Niekiedy tak się zastanawiamy - czy z Tomem Thibodeau jest wszystko w porządku? I ogólnie rzecz biorąc - owszem, jest, nie mamy w końcu powodów, by wątpić w doskonałe zdrowie coacha Bulls. Ale...

REKLAMA
... w drużynie chicagowskiej gra niejaki Luol Deng. Urodzony w Sudanie, posiadający brytyjski paszport i grający dla Jej Królewskiej Mości, koszykarz traktowany przez Thibodeau na specjalnych warunkach. Albo inaczej - cieszący się specjalnymi względami trenera.
Deng od zawsze słynął z bardzo dobrej defensywy, był też skutecznym strzelcem z półdystansu i sezonami pracował nad swoim markowym zagraniem, czyli odważnym ścięciem do kosza zakonczonym layupem. Przyjście Thobdeau tylko wzmocniło pozycję Denga w zespole. "The Man of Sudan" stał się bowiem drugą opcją w ataku i odpowiedzią na gwiazdy rywali na pozycji niskiego skrzydłowego. Thibodeau na wstępie oświadczył, że u niego Denga będzie rzucał więcej trójek i basta. Do sezonu 2010/2011, najlepsze w rzutach zza łuku były dla Denga rozgrywki 2008/2009, kiedy to trafiał ze skutecznością 40%. Trzeba jednak pamiętać, że z powodu kontuzji nadgarstka rozegrał jedynie 49 meczów, opuszczając przy tym pamiętną serię playoffs przeciwko Celtics.
Rola Denga została pośrednio wymuszona przez dyspozycję Carlosa Boozera, który opuścił początek minionego sezonu z powodu złamanej ręki, a gdy już wrócił - miał poważne problemy, ażeby stanowić odpowiednie i oczekiwane wsparcie dla Rose'a. I choć teraz niepoprawni optymiści i psychofani CB5 (czyli np. my) zauważą pewną jakościową poprawę, to trudno oprzeć się wrażeniu, że to nadal nie jest to. Są momenty czy mecze, jak choćby przegrany wyjazdowy w Bostonie, ale co do czego - tym drugim jest Deng.
Pod Thibodeau Deng stał się graczem formatu All Star. No może All Star Minus. Ale jednak i nie są to zaszczyty przesadzone. Do niedawna dominował wszak pogląd, że Deng jest znacznie underrated. Teraz wydaje się, że wszystko się zgadza.
Przed Thibodeau, rekordowym pod względem liczby minut spędzanych na parkiecie był sezon 2009/2010 - 37,9. W następnym Deng rozegrał WSZYSTKIE mecze - zarówno w regular season, jak i w playoffs. Grał - odpowiednio - średnio 39,1 oraz 42,9 minut. W tym sezonie, pomimo ponownej kontuzji nadgarstka - 38,3.
Nie ulega wątpliwości, że Deng jest Thibodeau niezbędny i nikt już nie wypomina mu wysokiego kontraktu (gwarantowane 71 mln. dolarów za sześć lat, umowę podpisano ostatniego dnia lipca 2008 roku). Jasna sprawa. "Thibs" jest jednak tak śmiertelnie konsekwentny w kwestii Denga, że można nawet się uśmiechnąć. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że Deng pojawia się w Meczu Gwiazd na 5 minut i 51 sekund, by dwa dni później w spotkaniu z Hornets grać przez...41 minut i 35 sekund. Konkluzja? Thibodeau oszczędzał Denga w ASG, żeby ten był świeży na Nowy Orlean :-)

***
Kluby mogą handlować graczami jeszcze przez dwa tygodnie. I kilka potencjalnych trade'ów już jest. Jak choćby trójstronna wymiana między Magic, Nets i Warriors: Howard do Nets, Lopez do Warriors, a Ellis do Magic. Magic nie podjęli jeszcze ostatecznej decyzji co do swego lidera, dla Howarda zaś Nets pozostają pierwszą opcją - podają źródła.
Według innego rumouru, Howard, Nelson i Turkoglu do Lakers za Bynuma i Gasola. Zdementował go jednak CEO drużyny z Orlando, Alex Martins. Tymczasem Mavericks szukają kogoś, kto przejmie 8-milionowy kontrakt Shawna Mariona, aby latem zaoferować maksymalne umowy Howardowi i Derronowi Williamsowi. Will it really happen?!
Poza Nets, Howard jest gotów przedłużyć wygasający latem kontrakt jedynie ze wspomnianymi Lakers oraz Mavericks. To stawia na nieco straconej pozycji Warriors, którzy przebąkują o chęci zgarnięcia Howarda.
Z kolei w Bostonie Danny Ainge i Doc RIvers gotowi są handlować całą "Big Three" - potwierdza Adrian Wojnarowski. A jeśli trafi się odpowiednia oferta, nawet Rajonem Rondo.
Coś czujemy, że do 15 marca w żadnym razie nie będzie wiało nudą.
mt