Historia Polski po 1989 roku bardzo mocno związana jest z państwami, które powstały w wyniku przemian w Europie Środkowej i Wschodniej. Dbaliśmy o dobre stosunki z sąsiadami, chwaląc się wielokrotnie, że wszyscy sąsiedzi są nowi, a z żadnymi nie mamy poważnego konfliktu. Coś się w tej dziedzinie zmienia. Przykład Litwy i jawny już chłód jest bardzo znamienny.
REKLAMA
Władze polskie uznały, że można Litwinów potraktować z góry. Za słynną deklaracją premiera, że poziom stosunków z Litwą określi miejscowa Polonia, poszły gesty i kontrgesty. Ciekawy jestem, czy polski prezydent odczuwa satysfakcję słysząc od litewskiej partnerki, że do Warszawy nie przyjechała przed szczytem NATO, bo decyzje zapadają w Waszyngtonie. Za chwilę okaże się, że dumna Polska wycofa się z patrolowania litewskiej przestrzeni powietrznej, a w to miejsce pojawi się ktoś inny, np. Norwegowie.
Opisany mechanizm działa jeszcze bardziej dotkliwie w Unii Europejskiej. Polska walczy o utrzymanie Funduszu Spójności, który da nam szansę na ukończenie projektów infrastrukturalnych. Walczy jednak coraz bardziej samotnie. Państwa bałtyckie nas nie popierają, Rumunia i Bułgaria mają inne problemy (Schengen), Czesi mówią językiem płatników netto (?!), a po naszej stronie jak na razie stoi Słowacja…
W relacjach z Litwą Polska brnie w ślepą uliczkę. Założyliśmy, że wymusimy swoje racje, a tymczasem okazuje się, że mały znajduje wsparcie dużo łatwiej niżby nam się wydawało, i to niekoniecznie w Moskwie.
