Zostajemy w urodzinowych klimatach. Bo choć o game-winnerach Monty Ellisa i Luke'a Ridnoura nie można powiedzieć sobie tak o - no, rzut jak rzut, dupy nie urywa, naszym zdaniem wydarzenie wieczoru miało miejsce w Chicago. Joakim Noah wykręcił pierwsze w karierze triple-double, sprawiając sobie przyjemny prezent na 27 urodziny, które będzie świętował w sobotę.
REKLAMA
Noah tym samym mocnym akcentem zakończył pierwszą część sezonu. Sezonu, co warto przypominać, okrojonego z powodu lockoutu i - co za tym idzie - z wyjątkowo wymagającym kalendarzem. Za Oceanem miała właśnie rozgorzeć dyskusja na temat poziomu rozgrywek, odbiegającego od poprzednich z uwagi na maksymalnie napakowany terminarz, ale pojawił się Jeremy Lin i wszyscy zaczęli trąbić o przebojowym rozgrywającym Knicks. Za chwilę All Star Weekend, więc temat przemęczonych zawodników i obniżki jakości widowisk na parkietach musi znowu poczekać.
Ale do rzeczy.
Ubiegły sezon Noah rozpoczął wyśmienicie. Szybko stał się ważną, niemalże kluczową postacią nowych Bulls, lepionych przez Toma Thibodeau. Zwłaszcza w defensywie, na której punkcie coach ekipy chicagowskiej ma istnego bzika. Usage Noaha spadał w ofensywie, ale Thibodeau był gotów przymykać oko na ograniczone umiejętności w zdobywaniu punktów swojego centra tak długo, jak ten dawał zespołowi masę energii pod obiema tablicami.
Doskonale pamiętam, że wiadomość o kontuzji Noaha dotarła do mnie (mt) podczas - niezbyt udanego - wypadu do jednej z galerii handlowych. Złapałem WiFi i natychmiast wyłapałem słowa-klucze. "Noah kontuzjowany". No zajebiście, pomyślałem. Zwłaszcza że świeżo po wyleczeniu złamanej ręki na parkiet wrócił Carlos Boozer i był daaaaaaleko od swej optymalnej dyspozycji.
Był 15 grudnia, Noah do tamtej pory notował średnio 14 punktów i 11,7 zbiórki na mecz. Tych uzbierało się 24. Wrócił po dwumiesięcznej nieobecności i 20 opuszczonych spotkaniach. Sezon skończył ze statystykami 11,7 pkt. i 10,4 zb. Jest różnica?
Na dokładkę garść statsów z playoffs - 8,7 pkt. 10,2 zb.
Dochodzimy zatem do prostego wniosku - Noah sprzed kontuzji > Noah po kontuzji. Matematycy są z nas w tym momencie dumni.
Inną parą kaloszy jest 60-milionowy kontrakt, który Noah podpisał w październiku 2010 roku. Dodając do sowitej gaży formę z początku minionego sezonu - oczekiwania wobec Francuza były ogromne. A ten, po kontuzji, niezgrany z Boozerem (bo niby kiedy mieli się zgrać, skoro najpierw leczył się jeden, potem drugi?), obniżył loty, że nawet został wygwizdany przez fanów w United Center.
Zarówno sam Noah, jak i wszyscy związani z Bulls wierzą, że mają to już za sobą. Że epizod z buczeniem był tylko wyjątkowo przykrym wypadkiem przy pracy. W końcu - że wróciła normalność, w której Noah gra tak, jak się od niego oczekuje, opierając się zarazem presji związanej z bardzo wysokimi zarobkami. Nie każdy klub bowiem nazywa się Hawks i nie wszędzie jest Joe Johnson - innymi słowy, podpisałem maksymalny kontrakt, więc mogę grać sobie na pół gwizdka i nie miejcie do mnie pretensji. Sami chcieliście dać mi 119 milionów za sześć lat!
Nie.
- J. Lucas powiedział mi w trakcie meczu, że jestem blisko triple-double. (...) Nie będę ściemniał - czuję się z tym świetnie. Za kilka dni mam urodziny, więc to coś wspaniałego. - stwierdził Noah po meczu.
Po kiepskim początku sezonu, można chyba zaryzykować tezę, iż z każdym meczem Noah jest bliższy ponownego wskoczenia na swój dawny level, przez co zaczęto dostrzegać go wśród najlepszych środkowych ligi. Choć punktowo (9,5 pkt.) oraz w zbiórkach (9,9 pkt.) jest ciągle słabszy niż w ciągu dwóch ostatnich sezonów - zwyżka formy w ostatnich tygodniach jest zauważalna.
Noah w formie jest Bulls bardzo potrzebny. Jak sam zauważył, triple-double zanotował wyłącznie dlatego że defensywa Bucks skupiła się na Derricku Rosie, często stosując podwojenia. To, jak "Byki" spiszą się w tegorocznych playoffs - szczególnie w kontekście rywalizacji z Miami Heat - będzie zależało od pomocy, jaką Rose otrzyma od Noaha, Boozera i Ripa Hamltiona. Ale chodzi nie tylko o punkty - Heat często podwajali Rose'a, a Bulls nie zawsze potrafili z tego skorzystać. Uciekający wówczas po pick&rollu Noah momentalnie musiał odkryć w sobie pierwiastek rozgrywającego - przeciwko Bucks w roli asystenta spisał się zaś znakomicie. Dobry prognostyk. Ale Heat > Bucks.
- Przerwa jest OK. Ale nie powiem ci, gdzie ją spędzę - usłyszał Chuck Swirsky. Może i lepiej dla ciebie, Chuck?
mt
