Zdarzenia, które przed paroma godzinami miały miejsce na Ukrainie to zupełnie nowa jakość. Nowa jakość, która - podkreślę to całą siłą, jest zła, tragiczna i na pewno nie wróży nic nowego dla nikogo. Szczególnie dla Europy Wschodniej.

REKLAMA
Dotychczas na Ukrainie miały miejsce różne wypadki, ale nigdy nie dochodziło do działań terrorystycznych. Od dłuższego czasu panował tam względny, jak na tamte warunki, spokój. Owszem, nie brakowało zdarzeń nie do końca wyjaśnionych i budzących wątpliwości. W historii Ukrainy nie brak również morderstw o charakterze politycznym. Ale akt terroru u naszych wschodnich sąsiadów to jednak rzecz bez precedensu.
Dniepropietrowsk to jeden z bastionów Partii Regionów. W czasie napięć z powodu przetrzymywania byłej premier Julii Tymoszenko w więzieniu, a także w perspektywie zbliżających się wyborów i kampanii z nimi związanej, może dojść do eskalacji napięć. Póki co, jednak żaden ruch polityczny na Ukrainie otwarcie nie nawoływał do jakichkolwiek działań zbrojnych bądź partyzanckich.
Informacje, które docierają do nas zza wschodniej granicy świadczą, że cztery wybuchy (bo o tylu na razie wiemy) przypadkowe nie są. Do wybuchów doszło w zatłoczonych miejscach i następowały one po sobie w niewielkich odstępach czasu. Wszystko przemawia za tym, że była to przemyślane i zorganizowane działanie.
Oby tylko ten ostry spór, który panował dotąd w parlamencie, nie przeniósł się właśnie na ukraińskie ulice.
Na tę chwilę ciągle zbyt mało wiemy, aby pokusić się o poważne analizy dotyczące tego zdarzenia.