Internet

Póki w Nowym Jorku panowała ogólna mizeria, on również raczej się w nią wpisywał. Albo inaczej - na pewno ponad nią nie wyrastał. Bo i jak można tego oczekiwać od gracza tak specyficznego, jakim jest Steve Novak?

REKLAMA
Pojawienie się Jeremy'ego Lina postawiło Knicks na nogi. I choć zakończenie sezonu regularnego na wyższym niż ósme miejsce na Wschodzie będzie dla nowojorczyków naprawdę sporym osiągnięciem - podobnie jak ugranie bilansu choćby 0.500 - obecnych Knikcs nawet chce się oglądać. Nawet pomimo niezbyt przemyślanej strategii budowania zespołu (vide zakontraktowanie Chandlera, amnestia dla Billupsa, czy - u zarania dziejów - wymiana połowy rostera za Anthonego), która chyba na dobre przekreśliła szanse Knicks w obecnej konfiguracji na grę o coś więcej.
W każdym razie, przejście Knicks przez pierwszą rundę playoffs będzie sporym zaskoczeniem. Wręcz niespodzianką. W tej kwestii wielu głosów sprzeciwu się nie spodziewam.
Tymczasem postanowiłem przyjrzeć się komuś, kto w medialności Nowego Jorku trochę przepada. I tak zastanawiałem się przed ASW, kto powinien wziąć udział w konkursie rzutów za trzy punkty. Kevin Love? OK. James Jones? Jasne. I za moment musiałem rzucić w eter:
- Gdzie jest Steve Novak?!
W konkursie ostatecznie go nie ujrzałem, a szkoda (0.457 przed ASW).
Zanim prowadzeni przez Lina Knicks rozpoczęli na początku lutego serię sześciu zwycięstw z rzędu, Novak trafił 12 z 27 prób za trzy punkty (0.444). A jak już Knicks odpalili, było tak:
Luty - 41/86 (0.477)
Marzec- 11/21 (0.524)
Novak jest obecnie piątym strzelcem za trzy w całej NBA. Biorąc pod uwagę sezony, w których Novak grał w przynajmniej połowie spotkań (08/09 i 09/10), tak dobrze, jak w obecnym, jeszcze zza łuku nie rzucał. A znany jest przecież z tego, że jest niezłym strzelcem dystansowym. W obecnym sezonie Novak notuje również rekordowe w skali kariery 8,6 punktu na mecz.
W Nowym Jorku nie mają złudzeń, że "eksplozja" formy Novaka to w dużej mierze zasługa Lina. - Nie ma presji, by robić cokolwiek na siłę. Możesz grać po swojemu i jednocześnie być przekonanym, że o to właśnie chodzi. Jeremy dostrzega kolegów na dobrych pozycjach i dostarcza im piłkę - mówi o grze z Linem Novak.
Z kolei Jeff van Gundy, szkoleniowiec Novaka w Houston Rockets, o byłym podopiecznym wspomina tak. - Przez większość kariery Steve był zadaniowcem, jednak w tych najważniejszych momentach najczęściej siedział na ławce. Sądzę jednak, że nawet jako zadaniowiec może być bardzo ważną postacią dla zespołu.
Novak stał się dla Knikcs właśnie kimś takim - niezwykle wartościowym zmiennikiem, zdolnym trafiać seryjnie za trzy punkty, nie tylko z czystych pozycji. Zwłaszcza zanim Knicks zakontraktowali J.R. Smitha. Jednak wobec ostatniej roszady Mike'a D'Antoniego, przesuwającej na ławkę Imana Shumperta za sprawą Smitha właśnie, Novak pozostaje wiodącą postacią nowojorskiego bencha. Sam D'Antoni mówi krótko. - Dostaje więcej czasu niż wcześniej, do tego dochodzi jeszcze Jeremy - tłumaczy fenomen cudownego objawienia Novaka. Tyle minut, co obecnie (16.5), Novak dostał wszak jedynie w Clippers (16.4).
Podczas meczu z Cavaliers Novak trafił pięć wielkich trójek. W Madison Square Garden zabrzmiało gromkie "We want Novak!", kiedy po tym dystansowym koncercie Novak wrócił na ławkę. - Skłamałbym, gdybym powiedział, że to nie było miłe - stwierdził po meczu.
Takiego zadaniowca chce mieć pewnie u siebie pół NBA. I całe NBDL.
mt