Ani "Rzeczpospolita", ani "Gazeta Wyborcza", nie zauważają dziś naszego kongresu. Czyli według zaklinaczy rzeczywistości, skoro o "czymś" się nie pisze, to "tego" nie ma.

REKLAMA
Owo "to" jest dzisiaj reprezentowane przez niemal 1000 delegatów z całego kraju, najwięcej z województwa mazowieckiego – ponad 100. W ponad połowie regionów rządzą nowi liderzy, wybrani w najbardziej demokratycznych wyborach, biorąc pod uwagę standard życia partyjnego w Polsce. Sojusz po wewnętrznej kampanii policzył się i uspokoił. Na szefa partii zagłosowało ponad 60% członków, z tego 14000 przez internet, a 8000 listownie. Więc "to" żyje i na sali w hotelu Gromada prezentuje się nie najgorzej.
Do rozstrzygnięcia pozostały dwa dylematy. Kto wokół Leszka Millera będzie stanowił kierownictwo tej partii oraz czy uda się wyjść poza magiczną barierę +/- 10%? I kiedy? Stagnacja, która trwa już 8 lat, jest nieznośna, bo w polityce trwanie, nawet w dobrej formie, oznacza regres. Podczas ostatniej kampanii mówiliśmy rzeczy słuszne, ale wyborcy nam nie uwierzyli. Dzisiaj nie ma problemu z prawdomównością SLD, będzie problem z udowodnieniem wiarygodności.
Tę historię będziemy jednak pisać od jutra.