Amerykańska agencja "Stratfor", prezentując doniesienia o zamordowaniu Borysa Niemcowa, cytuje Lenina: "Celem terroryzmu jest wywołanie przerażenia". Dalej autorzy piszą, że śmierć Niemcowa raczej terror wywoła, pytanie tylko – kto do tego zmierza?

REKLAMA
Rzeczywiście, zamach robi wrażenie, nawet jak na rosyjskie warunki. Nie pierwszy Niemcow ginie w niejasnych okolicznościach. Jednak pierwszy raz, w samym centrum Moskwy, pod murami Kremla, bez dodatkowych ofiar, na terenie w pełni objętym monitoringiem, ginie człowiek.
Ofiara nie była nikim. W rosyjskiej polityce odkąd się pojawił był gwiazdą. Błyszczał w Davos, spotykał się z Obamą, ale umiał też poruszać ulice Moskwy. Na początku lat 90-tych, jako gubernator Niżnego Nowogrodu, został okrzyknięty cudownym dzieckiem nowej Rosji. Wprowadzał reformy, nie bał się ludzi, zyskał sławę w kraju i na świecie. Ba! Odwiedziła go sama Margaret Thatcher.
Później przyszła Moskwa i stanowisko pierwszego wicepremiera w rządzie. Odwiedziłem wtedy Niemcowa w moskiewskim Białym Domu. Dalej robił wrażenie, parł do przodu. Jego konflikt z władzą rozpoczął się, gdy Putin został prezydentem. W systemie rosyjskim nie ma miejsca dla dwóch tak różnych ludzi.
Niezależnie od tego jak potoczą się losy śledztwa i kogo prezydent Putin pociągnie ostatecznie do odpowiedzialności, ubył mu groźny i trudny przeciwnik.
Rosja zastanawia się dziś, czy w konflikcie z Ukrainą nie poszła o jeden most za daleko. Oczywiście nie ta oficjalna, ale tak się dzieje w cichych rozmowach. Jutro na ulicach stolicy mieli się zebrać przeciwnicy aktualnego kursu Kremla. Zobaczymy, czy śmierć Borysa Niemcowa przestraszy ich, przerazi, czy rozjuszy…