Zanim polska opinia publiczna rozprawi się z Putinem, Tuskiem i Sikorskim za prawie że udział w rozbiorze Ukrainy, trzeba uświadomić sobie kilka faktów.
REKLAMA
"Politico" to crème de la crème amerykańskiego dziennikarstwa. Na łamy tego serwisu dopuszcza się ludzi wiarygodnych i takim człowiekiem jest Ben Judah, autor artykułu o Rosji i Putinie, w którym bogato czerpie z rozmowy, jaką przeprowadził z Radosławem Sikorskim i Carlem Bildtem. Judah precyzyjnie cytuje ich sformułowania.
Dla mnie tekst brzmi rzetelnie. Z kolei dementi marszałka Sikorskiego, w którym mówi o "nieautoryzowanej rozmowie" i "nadinterpretacji jego słów", wyraźnie pokazuje, że został odcięty od MSZ-owskich spryciarzy medialnych. Nie mógł dać lepszego potwierdzenia, że to, co ukazało się w amerykańskim portalu, jest prawdą.
Nawiasem mówiąc, Sikorski dopisuje w ten sposób kolejny rozdział do swojego starego wizerunku, gdy prezentował się bardziej jako enfant terrible dyplomatycznych salonów niż mąż stanu z laską marszałkowską.
A teraz o polityce.
Załóżmy, że Putin powiedział to, co powiedział. I co? Skoro mógł kilka lat później zająć zbrojnie kawałek Ukrainy, to jego spekulacja mogła mieć miejsce. Przypomnę, że o rozpadzie Ukrainy, również publicznie, mówiono wiele razy później, ale nie znam jednego poważnego polityka z żadnej frakcji w Polsce, na Ukrainie, a nawet w Rosji, który by popierał taki scenariusz. To się po prostu nikomu nie opłaca, choć każdemu z zupełnie innych powodów.
Dobrzy by było, abyśmy mogli wysłuchać głosu Donalda Tuska w tej sprawie. A może warto też dyskretnie sprawdzić, co jest w depeszach MSZ-u z tamtej rozmowy?
Opisana historia, niestety, ma miejsce, gdy w Polsce rozpoczyna się dyskusja o reorientacji polskiej polityki wobec Ukrainy. Zachęcił do niej prezydent Komorowski, mówiąc w poniedziałkowej "Rzeczpospolitej", że to Ukraińcy mają określić, na ile chcą, aby Polska była ich adwokatem. PSL wiadomo, chciałby sprzedawać jabłka do Rosji, a lider tej partii, Piechociński, chętnie dostarczałby drogi węgiel na Ukrainę, którego tam nie chcą. I jeszcze polski foch, że odsunięto nas od rozmów Ukraina-Rosja-UE.
Te postawy to brak profesjonalizmu w polityce. To Polska ma zdefiniować swoje cele strategiczne i ambicje wobec Ukrainy. Oczywiście zamiary partnerów, wrogów i sąsiadów określą, co się do zrobić, ale najpierw sami musimy wiedzieć, długofalowo i niekoniunkturalnie, co chcemy widzieć nad Dnieprem za miesiąc, pięć lub dwadzieścia pięć lat.
