Gdyby wyjść poza opinię chóru komentatorów, którzy zgodnie twierdzą, że Europa wygrała, Poroszenko wygrał, a skrajne siły odpadły, warto zauważyć kilka dodatkowych nieoczywistych oczywistości.

REKLAMA
1 – Prezydent Poroszenko, w sojuszu z partią Udar, z trudem zgromadził niewiele ponad 20% głosów. To dużo, ale przecież nie takie były oczekiwania. Gdy przed wyborami Arsenij Jaceniuk opuścił Blok Julii Tymoszenko, chciał połączyć swe siły z ugrupowaniem prezydenta. Zaproponowano mu jednak warunki – delikatnie mówiąc – niezadawalające. Dla mnie Poroszenko jest przegranym w tych wyborach, bo walczył o dużo więcej. Wcale nie jest pewne, że Udar Kliczki w sposób bezwarunkowy poprzez prezydenta w konstruowaniu nowego rządu.
2 – Arsenij Jaceniuk jest prawdziwym zwycięzcą tych wyborów. Kilka tygodni przed dniem głosowania zdecydował się opuścić Blok Julii Tymoszenko. Razem z nim zrobili tak również inni bliscy współpracownicy byłej pani premier. To był naprawdę skok na głęboką wodę. Jego frakcja jest dziś dużo bardziej skonsolidowana niż blok prezydenta, a on sam potwierdził, że jest samodzielnym zawodnikiem. Petro Poroszenko będzie musiał z nim rozmawiać w dużo mniej komfortowej sytuacji niż przed wyborami.
3 – Ugrupowanie Blok Opozycyjny jest chyba jedyną na świecie formacją, która przed wyborami ogłosiła, że… będzie w opozycji. Analizując jej skromne poparcie trzeba pamiętać o dwóch rzeczach. Regiony w Radzie Najwyższej legitymizują demokrację i uwiarygadniają wybory. Ich poparcie byłoby dużo większe, gdyby nie wojna na Wschodzie. Zwycięzcy powinni poważnie zastanowić się, jak włączyć opozycję do programu reform. To się po prostu opłaca.
4 – Nie wiadomo ostatecznie ilu posłów będzie mieć każda partia. Doradzałbym naszym ukraińskim partnerom, aby spróbowali zbudować w Radzie Najwyższej wielką koalicję. Aby być silnym na trudne czasy nie wystarczy zwykła większość. Tak się składa, że do koalicji "na rzecz reform i Europy" mogłyby wstąpić bardzo różne frakcje, również te najmniejsze.