
To miał być ten sezon, w którym napędzany petrodolarami Manchester City wygra Premier League. To miał być również sezon, w którym Roberto Mancini potwierdzi, że wart jest swej bajońskiej pensji, że potrafi okiełznać szatnię pełną humorzastych gwiazd.
REKLAMA
Miał, miał, miał... Można tak w nieskończoność.
It's not gonna happen, Roberto.
City pojechało na Emirates, aby walczyć o podtrzymanie kontaktu wzrokowego z plecami liderujących United. Podopieczni Fergusona wygrali właśnie bowiem ósme ligowe spotkanie z rzędu i zyskali aż osiem oczek przewagi na lokalnym rywalem. Arsenal zaś od tygodni prezentuje się naprawdę nieźle, z City zaś nie zwykł u siebie przegrywać.
A więc - mecz absolutnie kluczowy, zwycięstwo niezbędnie potrzebne. W takich momentach lubią jednak wybuchać bomby z opóźnionym zapłonem. Czy jak kto woli - istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że Mario Balotelli po prostu robi swoje.
- Skończyłem mówić na jego temat. Skończyłem. Do końca zostało nam sześć meczów i Mario na pewno w żadnym z nich nie zagra - rzucił po porażce z Arsenalem Mancini.
- Muszę mieć pewność, że mam na boisku 11 graczy. Z Mario nie mam - on w każdym momencie może dostać czerwoną kartkę, choć równie dobrze może strzelić gola w ostatniej minucie. (...) Jestem nim rozczarowany. Ciągle popełnia te same błędy, mimo że traktowałem go inaczej niż innych zawodników. (...) Mam nadzieję, że Mario zrozumie, iż podąża złą drogą - tłumaczył Mancini angielskim mediom. Dużo słów, autokreacja na wyrozumiałego ojca, któremu jednak skończyła się cierpliwość w istocie tylko teoretycznie benedyktyńska.
Swoim krajanom Mancini zdradził ciut więcej. - Sprzedamy go.
Balotelli to unikat. Wielce popieprzony wielki talent. Człowiek o tak skomplikowanej osobowości, że niejeden psychoanalityk zjadłby na nim zęby i stracił resztki reputacji. Czasem zachowujący się jak zwykły debil, za moment dobijający rwali genialnym zagraniem.
Podkreślić należy to, o czym wspominał Mancini - ryzyko. Ściągając kogoś takiego musisz spodziewać się najgorszego, jeżeli jesteś w miarę przewidujący. Bardzo podoba mi się, jak Balotelliego określił niegdyś Jose Mourinho - "unmanageable." Nie to, że Portugalczyka należy w każdym przypadku brać za wyrocznię - Mancini jednak uznał, że warto podjąć to ryzyko. Ryzyko, o którym przecież co nieco wiedział, które zdążył poznać przynajmniej w zarysie.
Osobiście czułem większą sympatię do Manciniego podczas jego pracy w Interze. Teraz bywa cholernie irytujący - jak choćby mówiąc o swoim zespole, że potrzebuje jeszcze dwóch-trzech transferów, kiedy każdy menadżer w Premier League wziąłby jego graczy i jeszcze ładnie podziękował. PR? Fatalny. Tym gorszy, że przy wszechobecnej wiedzy o "specyficzności" Balotelliego, Mancini teraz zapragnął wylać swe żale. Jego wina nie polega wszak na tym, że "Super Mario" jest, jaki jest, a na tym, że podjął się zadania ponad swoje siły. W dodatku nie potrafi przyznać, że zadaniu nie podołał.
Mourinho potrafił.
Za pewnik nie wezmę obiecanej sprzedaży Balotelliego. Jak wiele szumu było na temat wieczystego odsunięcia od zespołu Teveza, jakaż stanowczość i zapowiedź pozostania konsekwentnym, do cna nieugiętym. Tak buduje się autorytet, tak zyskuje się w oczach przełożonych, piłkarzy i kibiców - oczywiście jeżeli słowa się dotrzymuje. Mancini nie dotrzymał i wcale nie wiadomo, czy dotrzyma w przypadku Balotelliego. Klasa? Jaka klasa?!
- Kiedy patrzę na Balotelliego, widzę zawodnika, który nie ma szacunku do barw, do historii i do kibiców (...). Balotelli jest w stanie zdobyć w sezonie 17 bramek, w tym dwie w wygranych 6:1 derbach z United, ale czy jego umiejętności piłkarskie przeważają nad negatywną aurą, którą rozsiewa w klubie? Nie. - pisze w felietonie dla "Daily Mail" Jamie Redknapp. Za chwilę były reprezentant Anglii dodaje, że "Balotelii nie potrafi dorosnąć", a ogólną odpowiedzialność za wyskoki Włocha ponosi Mancini.
- To on go pozyskał.
Czas zejść na ziemię, Roberto. Może bezrobocie Ci w tym pomoże.
mt
