Weekend, weekend i po weekendzie. Koszykarze trochę odpoczęli, trochę hipsterowali, trochę się też pobawili. All Star Weekend 2012 za nami, liga w tradycyjnym wydaniu wraca natomiast za chwil kilka - we wtorek.
REKLAMA
Na początek, zamiast tradycyjnej konfrontacji debiutantów z drugoroczniakami, całą tę grupę podzielili między siebie Shaq i Chuck. Plus dla NBA, że odeszła od utartego, zarazem nieco wytartego, schematu i piątkową odsłonę ASW nieco urozmaiciła. Zawiedzeni mogli się poczuć natomiast wyznawcy Jeremy'ego Lina, bowiem rozgrywający Knicks zbyt długo sobie nie pograł. Tak jak Blake Griffin.
MVP meczu wybrano Kyriego Irvinga. Lider Cavaliers zanotował imponujące, nawet jak na tę specyficzną podwórkową gierkę, 12/13 FG, w tym 8/8 zza łuku. Are you serious, Kyrie?!.
Sobota konkursami stoi. Shooting Stars nigdy nas nie porywał, ale w poczuciu obowiązku wspomnimy (chociaż wszyscy wiedzą) o zwycięstwie ekipy z Nowego Jorku. Na marginesie: Kenny Smith > Chandler Parsons.
Skills Challange padło łupem Tony'ego Parkera. Warto odnotować rezultat Derrona Williamsa (28,2 s.), najlepszy w całym konkursie. Na miano gwoździa programy zasłużył z kolei niedoszły dunk Johna Walla. Yyy, to w końcu zawodnik Wizards. No tak.
Najwięcej takiego właściwego skilla jest w konkursie "trójek". James Jones nie obronił tytułu sprzed roku, choć pierwszą rundę miał doprawdy świetną (22 trafienia). W rundzie finałowej niski skrzydłowy Heat jednak kompletnie zawiódł (12), a do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. W tej Kevin Love okazał się lepszy od Kevina Duranta (17 do 14).
Na sobotni deser - konkurs wsadów. Zdajemy sobie sprawę, że z roku na rok uczestnikom jest coraz trudniej wymyślić coś, co urzeknie, co porwie fanów. Tegorocznym uczestnikom nie można odmówić kreatywności, to na pewno, ale sami odpowiedzcie sobie na pytanie - czy to było to? My mamy mieszane uczucia. Bo nie zobaczyliśmy niczego absolutnie nowego, przełomowego - konkurs wciąż kręci się wokół windmilli i przeskakiwania przez kolegów/raperów.
Nie będziemy wracać do popisów Vince'a Cartera z 2000 roku, kiedy ten udowodnił, że proch można wynaleźć na nowo. To byłoby za dużo. Ale weźmy Jasona Richardsona. Jego wsady miały w sobie to "coś", a sam konkurs zyskiwał dzięki temu unikalny klimat.
W niedzielę podano danie główne. Na parkiet Amway Center wyszli zawodnicy uznawani za najlepszych w NBA. Sami All Stars. Wynik typowo koszykarski, Zachód ograł Wschód 152:149. I są dwie skrajne opinie - że nudy i że najlepszy do oglądania w historii. Własną opinią się nie podzielimy, oddając głos Wam. A więc - podobał się tegoroczny mecz gwiazd?
Kobe Bryant prześcignął Michaela Jordana w liczbie zdobytych punktów w ASG, ale dostał też porządnie w nos od Dwayne'a Wade'a, LeBron James znowu nie okazał się clutch, a Russell Westbrook bawił się w Orlando przy użyciu ulubionej trampoliny. Jedynym, który nie zdobył punktów, okazał się Luol Deng - cóż, taki los debiutanta. MVP? Kevin Durant, bardzo silny kandydat do zgarnięcia tego samego wyróżnienia za obecny sezon regularny.
EDIT: Okrągłe 0 zanotował również Steve Nash. Dzięki @Andrzej
Aha, i na koniec specjalne podziękowania dla Canalu Plus - za zapraszanie do studia ASW ludzi, którzy nie tylko nie mają bladego pojęcia o koszykówce, ale nawet się z tym nie kryją. W takiej sytuacji nawet Łukasz Fabiański wygląda jak ekspert.
mt
