wyższy Urząd Górniczy po dwóch miesiącach gorączkowych prac wydobywczych "nastąpił zanik dopływu gazu z odwiertu". A odwiert to symboliczny - według premiera Tuska miał on zagwarantować Polakom emerytury.
